Archive for April, 2012

BITCHING

April 2, 2012

W czwartek mieliśmy strajk generalny, więc chyba po raz pierwszy w życiu musiałam zastanowić się nad swoją orientacją polityczną (przy okazji wyborów nie musiałam, wystarczała metoda: “kobieta, która nie bredzi zbytnio w ulotce”). Strajkujący są zwykle przedstawiani jako goodies, ale tu strajk był nie przeciwko tyranom, tylko pewnym reformom rynku pracy, które mają zwiększyć wydajność przedsiębiorstw – nie są one przyjemne, ale kryzys to kryzys. Bardzo dużo znanych mi osób strajkowało, ale ja jakoś nie wierzę w czarne i białe i zawsze jest we mnie sporo sarkazmu – trudno, tak już mam. Więc chociaż lekcje z dorosłymi poprzekładałam na inne dni (żeby uniknąć problemów z brakiem komunikacji miejskiej), na wieczorną lekcję z nastolatkami jednak poszłam.

Mój sarkazm, niestety, miał się czym karmić. Wandale zamalowali bankomaty na czarno i nie mogłam zapłacić w terminie za pokój. Sklepy były pozamykane, ale bary już nie, bo gdzieś się przecież trzeba spotkać ze znajomymi po manifie. Najlepszy był mój lanlord, który wróciwszy z manify i odkrywszy, że internet nie działa, jak gdyby nigdy nic zadzwonił na infolinię i zażądał przysłania technika, który musiał zresztą przyjść dwa razy.

Mam nadzieję, że rodzina, u której mieszkam, to jakiś wyjątek, bo jeśli nie, to śmiać mi się chce z hiszpańskiego kryzysu. Landlord jest wuefistą, ale pracuje tylko dwa dni w tygodniu, bo “więcej pieniędzy mu nie trzeba”. Nie oznacza to jednak, że się umartwia – co weekend wyjeżdża na narty, w grudniu był w Tajlandii, a teraz jedzie na 2 tygodnie na Wyspy Kanaryjskie. Jego mamę też nosi – tak na oko, to nie pracuje (nie wiem, może po nocach przed komputerem), ale właśnie wyjechała na wakacje po raz czwarty w tym roku, bodajże do Chin. Mieszkam tu ponad pół roku, ale jeszcze nigdy nie wpadł do nich nikt znajomy, chociażby na herbatę – ze znajomymi człowiek spotyka się na mieście, koniec, kropka. (No, raz urządzili imprezę, jak landlord miał kontuzję nogi).

Ta kontuzja to zresztą idealny przykład tego, co dzieje się i w Polsce. Nie tylko pracodawcy są wredni – jest oczywistością, że i pracownicy bywają nielojalni i nieuczciwi. Landlord siedział w domu na chorobowym dwa tygodnie, ale chora noga nie przeszkodziła mu pojechać się wspinać z kolegami. A zaraz potem zmienił szkoły (nie czekając z grzeczności na koniec roku szkolnego), bo gdzie indziej miał lepszy grafik.

Może po prostu SanSe jest bogate. Spytałam ucznia, czemu nie ma tu sklepów z używaną odzieżą czy antykwariatów. Był w lekkim szoku – jak można wierzyć w jakość czegoś używanego? (To, że kogoś po prostu nie stać na nowe, nie przyszło mu do głowy). Kolega chciał organizować cykliczne swapping parties, ale pomysł upadł po dwóch, bo byłam jedyną osobą, która coś ze stosu zabierała (zupełnie nowe traperki, hello?).

Taaa, wiem, jestem z Eastern Europe i rajcuje mnie samo to, że mam umowę o pracę. Wprawdzie płacą mi tylko połowę składki emerytalnej, ale my, ludzie z Eastern Europe, w żadne ZUS-y i tak nie wierzymy. Jeśli ktoś chciałby mnie jednak nawrócić przed kolejnym strajkiem, to jestem bardzo chętna, bo zawsze przyjemniej spędzić dzień ze znajomymi na dworze niż w piwnicy bez okien, tłumacząc uczniom (temat na życzenie), że klasyczni hippisi nie żyli w latach 80-tych i nie słuchali Abby.