GOŚCIE

Był kiedyś taki czechosłowacki serial s-f “Goście”, żywili się tam galaretkami – i moi goście galaretki przywieźli i spożywali, a ja czułam się przy tym równie dziwnie, co przed sekundką, kiedy wyczytałam, że ktoś trafił na mojego bloga wpisawszy w wyszukiwarkę “gdzie można kupić meduzy”.

Dziwnie, no bo jak to tak – my po polsku, nasze książki po angielsku, mój Facebook po szwedzku, na kawę do knajpki prowadzonej przez Rosjanki, zamówienie po hiszpańsku, pożegnanie po baskijsku, a wieczorem w telewizji na francuskim kanale lektor opowiadał po niemiecku losy Japonki mieszkającej od lat na Krecie. Albo taki piątek, kiedy nagle zrobiło się 14 stopni w cieniu i ludzie na plaży byli w kostiumach. Albo taka sobota, kiedy zrobiło się stopni cztery w południe i uświadomiłam sobie, że od mojej przeprowadzki tutaj nie było mi jeszcze tak zimno. Albo nasze mieszkanie, wynajęte, ale umeblowane jakby pod nas, pełne bibelotów, pledów, książek i kwiatów. Albo że wychodziłam z niego co wieczór i szłam, jakby nie było, do domu.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: