25.09 – IGELDO

Dwa spakowane przeze mnie własnoręcznie kartony doszły pocztą kurierską w zaledwie trzy dni, więc pokój mam już pełen charakterystycznych chyba dla mnie „ustawek”, „martwych natur” czy jak je tam nazwać – bo zapakowałam nie tylko ubrania i buty, nie tylko rzeczy praktyczne, takie jak wieszaki, budzik czy nożyczki do papieru, ale i peruwiański kubek na długopisy i ołówki, plakat z majowego przedstawienia „Fairy Queen” czy arkusz złotego papieru, który dotąd wyściełał dno mojej szuflady z biżuterią. Kubek trafił na stół, razem z fluorescencyjnym kendoką z San Francisco. Papier na stolik z szklanym blatem, pod lusterko, perfumy, okulary przeciwsłoneczne i inne kobiece drobiazgi. Plakat z kolei przykleiłam w głębi szafy – raz, że zabawnie tak otworzyć szafę i natknąć się na nagiego faceta, dwa, że nie chciałam rozdrażnić gospodyni przyklejając coś do ściany.

Lubię tak sobie zagospodarować przestrzeń i nigdy się nie mogę powstrzymać przed wykombinowaniem czegoś ekstra. Robię takie rzeczy właściwie odruchowo – pamiętam, że przemeblowywałam pokój hotelowy w Tunezji zaraz po jego zajęciu, chociaż była pierwsza w nocy, i jako jedyna miałam przemeblowany pokój w akademiku na Erasmusie.

Tym razem nie omieszkałam wcisnąć mojego sędziwego budzika w pudełko po kubku firmy Kukuxumusu, które musiało mieć akurat odpowiednich rozmiarów otwór, półkę pod szklanym blatem stolika wyłożyłam zdjęciami z podróży i pocztówkami, a na jednym z kartonów, które przyszły pocztą, rozłożyłam z premedytacją kolorowe gazety i ulotki. Karton zresztą został już zaadoptowany na szafkę na papierową torebkę z reklamówkami i siatkę z pokojowymi śmieciami. A w drugim kartonie, tak jak w domu, będę trzymać pranie.

Przysięgam jednak, że to nie jest tak, że nic tylko siedzę w swoim pokoju. Mam swoje przyzwyczajenia byłego tłumacza, ale bez przesady. Dziś na przykład wybrałam się do dwóch parków i korzystając z „muy buen dia” (co rano podkreślił mój gospodarz) wybrałam się na punkt widokowy na górze Igeldo.

Park Enea (cóż za swojska nazwa) to kolejna rzecz, która mnie rozbroiła. Niech żyją przyzwyczajenia! Tym razem nie wpadłam na to, że cały park będzie otaczało wysokie ogrodzenie, i ponieważ zignorowałam główne wejście, musiałam iść wzdłuż owego płotu ładne kilkanaście minut, zanim los się nade mną nie zlitował i nie natrafiłam na dziurę.
Park zajmuje całe wzgórze, bo wzgórza dzielą się tu najwyraźniej na te zmienione w parki i pozostałe, gdzie zieleni nie przekształcono jednak nieformalnie w „lasek” do wyprowadzania psów, bo, jak podejrzewam, miejscowa roślinność jest zbyt bujna, żeby walczyć z nią inną metodą niż jej całkowite usuniecie i zastąpienie łatwiejszymi w tresurze „parkowymi” gatunkami.

Drugi park jest położony prawie nad samym morzem i otacza pałacyk Miramar. Widoki oczywiście przepiękne: woda lazurowa, jachtów przy niedzieli jeszcze więcej niż zwykle, a jakby tego było mało, w pałacyku ćwiczyli jacyś muzycy i z trzech różnych okien w trzech różnych skrzydłach dobiegały dźwięki trzech różnych instrumentów (w drodze powrotnej niemal tam zasnęłam pod drzewem, zasłuchana). No i palm tam dużo. Jednym z powodów, dla których nie chciałabym zamieszkać tu na stałe, jest to, że nie chciałabym, żeby palmy przestały mnie kiedyś ekscytować i kojarzyć się z wakacjami.

Naprawdę współczuję tutejszym mieszkańcom, bo dokąd też biedaki mogą pojechać, żeby piszczeć z zachwytu? Gdzie nie trafią, wzruszają zapewne ramionami. Wiem, wiem, są jeszcze wieżowce i lodowce, Wielki Mur Chiński i Wielki Kanion, ale poza tym nieszczęśni tubylcy muszą być przyzwyczajeni aż do bólu do wszystkiego, co przynajmniej w popkulturze uważane jest za wizualnie atrakcyjnie. Mają tu port z Hanii, paryskie bulwary, rzymskie kawiarnie, brazylijską plażę, a nawet irlandzkie klify. Te ostatnie widać właśnie z góry Igeldo, dokąd wjechałam sędziwą czerwoną górską kolejką szynową. Sama Igeldo oferuje podobnie szeroki wachlarz atrakcji: w parku rozrywki dla dzieci jest i komnata strachu, i mini rollcoaster, można się przejechać osiołkiem, ale i popływać łódką (po stawie lub sztucznym strumieniu), a w razie gdyby czyjeś dziecko poryczało się z rozczarowania na widok osiemnastowiecznej latarni morskiej, kamiennej i kanciastej, za rogiem jest druga, klasyczna – okrągła i biała.

I tak się wyróżniam z tłumu, bo nie wyglądam ani na tubylkę, ani na elegancką Francuzkę, ani na hożą anglosaskę, więc bezczelnie złamałam reguły i zjadłam na górze obiad już o godzinie trzynastej. Wszystkie dania wystawione w kafeterii były jeszcze nietknięte – za to dwie godziny później, w centrum, jadło całe miasto. Podoba mi się to, że tutejsze starsze panie z niższych klas mogą sobie siedzieć w centrum w knajpianym ogródku i pić razem winko. Wszędzie jest też zawsze pełno dzieci i psów.

Dzisiaj ani nie mam puenty, ani nie zrzędzę – mózg mi się zlasował na słońcu i co najwyżej domaga się znowu czegoś do jedzenia. W Lidlu tacka plasterków chorizo kosztuje tylko dwa złote. A cała reszta jest tak droga, że przynajmniej ceny puszkowanych owoców morza nie powalają z nóg.

Advertisements

3 Responses to “25.09 – IGELDO”

  1. Ola Says:

    refleksje mam takie:
    1. budzik w pudełku będzie wytłumiony.
    2. jak już kupię chatę, to Cię do niej wpuszczę z licencją na przestawianie.
    3. chcesz maszynkę do pieczenia chleba pod choinkę?
    4. jak kajaki?

    • sulthien Says:

      1. Używam budzika w telefonie, budzik w pudełku jest tylko do zerkania na.
      2. 🙂
      3. Nie, dzięki – chleb z Lidla mnie satysfakcjonuje.
      4. Fajne, jakimś cudem bałam się wywrotki tylko przez pierwszą minutę – potem za bardzo skupiałam się na tym, żeby nie kręcić się w kółko. A landlord pływa na kajaku do akrobatyki – wow.

  2. Aga Says:

    Dajże coś nowego, tej 😉
    Ag.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: