Archive for March, 2013

KULINARNA DZIESIĄTKA

March 27, 2013

Oczywiście największą atrakcją są pintxos czyli miejscowe przekąski, ale jest to też atrakcja najbardziej oczywista, ponieważ pintxos podawane na zimno zalegają bufety każdego baru. Informacja dla nadwrażliwych: zapomnijcie o ochronnych kloszach czy chłodzonych gablotkach! Na szczęście, równie, jeśli nie bardziej interesujące, są pintxos na ciepło, trzeba tylko się rozeznać w stosownym menu, zazwyczaj wypisanym kredą na czarnej tablicy. Oferta jest bogata, od niewinnego mini-risotto po świńskie uszy i wołowe ogony 🙂

pin

PS. Pintxos cause you “pinch” them with the toothpick.

A z rzeczy nieoczywistych, które łatwo przeoczyć:

1. PASTEL VASCO

Może generalizuję, ale tutejsze ciasta i ciastka są koszmarne – od nudnego biszkoptu z zakalcem wokół ananasa po anyżkowe sucharki oblane kuwerturą a la „Polska anno domini 1986”. W najlepszy razie można natrafić na ichni supersłodki sernik, który zapycha po dwóch łyżeczkach. Albo uciec do pobliskiej Francji. Jedynym wyjątkiem jest pastel vasco, najlepiej w wersji mini i na śniadanie. W środku ciasto-krem albo coś z wiśni.

8271026756_71709d2b92

2. TURRON DE YEMA TOSTADA

Chcę, żeby opisy tutaj były jak najbardziej obiektywne, więc nie mam zamiaru sprawdzać, co to tak dokładnie jest – zresztą, cóż jest lepszego od denerwowanie się na kolejnego internetowego ignoranta 😉 Jak dla mnie, turron (akcent na drugą sylabę) de yema tostada (czyli z żółtka) to coś pomiędzy marcepanem a stwardniałym koglem-moglem. Niestety, dostępny tylko zimą, bo turrony (rodzajów jest więcej) jada się na Gwiazdkę.

turron_de_yema_tostada_suprema_mira_monerris

3. DULCE DE MEMBRILLO

Galaretka z pigwy – w każdej lodówce, w każdym supermarkecie. Do sera.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

4. BOCADILLO DE TORTILLA

Kiedy mój chłopak zaczął uczyć się polskiego, w pierwszej kolejności chciał wiedzieć, jak zamawia się piwo i… menu kanapkowe. Trudno mu było wytłumaczyć, że kanapki w Polsce to nie instytucja – że zazwyczaj nie są na ciepło, nie mają 30 centymetrów długości, nie zawierają frytowanych kalmarów i nie są serwowane w każdym pubie jako najpopularniejsze tanie danie obiadowe. Czytając miejscowe menu, zwróćcie więc uwagę, czy nie czytacie listy składników osobnego menu kanapkowego! Ofiarą własnej niewiedzy padła w Madrycie moja przyjaciółka (serdeczne pozdrowienia!), której marzyła się meksykańska tortilla a la McDonald’s, a więc smakowity nadziewany naleśnik, a tymczasem zaserwowano jej gigant kanapczysko z tortillą hiszpańską, czyli… jajecznicą z ziemniakami. Nie powiem, sycące. Jeśli nie podnosicie zawodowo ciężarów, lepiej wybrać wersję miniaturową spośród pintxos dostępnych na zimno albo zamówić pintxo de tortilla, czyli małą porcję z kawałkiem bagietki podawanym osobno.

ImageViewer

5. CARDO

Do kupienia w całości albo w słoiku. Najlepiej wprosić się do kogoś do domu. Jadany zimą, bo tutaj zimą można nadal uprawiać całkiem sporo warzyw, a nie tylko jarmuż. Najciekawsza wiadomość na koniec – cardo to po hiszpańsku… oset.

Cardo_Rojo_DeAgreda_7_de

6. BORRAJAS

Najpierw musicie się wprosić na kolację z babcią z Navarry 😉 W górskich wsiach jada się (jadało się) różne rzeczy – to, że się zbiera jakieś tam ziółka i zaparza, to jeszcze nie szokuje (polecam te de roca), ale tę roślinkę to akurat znam z ogródka i nie wpadłabym na to, żeby podać ją z ziemniakami…

20070903004444-borraja

ogorecznik

Ogórecznik, mniam, mniam.

 

7. CHULETON DE SAGARDOTEGI

Do cydrowni (sagardotegi to po baskijsku) chodzi się na przedwiośniu i menu jest zawsze takie same: najpierw tortilla z dorszem, potem kawał mięcha z bagietką, a na deser ser żółty i orzechy. Nielimitowany cydr prosto z beczki za około 25 euro od łebka – dla wielu brzmi to zachęcająco. Innych skusi rustykalny wystrój i malownicze położenie większości gospodarstw. Uprzedzam jednak, że czasami nie ma krzeseł i/lub ogrzewania, a mięsko wygląda tak jak poniżej i nikt go nam nie dopiecze.

5603493297_958578fe3b_m

8. GULAS

No i nareszcie przyszedł czas na owoce morza! (Tak, wiem, że jestem prymitywna i nadużywam słowa „no” oraz „to”). Gulas po raz pierwszy jadłam chyba w pintxo, a potem zaczęłam kupować w plastikowych torebkach, nie mając zielonego pojęcia, które ze słów na opakowaniu to nazwa tego dziwnego coś.  Potem myślałam, że mój chłopak często jada gulasz… Po leniwym googlowaniu wiem tyle, że to „substytut węgorzyków” i bogate źródło białka. Tradycyjnie jadane z jajecznicą, a przeze mnie na zimno, z oliwą, na śniadanie – takie małe post-japońskie zboczenie.

gulas-ajillo

9. CHIPIRONES

Malutkie kalmary, które można nadmuchać i nadziać czymś innym, albo podać z sosem z atramentu. Tak w ogóle, to dopiero niedawno uzmysłowiłam sobie, że to, co od lat brałam za maleńkie ośmiorniczki, to „końcówki” kalmarów!

chipirones-con-patatas

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

10. KOKOTXAS

Skoro można jeść policzki wołowe (najlepiej w Cuchara de San Telmo) to można i… nie, nie policzki kokoszek. Podpowiedź poniżej. Serwowane na różne sposoby.

kokotxas 1

Jutro przylatuje Mama. Ciekawe, na co cię wybierzemy… Stawiam na ogon w Astelenie 🙂

Advertisements

KORRIKA

March 24, 2013

Zakochałam się w tej nazwie od pierwszego wejrzenia, chyba dlatego, że brzmi trochę jak “ekorren”, no, w każdym razie jakoś tak nie po baskijsku. Bo baskijski mi się nie podoba, oj, nie podoba. To znaczy, owszem, fascynuje mnie swoją innością – nieraz mam ochotę spisywać nazwy sklepów czy podzielić się z Wami nowoodkrytym imieniem w rodzaju Izaskun (dla dziewczynki), ale poza tym zupełnie mi nie pasi (jakby powiedziała moja była anglistka Wróżka), jakoś się mózgowi źle kojarzy . Niewinne “atsegin dut” brzmi niczym “ręce do góry”, a Galtzaraborda Errentieria jak jakieś wyzwisko. Dlatego, zmieniwszy po ponad roku język swojego facebookowego konta z euskery z powrotem na szwedzki, poczułam niewysłowioną ulgę. “Ola har puffat dig” – i od razu się uśmiecham 🙂

Co znaczy “korrika” można się domyślić, jeśli zna się hiszpański – baskijski nie jest w końcu aż taki unikalny, jak by to Baskowie chcieli. Podobają mi się w tym wyścigu następujące rzeczy:

– że można przebiec dowolną liczbę kilometrów (do wyboru z ponad dwóch tysięcy 😉

– że nie ma ograniczeń wiekowych

– że można sobie kupić gadżet związany z wyścigiem i nie wziąć w nim udziału (nie udało mi się jednak, niestety, znaleźć reklamowanego w internecie Korrika Shop)

– że przed biegaczami jadą furgonetki z muzyką i ekipą dopingującą niezwykle wesołym skandowaniem “Tipi-tapa, tipi-tapa, kor-ri-ka!” 🙂

W dodatku mają ładnie zaprojektowaną (choć dość bezużyteczną) stronę (patrz niżej). Nie udało mi się z tej strony dowiedzieć, kiedy i gdzie mogę Korrikę zobaczyć (ach, drobny szczegół), ale mój lokalny informator wytrzasnął skądś pdf, z którego wynikało, że peleton dotrze do SanSe w sobotę o 19:40. Kręciłam się do 20:30 po centrum i nic. W końcu stwierdziłam, że jeśli Korrika jest mi pisana, to na nią natrafię, i poszłam na koncert jazzowy. Po godzinie wynurzyliśmy się z klubu, a tu zamieszanie, syreny, tłumy na jezdni – jest! Jak na zamówienie 🙂 Potem poszłam na świńskie ucho w wąskiej uliczce starówki i… znowu mnie minęła! I po raz trzeci, a jakże, kiedy wracałam do domu promenadą wzdłuż plaży 🙂

W przyszłym roku muszę poprosić informatora o zlokalizowanie sklepu!

Image