I LOVE SF

Ups, wlasnie sie zorientowalam, ze zasiadlam do cudzego komputera, wiec polskich znakow nie bedzie. Trudno.

Co do tytulu, widzialam wiele takich koszulek w miniony weekend, i cieszylam sie niezmiernie z ich wieloznacznosci. Nie chodzi tu nawet o rozwijanie skrotu SF, ale o dodatkowe warstwy semantyczne. Teoretycznie taka koszulke zalozy tylko glupawy turysta, bo miejscowi obnosza z duma swoje sprane “Sanfermines 2003”, najlepiej jeszcze z enigmatycznym dodatkiem w rodzaju “Jarauta” albo “Aldapa”. Ale kto wie, moze jacys miejscowi hipsterzy specjalnie kupuja sobie takie najnowsze i najbardziej kiczowate (z bryzgami krwi lub sztucznymi plamami po winie) i nosza je “z dystansem”.

Tak a propos, to na cudzoziemcow mowi sie tu “guiri” (czyt. “giri”) – “zagraniczniak”. Nie wiem jak gdzie indziej, ale w Kraju Baskow “guiri” to przede wszystkim anlgojezyczni dwudziestoparoletni surferzy, a jeszcze lepiej blond surferki w bikini.

Jak kazdy, wiedzialam, ze lipcowe swieto w Pampelunie, zwanej tu teoretycznie Pamploną, a faktycznie Iruñą, polega na tym, ze tlum mezczyzn w bialych strojach ucieka waskimi uliczkami przed gromada czarnych bykow. Tymczasem okazalo sie, ze biegi sa codziennie, swieto trwa cale dziewiec dni, a tradycji z nim zwiazanych jest o wiele wiecej. W rezultacie dla wielu mieszkancow miasta Sanfermines sa wazniejsze od Bozego Narodzenia, zwlaszcza, ze sa w miare swieckie i przypadaja latem, a zatem przy o niebo lepszej pogodzie.

Przygotowan tez nie ma zbyt wiele, co pewnie chwala sobie panie domu – ot, przyjac rodzine na obiedzie, a po wszystkim wywabic plamy z bialych ubran. Which leads me to a little guide dla potencjalnych uczestnikow fiesty:

1. KIEDY
Sanfermines zaczynaja sie w poludnie 6. lipca, a koncza sie 14. lipca. Najwieksze tlumy wala do Iruñi oczywiscie na sam poczatek, sam koniec i w weekendy. W tym roku poczatek przypadl w weekend, wiec do miasta zjechalo ponoc 1,8 miliona turystow. Zazwyczaj trwaja upaly (okolo 30 stopni), ale warto sprawdzic prognoze pogody, bo w deszczu to zadna przyjemnosc.

2. GDZIE
Jesli chcemy zwiedzic Kraj Baskow, przylatujemy Lufthansa do Bilbao. Mozna tez poleciec czyms tanim do Madrytu, zwiedzic stolice, a do Navarry podskoczyc pociagiem, co trwa 3h (warto zaplacic 2x wiecej niz za 5 godzin w autobusie, no chyba, ze podrozujemy samotnie, wtedy mozna sie skusic na pojedyncze siedzenia autobusu Alsa Supra).

3. CO ZABRAC ZE SOBA
Dlugie biale spodnie i bialy lub czerwony podkoszulek. Na miejscu mozna dokupic tradycyjny czerwony pas i czerwona chustke, ktora wiaze sie na szyi, kiedy burmistrz uroczyscie odpali petarde na balkonie ratusza. (W tym roku najpierw jacys zartownisie/prowokatorzy zaslonili balkon znienawidzonego burmistrza wielka flago Kraju Baskow, a potem petardzie zlamal sie patyk, wiec spadla wprost na jakiegos biedaka na dole). Mimo upalu, wskazane sa adidasy, a nawet traperki, bo ulice beda pelne szkla i kaluz moczu. Torby sa niewskazane, najlepiej wziac ze soba tylko papier toaletowy i pieniadze (i schowac je w jakiejs wewnetrznej kieszonce), a komorke zastapic ustalonym wczesniej miejscem spotkan.

4. POMYSLY NA 6. i 7. LIPCA

Dzien pierwszy rozpoczynamy od brunchu w gronie znajomych – najlepiej zarezerwowac sobie duzy stol wystawiony na jednej z waskich uliczek albo (tak jak my) wprosic sie do kogos mieszkajacego na Starowce – wtedy o 13tej czy 14tej mozna wyjsc z domu prosto w rozentuzjazmowany tlum Jarauty, uliczki, przy ktorej miesci sie wiekszosc “peñas”.

“Peñas” to kluby, ktorych czlonkowie maluja co roku wielki banner z roznymi godlami, karykaturami politykow i haslami antyrzadowymi (jest tez maly banner dla dzieci), a potem dzien w dzien maszeruja ze swoja orkiestra dętą na “plaza de toros” na corride. Ich siedziby otwarte sa tylko w czasie swieta – niektore przypominaja bary, inne dyskoteki. Mozna tam kupic bilety na corridy.

Po kilku godzinach picia w scisku, przenosimy sie na trawke blizej murow miejskich, zakupiwszy wczesniej chipsy i piwo, a po kilku godzinach takiej regeneracji wracamy w waskie uliczki. Dopelznac do domu mozna i po kilku dniach. Oprocz chipsow je sie kebaby i smazone owoce morza, nocleg zapewniaja trawniki, toalet jest zaskakujaco duzo, ale panowie i tak wola isc za rog. Dodatkowe atrakcje to lanie ludzi winem, rozbijanie butelek i nielegalne skoki z fontanny. I tak przez 9 dni. My bylismy bardzo grzeczni i wrocilismy do domu o polnocy (mieszkalismy kawaleczek za Cytadela).

7. lipca miasto wyglada zaskakujaco dobrze – uliczki lepia sie i smierdza moczem, ale smieci sa regularnie usuwane, a bruk dezynfekowany. Gonitwa jest raniutko, mozna zobaczyc ja w telewizji. Zeby wziac w niej udzial, nie trzeba sie nigdzie zglaszac – wystarczy byc niespelna rozumu. Okolo 9-10tej mozna obejrzec, jak niosa posag swietego Fermina i spiewaja rzewnie na jego czesc. Jesli ktos lubi pokazywac cuchnace lepkie uliczki dzieciom, na pewno uciesza sie na widok wielkich papierowych figur “gigantow”, ktore tancza wsrod tlumu i obdarowuja rozgami. Wszyscy jedza frytowane kule z beszamelu z dodatkami (np. papryki albo malzy) i popijaja “marianitos” na bazie martini. Nie mam pojecia jak w upale wytrwac az do 17tej – my ucieklismy do babci.

Okolo 17tej spod ratusza rusza uroczysty pochod konny, do ktorego doloczaja powolutku wszystkie peñas (ktore wczesniej kraza z orkiestrami po starowce, zatrzymujac sie przy coraz to kolejnych barach). Do takiego korowodu moze podczepic sie kazdy, ale na “plaza de torros” bez biletu nie wpuszczaja. Jesli ma sie bilet, nalezy wczesniej zaopatrzyc sie takze w walowke i wiadro z lodem – wiele osob sie dodatkowo przebiera np. panowie za tancerki flamenco (“sevillanas”).

Bardzo ladne sa mury miejskie Pampeluny, a takze otaczajace je parki, z ktorych widac rzeke, piekne gory i… zagrode bykow. To ostatnie bardzo ekscytuje miejscowych – moga tez zwiedzic sobie koral za 3 euro albo poczytac o zwierzatkach i ich zabojcach w specjalnym dodatku do gazety. O charakterach poszczegolnych bykow rozmawia sie niczym o pogodzie. Protestow ni widu, ni slychu.

Inne opcje to wizyta w cyrku, koncerty plenerowe albo podziwianie panoramy miasta z mlynskiego kola (po hiszpansku “noria”). Najfajniesze w tym wszystkim jest przygladanie sie ludziom: amerykanskim nastolatkom w klapkach (a czasem i bez), angielskim mlodziencom dogorywajacym bez koszulek na chodniku kolo smietnika, miejscowym damom w eleganckich wersjach bialego stroju…

No wlasnie, ciekawe czy mi sie plamy wywabia czy za rok znowu bede musiala polowac na biale dzinsy.

Advertisements

Tags: , , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: