MOTYWACJA

Juhu, mini-kryzys wspinaczkowy przełamany! 🙂 Poszło o to, że pod koniec grudnia, po prawie czterech miesiącach chodzenia na bulderownię… Ale może po kolei. We wrześniu zaczęłam chodzić na bulderownię, czyli system sztucznych jaskiń do wspinania się bez uprzęży i głównie w poziomie. Chodziłam 2-3 razy w tygodniu, co może brzmi imponująco, ale zwykle “trenowałam” tylko około 30-45 minut, bo dużo czasu zabiera mi sam dojazd/dojście, szatnia i rozgrzewka. Widziałam postępy i dawało mi to wiele satysfakcji. Aż wreszcie, pod koniec grudnia, pojechałam w prawdziwe skały…

I klops! Okazało się, że w bulderowni głównie podciągamy się na rękach na nienaturalnie dużych chwytach, podczas gdy na ścianie liczą się głównie nogi i duża pewność siebie. Spróbowałam się zmierzyć z drogą o skali trudności 5a (rekordy moich towarzyszy to 8a-8b) – śliczną drabiną w pomarańczowym piaskowcu – i poległam na jedynym chyba fragmencie, który na owo 5a zasługiwał. W dodatku towarzysząca mi dziewczyna, która nie wspinała się nigdy, weszła na samą górę i to w jakieś 30 sekund! Wrr!

Po powrocie nie za bardzo wiedziałam, co z sobą począć. Jak ćwiczyć te pieruńskie nogi? Na domiar złego, z powodu świąt miałam w chodzeniu do “rocodromo” kilka tygodni przerwy, a w międzyczasie nadszedł pocztą mój 540-stronicowy tom pierwszy “100 porad gór” i naczytałam się o kontuzjach. Nie wiedziałam, które ćwiczenie będzie miało sens, a zarazem oszczędzi moje ścięgna, a gdy się za coś już zabierałam, okazywało się, że straciłam formę i fizycznie jestem z powrotem w listopadzie.

Wczoraj nadal nie byłam w stanie przejść na raz mojego trawersu dla początkujących – zmęczenie dawało się we znaku na 56. z 67 ruchów – ale zabrałam się za nowy, trudniejszy trawers i widzę, że jeśli go rozpracuję, będę w stanie się z nim zmierzyć 🙂 To rozpracowywanie jest cudowne, to takie zagadki geometryczne na żywo – za Chiny nie mogę czegoś sięgnąć (ruchy rąk są z góry narzucone), główkuję więc nad prawidłowym ustawieniem stóp, dobieram nowe dla nich podpory, zmieniam kąty – i nagle sukces! Niemożliwe staje się możliwym 🙂

Oczywiście takiej metody nie da zastosować się w terenie, bo nikt cię nie będzie opuszczał co 30 sekund z 5 metrów, żeby łaskawie mogła zacząć wszystko od początku – ale nigdy nie byłam ambitna i nie zależy mi ani na “on sajtach” (przejściu drogi za pierwszym razem), ani na zaliczeniu choćby tego marnego 5a.   Jeśli też was nie pociąga adrenalina, ale chcielibyście się trochę poruszać, zajrzyjcie do… największego kina w mieście i zapiszcie się na kursiątko do Łukasza, który, tak na marginesie, jest też świetnym fotografem:

http://studiofuego.pl/

http://avana.pl/

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: