On Japan in 2006 (4)

Kolejka do ściany świątyni w Asakusie

Kolejka do ściany świątyni w Asakusie

Wizyta w Asakusie zaspokoi już chyba wszystkich. Najpierw wąskie uliczki pełne lampionów, potem długi deptak do świątyni Senso-ji pełen kramów, a przed świątynią

[i] kolejka aż do jej ściany, gdzie każdy wierny prosi bogów o wstawiennictwo (tak, stojąc przed ścianą). Przy świątyniach warto zaopatrzyć się we wszelkiego rodzaju amulety i wota. Maleńkie woreczki w wielu kolorach kryją zaklęcia chroniące wszystko, od małżeństwa po samochód. Nieopodal świątyni jest wesołe miasteczko, z takimi atrakcjami jak karuzela, na której na łańcuchach wiszą małe alpejski domki, podciągane na wysokość kilkudziesięciu metrów, po czym zrzucane wraz z ludzką zawartością. W Asakusie można wpaść do jednej z setek mniej lub bardziej tradycyjnych restauracyjek. W tych tradycyjnych w przedsionku zdejmuje się buty. Etykieta jest dość skomplikowana. Zwykle to kelner prowadzi do stolika, a płaci się nie jemu, ale w kasie przy wyjściu. Zdarzają się też lokale, w których przy wejściu kupuje się kupony (nieraz w automatach), a przy wyjściu dopłaca ewentualną różnicę. Z kolei w barach typu kaiten sushi (takich, gdzie talerzyki z sushi jeżdżą na pasie transmisyjnym w koło baru, albo i pływają na łódeczkach) kasjerka wystawia rachunek na podstawie liczby i koloru talerzyków[ii]. Niektóre restauracje specjalizują się w jednej jedynej potrawie, tylko w sushi, tylko w shabu-shabu, tylko w ramen. Takie potrawy mają to do siebie, że ich wyróżnikiem jest jakaś konkretna baza czy sposób przyrządzania, np. wrzący bulion, do którego samemu się coś wkłada, albo makaronowo-jajeczna masa, do której dobiera się dodatki.

Następnego ranka pojechaliśmy do Harajuku. Dzielnica[iii] ta znana jest tego, że w niedziele można natknąć się tu na przedstawicieli subkultury cos-playerów, czyli młodych ludzi przebierających się za postacie z komiksów i filmów (głównie animowanych). Na co dzień Japończycy paradują w różnego rodzaju mundurkach – mundurki mają zarówno przedszkolaki[iv], jak i panowie z parkingów, wystrojeni niczym generałowie. Młodzież zrzuca je ochoczo wieczorami bądź w weekendy. Nawet ci, którzy nie naśladują bohaterów ulubionej mangi, potrafią, jak na europejskie gusta, wyglądać bardzo ekstrawagancko. Na przeciętny zestaw mogą składać się różowe siatkowe rajstopy, ogrodniczki w delfinki z odpiętą jedną szelką, żółte buty na koturnie, bluzka w biało-czarne pasy, fioletowa punkowa peruka, kokarda myszki Minnie i niezliczone cukierkowe akcesoria, ginące wśród boa z piór czy łańcuchów w stylu gangsta. Modne japońskie „dresiary” dopinają sobie treski, powiększają oczy i zakładają stroje znane Polakom wyłącznie z teledysków Beyonce.   

Jako że było wcześnie rano, nie rozglądaliśmy się za królowymi mody, minęliśmy tylko kilka sklepów o obiecujących wystawach[v], a potem poszliśmy do położonej w rozległym parku świątyni sintoistycznej Meiji Jingu. Park jak park, zdarzają się egzotyczne gatunki drzew (klon japoński jest przepiękny), wiadomo jednak, że idzie się w kierunku świątyni, ponieważ od czasu do czasu mija się piękną bramę tori, a na samym początku olbrzymią wystawkę z olbrzymich beczek pełnych ofiarnego sake. W kompleksie świątynnym kolejny pan w mundurze i białych rękawiczkach (przy 30-stopniowym upale) pracowicie grabił zaścielający place biały żwirek. Wśród turystów przemykały kapłanki w białych koszulach i jasnoczerwonych „dołach”.  Do głównego budynku wchodzi się tylko podczas specjalnych obrządków, np. ślubów. Japończycy pobierają się w obrządku sintoistycznym, a grzebią w buddyjskim. Cóż pozostaje wiernym? Przed wejściem na teren kompleksu należy obmyć dłonie (niektórzy płuczą też usta) przy specjalnym stanowisku pod daszkiem. Wodę nabiera się ze (sztucznego) źródełka specjalnymi długimi łyżkami. Następnie można wydać trochę pieniędzy na wota i amulety. Do domu zabiera się m. in. woreczki, książeczki czy przyozdobione na różne sposoby grabie. Na miejscu pozostają drewniane tabliczki z wypisanymi prośbami (powiązane sznurkiem eksponuje się pod kolejnym daszkiem) i wiązane w odpowiednich miejscach białe supełki. Potem należy zdjąć buty, wejść na coś w rodzaju zadaszonego pomostu, stanąć przy atrium i wezwać bogów klaskaniem. Potem chwila zadumy. Egzotyczne są też powiązane grubymi sznurami pary drzew lub skał. Świątynie niewiele różnią się wyglądem od pałaców (drewniane otwarte konstrukcje, suwane drzwi, pomosty, żwirowe ogródki, dachy z półokrągłych dachówek zwieńczane smokami i herbami), czasami świątynię urządza się po prostu w dawnym dworze.

Później zwiedzaliśmy skarbiec cesarza Meiji, który rządził całkiem niedawno, bo w drugiej połowie XIX w. W muzeach można podbić sobie jakąś ulotkę czy bilet staromodną pamiątkową pieczęcią z datownikiem i odkryć, że rok będzie zupełnie inny – liczony od pojawieniu się na tronie obecnie panującego cesarza. Cesarzom zmarłym nadawane są pośmiertne imiona i to one są lepiej znane od tych oryginalnych.

Następnym przystankiem owego dnia było Shinjuku – kolejny dworzec z gigantycznym podziemnym miastem i ruchomymi chodnikami, kolejne skupisko wieżowców. Z bliźniaczych wież Urzędu Miejskiego w Tokio (jakie miasto taki urząd) roztacza się piękny widok na okoliczne drapacze chmur. Sam kompleks też jest bardzo efektowny. Wjazd za darmo, a na górze sklep z pamiątkami, w którym, o dziwo, nie jest drożej niż gdzie indziej w mieście. Oprócz pamiątek tradycyjnych (wachlarze) i przewidywalnych (pocztówki) w całej Japonii na takich stoiskach królują niezliczone akcesoria w rodzaju breloczków czy notesików z motywem Hello Kitty i innych dziubdziusiowatych zwierzątek – kupuje je się niekoniecznie dla dzieci.

Potem do Akihabary (kolejny przystanek na linii Yamanote). Ta dzielnica słynie ze sklepów z elektroniką. Ceny niekoniecznie okazyjne, ale najświeższe nowinki, no i jaki wybór! W większych sklepach są np. działy z pokrowcami (regały pełne pokrowców na komórki, odtwarzacze MP3, odtwarzacze mini dysków CD, bo są i takie, aparaty fotograficzne…) albo z ozdóbkami (folie z kryształkami do nalepienia na ekran komórki, obudowy, breloczki…). Jeśli ktoś marzy o turkusowej elektrycznej zalotce, na pewno ją znajdzie. O szybkowarach do ryżu czy maszynkach do mycia okularów nie wspominając. Po udanych zakupach można zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie w specjalnym kąciku z fototapetą i akcesoriami (parasolki, wachlarze…).

Mój mąż wybrał się tymczasem do pobliskiego Ueno, dzielnicy muzeów i wyższych uczelni, ze znanym parkiem, w którym liczni bezdomni robią sobie domki z niebieskich cerat. Wśród domków wisi pranie, bo japońscy bezdomni są trochę „inni”. Po drodze pieczołowite tworzenie mapki z drogą powrotną. Czegoś takiego jak dokładny plan centrum Tokio nie ma, bo centrów jest kilka i plan musiałby być gigantyczny. Na stacjach można się zaopatrzyć w darmowe plany każdego centrum z osobna, a zwłaszcza w plan stacji, jej licznych poziomów i wyjść. Ulice w Japonii i tak rzadko mają nazwy, a domy często się wyburza, więc trzeba się posiłkować umiejscowieniem sklepów czy pomników. W Ueno warto odwiedzić sklep papierniczy. Ogromny wybór, piękne produkty i niskie ceny. Doceni ten, kto próbował kupić w Polsce „dorosły” zeszyt czy papeterię. Jedyny problem jest taki, że sporo papeterii ma linijki nie poziome, ale pionowe, bo tradycyjnie pisze się po japońsku od góry do dołu, od prawej do lewej. To dlatego okładki pism ilustrowanych są tam, gdzie u nas najdroższa reklama – na samym (dla nas) końcu.  


[i] Buddyjską, co rozpoznaje się po pagodzie, szerokiej bramie i tym, że wierni obmywają się przed wejściem (symbolicznie) w dymie kadzideł. Sintoistyczne mają proste bramy tori, a wierni obmywają się (dłonie) w wodzie.

[ii] Siedzi tedy oszczędny turysta przy barze, czekając na talerzyki w najtańszych kolorach. Do tego gratis piklowany imbir i zielona herbata. Wrzątek nalewa się czasem z kraników rozmieszczonych wzdłuż baru pod taśmociągiem. Uwaga: ceny podawane są tam w „cyfrach” japońskich! Liczba kresek w znaku nie ma nic wspólnego z wartością cyfry!

[iii] Co w przypadku Tokio oznacza najbliższą okolicę znanej stacji pełną sklepów, lokali, hoteli na godziny, salonów z automatami tudzież wieżowców, po zmroku oświetloną tysiącami neonów.

[iv] Np. dresy w jednakowych barwach + żółte czapeczki.

[v] Sklep tylko z jednym fasonem sukienek z lat siedemdziesiątych, sklep z treskami, sklep dla wspomnianych już gotyckich lolitek…

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: