On Japan in 2006 (6)

Program naszej wycieczki obejmował trzy cuda japońskiej natury. Po wysepkach Matsushimy przyszła kolej na mierzeję w Amanohashidate nad Morzem Japońskim[i]. Droga w obie strony zajęła przez Złoty Tydzień bardzo dużo czasu, ale za to oglądaliśmy nieco bardziej wiejską wieś niż tę pomiędzy Kioto a Tokio czy Tokio a Sendai. Pięknie zalesione góry, rzeki o zielonej wodzie, pola ryżowe. Charakterystycznym elementem krajobrazu, zwłaszcza podmiejskiego, są w Japonii wysokie na kilkanaście metrów metalowe siatki okrągłych boisk do baseballu spopularyzowanego w czasie amerykańskiej okupacji.

Sama mierzeja wygląda jak na egzotyczną plażę przystało – piasek bialutki, woda turkusowa, tyle że w maju ciut za zimno na kąpiel, a zamiast palm rosną sosny. W mierzei utrzymuje się wykopany przesmyk dla motorówek, jachtów i statków wycieczkowych, żeby się na nią dostać trzeba więc przejść po zwodzonym, a raczej obrotowym, moście. Ogląda się to cudo z pobliskiego wzgórza, na które można wjechać wyciągiem. Wyciąg jest kolorowy, pod nim rosną kobierce kwiatów, z głośników gra wesoła muzyczka, żadnych śmieci, a na górze czeka skromne wesołe miasteczko. 

 

Wieczorem poszliśmy na karaoke. W Polsce organizuje się je głównie w barach, śpiewa się publicznie – w Japonii raczej wykupuje prywatny pokoik w specjalnym przybytku. Takie przybytki mogą mieć i kilka pięter. Pokoje od jednoosobowych po spore sale, często bez okien. Przy pomocy specjalnego pilota przesyła się do odbiornika telewizyjnego numer wybranej piosenki. Na telewizorze wyświetli się teledysk (jakieś obrazki pasujące do treści), no i rzecz jasna tekst piosenki. Śpiewa się do mikrofonu, można też siebie nagrać. Trzeba sobie obowiązkowo kupić coś do picia z karty. 

A teraz coś o zabytkach Kioto. Jest ich tam, w starej stolicy kraju, tak dużo, że nawet Amerykanie nie mieli serca zbombardować tego miasta. Leży ono w malowniczej dolinie, nie ma tu żadnych wieżowców. W dwa dni zaliczyliśmy absolutne minimum: świątynię z pięknym ogrodem i przeglądającym się w wodzie Złotym Pawilonem[ii] (mieni się cudnie w słońcu), świątynię z pięknym ogrodem i najsłynniejszym na świecie żwirowym ogrodem zen[iii], świątynię z pięknym ogrodem i właściwie niczym więcej[iv], świątynię na palach na zboczach góry z trzema spełniającymi marzenia źródełkami[v], świątynię z bardzo stromymi kamiennymi schodami i jeszcze bardziej stromymi, śliskimi schodami na taras widokowy na największej w Japonii bramie, oraz zamek Nijo-jo (taki gigantyczny drewniany bungalow) z „słowiczymi podłogami”, które swoim niesamowitym melodyjnym skrzypieniem ostrzegały przed atakiem intruza[vi]. Obok piękne sady. 

Chciałabym opisać szczegółowiej wizytę w jednej z świątyń, ale nie wiem, jak to zrobić, żeby nie zabrzmieć banalnie. Zwiedzaliśmy wszystko w dość nietypowy sposób, ponieważ wszystko było dla nas takie obce. Zamiast zaliczać wszystkie obowiązkowe atrakcje danego miejsca, pętaliśmy się bez celu lub przysiadaliśmy gdzieś w kącie i przyglądaliśmy się ludziom i przedmiotom. Mamy taki króciutki film ze świątyni buddyjskiej Chion-in: pusty plac, gdzieś dalej daszek, pod którym kopci kadzidło, w tle bije rytmicznie orientalny dzwon. W sklepie z pamiątkami nie rozpoznawaliśmy połowy przedmiotów. Do czego, na przykład, służy komplet małych kwadratowych karteczek w ostrych barwach, bogato zdobionych? Do przystrajania domowego ołtarzyka? To takie urocze. Japonia jest cudowna, bo jest egzotyczna, a jednocześnie nie ma tam żebraków, brudu, malarii. Nic nie zakłóca powrotu do dziecinnej krainy zachwytów.


[i] Gdyby przepłynąć to morze, trafiłoby się do Korei lub pod Władywostok.

[ii] Pewnemu mnichowi nie podobały się gapiące się na pawilon tłumy ciołków, więc go spalił, ale Japończycy są mistrzami w odbudowywaniu zabytków, najczęściej z cementu zresztą.

[iii] Tzw. „suchy widok”, tylko zagrabiony żwir i kilka kamieni. Tłumy takie, że z kontemplacji nici – polecamy „mokry widok” z mchów i porostów za rogiem.

[iv] Za to ma ładny jasnoczerwony kolor.

[v] Do wyboru: miłość, pieniądze i zdrowie.

[vi] Dziś intruzów jest tylu, że podłoga skrzypi non stop, jakby się szło przez ptaszarnię.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: