ŚCIEŻKOWANIE

W zeszla sobote nie musialam isc do pracy, bo swietowano odkrycie Ameryki. Ciekawe, czy indianie tez swietowali? “De las Americas” (+wariacje) to tutaj bardzo popularna nazwa ulicy/placu – zeby sie o tym przekonac, wystarczy przyjechac autobusem do Madrytu, bo dworzec miesci sie przy Avenida de America. Podobnie jest z Kolumbem, z tym ze po ichniemu to “Colon”, co angliscie kojarzy sie wylacznie z okreznica badz interpunkcja.

Gdyby zostawic mnie samej sobie, pewnie spedzilabym wolna sobote na obzeraniu sie przed komputerem, wiec moj rycerz postanowil wybawic mnie po baskijsku z opresji biorac w piatek wolne i wywozac do Aragonii na moje pierwsze spotkanie z Pirenejami.

Polnocna Hiszpanie, sami o tym nie wiedzac, znamy dobrze z obrazow i bajek. Wyrastalam w przekonaniu, ze podobne krajobrazy czy twarze to owoc wyobrazni autora – tutaj jednak sa stalym elementem terazniejszosci, ktora kwituje sie wzruszeniem ramion. Wezmy taki zbiornik retencyjny w Yesie – gigantyczne jezioro z goracymi zrodlami, dookola skaliste wzgorza przypominajace slonie nogi, na jednym ze wzgorz opuszczone kamienne miasto, a rownine przecina gigantyczny wiadukt. Ru nie spodziewal sie, ze bedzie to dla mnie jakakolwiek atrakcja. Przydarzylo mi sie cos podobnego kilkanascie lat temu, kiedy po raz pierwszy pojechalam do Wielkiej Brytanii i uswiadomilam sobie, ze smieszne nazwy w rodzaju “Burned Ash Hill” to nie dowod geniuszu panow z Monty Pythona, tylko tlumaczona na polski, uboga morfologicznie angielszczyzna.

Pierwszy przystanek w “Hace”. Miejscowosc Jaca to cos w rodzaju Zakopanego – punkt wypadowy dla narciarzy, gdzie co drugi przedstawiciel klasy sredniej zdaje sie posiadac weekendowe mieszkanie. Smutno patrzec na te wielkie opustoszale osiedla, na ktorych 95% okien ma spuszczone zaluzje przeciwwlamaniowe. Piatek, pazdziernik, siesta – wszystko pozamykane, katedra w remoncie. Nie przyjechalismy jednak na zwiedzanie, tylko do Mercadony – to najwieksza hiszpanska siec supermarketow, ktora w mojej prowincji (gdzie jest nieobecna) obrosla legenda niczym Aldi w Polsce lat 80-tych. Rzeczywiscie: tanio, ciekawsze produkty (hummus! chleb zytni!), no i te slynne mercadonskie kosmetyki – jakosc Body Shopu plus ceny z Rossmanna (w kraju, w ktorym Rossmanna nie ma i byle krem do twarzy kosztuje 16 zlotych). Skusilam sie na puszke balasamu z olejkiem arganowym i roll-on z jedwabiem za 1 euro. Chyba zeby mnie troche udobruchac przed weekendem w dziczy, Ru zabral mnie tez do El Rincon de la Catedral – slicznej knajpki naprzeciwko slynnej romanskiej katedry. Ujela mnie wystrojem (bielone deski) i sezonowym jesiennym menu – bylam po obiedzie (w sloneczku na lawce przed supermarketem), wiec na zupe z kasztanow przyjdzie mi z rok poczekac, ale wpalaszowalam z ochota krokiecik z borowikiem. W Jace maja tez gigantyczne kryte lodowisko i ryczace jelenie w fosie cytadeli. Uwaga – centrum handlowe zamykaja na czas siesty! Zeby zaopatrzec sie w lampke-czolowke, sami tez ucielismy sobie drzemke. Chyba nigdy w zyciu nie bylam w tak pustym hipermarkecie.

Popoludniu (mijajac Viu i Fragen) serpentynami do Torli
Ordesa 11-13 oct 2013 002
– uroczego miasteczka z kamiennymi domkami, waskimi uliczkami, kwiatkami w oknach i wielkimi gorami w tle (wiec trzeba juz bylo przywdziac puchowke). “Torla” – to brzmi jak jakies coolaste imie z Ronji, corki zbojnika – mam nadzieje, ze Hiszpanom tez sie dobrze kojarzy, bo np. “roña” to po hiszpansku “rdza” 😦 Z miejscowego sklepiku z rzemioslem artystycznym wynioslabym polowe towarow – dzwonki-serduszka, ceramike na przyprawy, tryptyki z suszonych kwiatow… Stanelo na mydelku za 2,5 euro, ktore ma mi przypominac Torle podczas kazdego mycia 🙂 Przy okazji okazalo sie, ze Ru tez kreci naiwna wizja wyrabiania wlasnych mydelek itp., wiec moze nareszcie pojade na WWOOF-a.

Celem naszej podrozy byl Park Narodowy Ordesa, do ktorego podjechalismy przed zmrokiem, zeby nabrac wody na parkingu, po czym zjechalismy z powrotem w strone Torli, bo na terenie parku mozna nocowac jedynie powyzej 2500 m.n.p.m. (ha ha ha). Ru byl juz tam wiele razy, wiec mial obcykany przydrozny parking nad rzecznym wawozem z widokiem na droge wspinaczkowa Orgullo Gay (“The Proud Gay”) otwarta przez znajomego o imieniu Unai. Woda z butelek, swiatlo z czolowki, toaleta courtesy of sciezka do pustelni sw. Antoniego i wilgotnych chusteczek dla niemowlat Dodot. W menu makaron z grzybami w sosie smietanowym spozywany pod gwiazdami w rekawiczkach Black Diamond. Zasade wyjazdowa mamy taka, ze to Ru gotuje, myje naczynia, rozklada poslanie w aucie itp., bo ja mam sie czuc rozpieszczana, zeby lepiej znosic niewygody w rodzaju przebierania sie w polarowa pizame w temperaturze 5ºC. W nocy musialo byc zreszta mniej, bo przednia szyba zamarzla nam od srodka, auto nie chcialo zapalic, a ja musialam do puchowego spiwora wsadzic dodatkowo puchowke, o dresie i welnianych skarpetkach nie wspominajac, chociaz nawet na skalnych polkach Siurany sypialam w grudniu-styczniu polnaga.

Spalismy w furgonetce. Tata Ru jest (od niedawna emerytowanym) nauczycielem ZPT, wiec przy pomocy specjalnie przycietych plyt wiorowych, tylne siedzenia i bagaznik przerabia sie na lozeczko 🙂 Mozna tez zamiast tylnych siedzen zamontowac skrzynie (jedna na prowiant, druga na ubrania) – a miedzy skrzyniami stolik i voila, jest jadalnia – ale my siedzenia mielismy, bo w niedziele odbieralismy mame Ru z Pamplony.

Ordesa 11-13 oct 2013 009

W sobote rano posililam sie szprotkami w oleju, goracym mlekiem z owsa i “torta de anis” (zaden tort, wygooglajcie), po przygodach z autem podjechalismy w koncu na gore i o 10.20 wyruszylismy na szlak. Droga do wodospadu Cola de Caballo (“konski ogon”) ma bardzo lagodne podejscie, wiec towarzyszyl nam tlum emerytow z kijkami, a nawet rodziny z kilkuletnimi dziecmi (ktorych osobiscie nie zabieralabym na 7-godzinny spacer, ale…). Zaobserwowalam u siebie ciekawy krytycym – irytowali mnie zarowno ludzie z bardzo drogim profesjonalnym sprzetem (“mysli, ze idzie na Mont Blanc, czy co”), jak i (zaskakujaco nieliczne) ofiary losu bez map i w tenisowkach.

Po drodze piekny las (ktory mi wydawal sie zupelnie normalny, za to stanowi atrakcje dla Ru), duzo wodospadow z turkusowa woda, a nad nami te charakterystyczne dla Hiszpanii warstwy gorskie: pomiedzy ciemnym pasem lasu, a groszkowymi halami i szaroscia skalnych szczytow, egzotyczne dla mnie, wyerodowane pionowe czerwone piaskowce a la kanion Kolorado, dzieki ktorym Hiszpania jest mekka europejskich wspinaczy skalkowych.
Ordesa 11-13 oct 2013 093
Jeszcze jedna rzecz jest egzotyczna – krowy. Nie dosc, ze kremowe (a nie czarno-biale), to jeszcze pasa sie na wysokosci 1700 metrow. No i 1700 metrow to tutaj dno gigantycznej doliny – dla porownania, Ornak w duzo mniejszej Koscieliskiej znajduje sie na wysokosci 1100 m.

Ordesa 11-13 oct 2013 070

Na koncu doliny czekalo na nas idealne miejsce na lunch – glazy pod Cola de Caballo. Mialam szczescie, bo w kaskadzie bylo na tyle malo wody, ze slicznie przeswitywala skalna sciana – zdawalo sie, ze to animacja komputerowa, a nie prawdziwy wodospad.
Ordesa 11-13 oct 2013 069
Twardziele ida dalej, np. na Monte Perdido (“zagubiona gore”, 3355m, trzecia co do wielkosci w Pirenejach), wiekszosc wraca te sama droga, a my po tradycyjnym baskijskim biwaku (szynka, ser, chleb, wszystko osobno – Baskowie nie robia kanapek, nie boja sie brudnych rak) wspielismy sie zaskakujaca niestroma sciezka nad linie lasu
Ordesa 11-13 oct 2013 157
i ruszylismy w droge powrotna (wsrod szarotek i dziewiecsilow) wzdluz Senda de Cazadores (“sciezka mysliwych”). “Hiking” to po hiszpansku wlasnie “senderismo”.

Wszyscy przestrzegali mnie przed pomyslem Ru – normalnie ludzie wspinaja sie na sciezke z parkingu, a wracaja dnem doliny. Straszyli mnie, ze zejscie jest bardzo strome – ze to nie “bajada” (zejscie) tylko “bajadon” (uwielbiam to, ze w hiszpanskim tez mozna z “torby” zrobic “torbiszcze”). Ale uznalam, ze po Siuranie Ru wie, od czego dostaje lekkiej histerii (od waskich kutych stopni w pustce bez podparcia i gladkich skal, na ktorych trzeba wierzyc w przyczepnosc podeszw swoich drogich butow), wiec postanwilam mu zaufac. Dopisala tez pogoda – z deszczem czy sniegiem wymieklabym na gruzowiskach. A tak, chociaz parking wyglada z punktu widokowego jak z lotu ptaka (schodzi sie godzine 40 minut)
Ordesa 11-13 oct 2013 147
Ordesa 11-13 oct 2013 139
a ostatni odcinek pokonywalismy jedynie w swietle czolowki (i zupelnie sami), ciagnieta za reke, poradzilam sobie zupelnie niezle i tylko nabawilam sie czegos w rodzaju krwiaka pod paznokciem, ale bolal podczas zejscia tyle co wysokie obcasy. Zero odciskow czy zakwasow, humor powyzej normy. W aucie o 20.20.

Ru troche przemarzl, bo nie wzial zimowych ubran, wiec na kolacje pojechalismy ogrzac sie do 4-gwiazdkowego hotelu na przedmiesciach Torli – do hotelu, bo blizej, szybciej (nie trzeba bylo chodzic od knajpki do knajpki i sprawdzac, gdzie jest miejsce) i duza liczba biesadnikow (w tym Rosjanie) zdawala sie potwierdzac wysoka jakosc menu dnia, na ktore skladala sie gotowana soczewica, jagniecina z frytkami, tarta de tres chocolates, herbatka lipowa i heineken. W lazience nie bylo cieplej wody (w Hiszpanii norma), wiec nie umylam sie metoda “na butelke” wyprobowana w Cornudelli, ale w zimnie bakterie nie rozmnazaja sie tak szybko, wiec nie skorzystalam nawet z propozycji Ru, ze zagrzeje mi wode na parkingu i zasloni recznikiem. Na przyszly raz opracowuje jednak metode “na spryskiwacz do kwiatow” 😉

W niedziele podjechalismy droga szrutowa do schroniska San Nicolas de Bujaruelo (land rovery wyprzedzaly nas chamsko obsypujac pylem) na “lajtowy” 4h spacer do “szkockiej” z wygladu doliny Otal – turystow duzo, duzo mniej, za to wiecej krow, a wszedzie cos jakby jarzebiny, glogi i… krokusy. I juz trzeba bylo wracac do domu (via babcia w Pamplonie) – a ja musze przestac pisac, bo te wypociny zabraly mi 2 godzny!
Ordesa 11-13 oct 2013 166

Advertisements

Tags: , , ,

One Response to “ŚCIEŻKOWANIE”

  1. Ola Says:

    Jak fajnie

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: