Archive for February, 2012

ZNAJOMI, WSTYD i SZPAN

February 4, 2012

Przyznaję się bez bicia: kręci mnie wiele rzeczy, które dla moich tutejszych znajomych są czymś normalnym. Pamiętam, jak ludzie kolekcjonowali puszki, a dezodorant przywoziło się od święta z NRD, więc cieszy mnie każdy płaski chodnik, każdy klomb i każda przemyślana wystawa sklepowa.  O palmach na biało-turkusowym tle nie wspominając. W dodatku 31 lat mieszkałam w jednym mieście, obracając się w dość hermetycznym środowisku, co pozwolę sobie zilustrować poniższą anegdotką:

Na pierwszym roku studiów, pierwsze zajęcia z łaciny spędziłam w bufecie HCP, ponieważ omyłkowo uznano, że ci, co łacinę mieli w liceum, będą z niej zwolnieni. Wraz ze mną do bufetu trafiły jeszcze trzy osoby: z jedną chodziłam do liceum, druga chodziła do podstawówki z moją przyjaciółką z liceum, trzecia chodziła do liceum z moją przyjaciółką z podstawówki.

Zmierzam do tego, że nie jestem przyzwyczajona do poznawania ludzi o biografiach barwnych geograficznie. Więc aż mi głupio, że robią na mnie takie wrażenie. Że działają na mnie jak te kiczowate palmy albo jak snowboard which still makes the teenage 1990s show-off in me melt.

Co jednak ciekawe, muszą to być osoby, które trafiały do różnych krajów z różnych powodów, a nie tylko dlatego, że są TEFL-nomadami.

Znajoma nr 1 jest np. 100% “Londynką” (patrz akcent i 10 lat pracy w BBC) i jej rodzice mówią do siebie po angielsku, ale mama pochodzi z Hiszpanii (via Węgry, dokąd wysłano ją w czasie wojny domowej), a tato z Niemiec (skąd wyjechał bodajże w ’38 ze względu na żydowskie pochodzenie).  (Znajoma nazywa się w dodatku odpowiednio, bo Carmen Berlin).

Znajoma nr 2, rusycystka ze Słowacji, mieszkała w Rosji, Londynie i Meksyku, i tak na oko najbardziej czuje się właśnie Meksykanką.

Znajomy nr 3 ma rodziców dyplomatów, więc wychował się w Grecji i Nigerii, a potem, kiedy już posłano go do public school, wracał do rodziców w wakacje na Gibraltar, do Botswany (za którą bardzo tęskni) i Maroka (gdzie uczył rok w Berlitzu). Mieszkał też dwa lata w Niemczech, bo poniekąd jest germanistą. Jego rodzice poznali się w Arabii Saudyjskiej, a mama po ślubie musiała zrezygnować z pracy, bo była kanadyjskim szpiegiem. Czy nie fajnie mieć babcię w Vancouverze?

Wszystkich bije jednak na głowę Znajoma nr 4. Jest Niemką, ale po 10 latach w UK i roku w Australii (gdzie uczyła się japońskiego) po angielsku mówi jak natywna. Skończyła sinologię (rok w Chinach), ale przekwalifikowała się na pielęgniarkę, a nawet dostała do RAF-u (musiała więc postarać się wcześniej o brytyjski paszport). Jakby tego była mało, jej adoptowany brat pochodzi z Korei, no a do SanSe trafiła przez swojego baskijskiego narzeczonego, światowej sławy kajakarza, poznanego w Portugalii.

Dopingujcie go proszę w maju na Malcie! 🙂