Archive for November, 2013

SOBOTA

November 24, 2013

Postanowilam opisac tutaj jeden dzien, tak na pamiatke i zeby przy okazji poruszyc kilka innych spraw.

Rano do pracy. Ostatnio niestety pada i nie moge dojezdzac rowerem, co wole, bo zabiera to mniej czasu, a i skupiona na jezdzie nie nudze sie tak bardzo powtarzalnoscia trasy. Na poczatku pory monsunowej dzielnie spowijalam sie w peleryne, ale zapominalam o dloniach, i efekt jest taki, ze od deszczu i wilgoci nabawilam sie nekajacych mnie od paru lat zmian na palcach. To znaczy nadal nie wiem, czy istnieje jakasc zaleznosc miedzy tymi dolegliwosciami a pogoda, ale orzekla tak miejscowa rodzinna, podczas gdy lekarze w Polsce nie mieli pojecia, od czego to, lacznie z  dermatologami i reumatologami.

Sobotnie lekcje trwaja az trzy godziny, ale na szczescie uczniowie glownie pisali swoj gigantyczny test, ktory ma ich chyba przygotowac fizyznie do cambridgowskiego maratonu. To okropne, ze koszty zwyciezaja ze zdrowym rozsadkiem i wszystkie komponenty sprawdza sie jednego dnia, w dodatku w hali na dwiescie osob, w ktorej zawsze jest albo za zimno albo za duszno. Egzamin, ktory zafundowalam uczniom, byl moze i krotszy, ale np. nie wiem czemu, sprawdzal slownictwo nie tylko z czytanek czy cwiczen leksykalnych, ale i… nagran. A szefowie nie chca egzaminu zmienic, bo dostaja go gotowego z podrecznikiem, a napisanie naszego wewnetrznego egzaminu zajmuje im, nie wiedziec czemu, szesc miesiecy. Nic to, czegos tam sie ucza. A ja w miedzyczasie sprawdzalam stare wypracowania i czytalam (bedacego jak zwykle w swietnej formie) George´a Mikesa, tym razem o Japonii. Mamy w szkole regal, na ktorym ludzie zostawiaja stare ksiazki, i czasami trafiaja sie prawdziwe perelki.

W domu pustawo, bo Trzeci Domownik sie wspina, a Czwarta Domowniczka pojechala do rodzicow. Drugi Domownik, przerazony chyba wizja polskiego obiadu (pieczony kurczak, pieczone ziemniaki, modra kapusta), wymknal sie na zakupy, zeby chociaz “pierwsze danie” bylo normalne. Przypominam, ze tutaj na pierwsze danie je sie gore warzyw (np. kilogram soczewicy), a na drugie kawalek miesa czy ryby – i nic wiecej! Oba dania zagryza sie bagietka. No i jako ze modra kapusta jest czyms egzotycznym, a zjedzenie jej pelnego talerza nawet dla mnie byloby niezlym wyzwaniem, Drugi Domownik wrocil z siatka karczochow, ale tych wielkich, swiezych, po ktorych widac, ze sa zielonymi kwiatami i ktore dlugo obiera sie z miesistych platkow. I chociaz kurczak byl gotowy, trzeba bylo zaczekac, az sie talatajstwo ugotuje w szybkowarze, bo pierwsze danie musi byc pierwsze, koniec kropka 🙂

Czekajac na karczochy, ogladalam w internecie ceny mieszkan. Wzdluz wybrzeza kosztuja mniej wiecej tyle samo, nawet na zadupiu – trzypokojowe tak od 220,000 euro w gore. W glebi ladu, ale z dobrym dojazdem, nieco lepiej – “jedynie” 170,000. Zarabia sie wiec mniej wiecej dwa razy tyle co w Polsce, ale ceny nieruchomosci trzy-cztery razy wyzsze.

Z trzema domownikami mieszka mi sie calkiem dobrze, nie musze wyprowadzac sie za wszelka cene, ale pozwole sobie tu wytknac najdotkliwsze roznice kulturowe – kulturowe (sprawdzone takze w innych domach), so that´s nothing personal:

1. Wiara w to, ze wedliny musza “schnac”, a wiec nie wolno trzymac ich w lodowce. Tak, moi mili, ale w tym klimacie nic nie schnie – musielibyscie miec specjalna piwniczke, jak wasza prababcia. A juz na pewno nic nie schnie owiniete w folie aluminiowa. Oni jednak twierdza, ze nawet ich babcia miala splesniala szynke i splesniale salami, i po prostu wycierala ta plesn i ona na pewno nie przenika do srodka. Przypominam, ze tutaj szynke je sie w ilosciach hurtowych, na Boze Narodzenie kupia cala pieciokilowa noge. Wiec na blacie w kuchni zawsze paleta sie jakis pergamin czy siatka pelna zaplesnialego miecha cuchnacego jak mokry pies.

2. Udawanie, ze klimat jest wszedzie taki jak w Andaluzji.  Wiec w przedpokoju nie potrzebujemy stojakow na parasole, stojakow na buty, w niektorych rodzinach nawet wieszak na plaszcze jest rzecza wstydliwa. Mokre obuwie nalezy trzymac na balkonie, ewentualnie na kafelkach w kuchni. Parasole takze, bo lazienki to swiete krowy, w  ktorych nie ma ani pralki, ani sznurka na pranie, ani pojemnika na brudna bielizne.

3. Udawanie, ze klimat jest wszedzie taki jak w Andaluzji, wiec w starszych domach nie ma centralnego (ani piecow), szyby pojedyncze, a miejscowi maja chyba jakis odmienny metabolizm, bo sie dziwia, ze mi w domu zimno, kiedy za oknem pogoda na welniana czapke. No coz, aktualnie za oknem mam tez kilka tysiecy maratonczykow. A Drugi Domownik wlaczyl wlasnie z litosci gazowe.

4. Pokoje wewnetrzne. Kto to wymyslil? Czy to sie bierze z tego, ze kiedys w takich pokojach spaly sluzace i sluzace pracowaly w kuchniach, wiec i tam okna sa rzadkoscia? Nawet jesli pozbyc sie zaklejonych witrazykami szyb, to za oknem ma sie tylko maciupka studnie patio pelna suszacych sie cudzych przescieradel, nigdy nie skladanych, wiec zwieszajacych sie po 2-3 metry w dol.

Po obiedzie i obowiazkowej sobotniej sjescie poszlismy do centrum na zakupy. Drugi Domownik kupil sobie dlugie kalesonki w stylu “dziadek z Dzikiego Zachodu”, w razie gdyby zima w Polsce dala mu sie we znaki. Ja z kolei zafundowalam sobie fajna pizame w sklepie Oysho, w ktorym, gdyby nie normy spoleczne, kupowalabym WSZYSTKIE swoje ubrania. Ponizej kilka probek. Mojej pizamy jakos nie umiem w necie znalezc, a szkoda, bo gora jest granatowa z wielkim ksiezycem, ktory swieci w ciemnosciach.

http://www.oysho.com/webapp/wcs/stores/servlet/CategoryPage?catalogId=60359602&langId=-5&categoryId=795519&storeId=64009600

2558571527_1_1_3 0361542803_1_1_3

1120531803_1_1_3

1121531802_1_1_3 1135637700_1_1_3 2044634250_1_1_3

Marka Oysho jest juz ponoc obecna w Polsce. Inna siecia, ktora przykula moja uwage jest Imaginarium, sklep z zabawkami, ktory oprocz normalnego wejscia ma zawsze malutkie drzwiczki dla dzieci. Niestety, zawartosc plastikowo-komercyjna. Interesujacy przybytkiem jest tez Geronimo, sklep dla hipsterow, w ktorym mozna kupic drogasne trampki w 400 odmianach, plecaki udajace przedwojenne, torby udajace Adidasa z lat siedemdziesiatych i ubrania-koszmarki, ktorych nie widzialam na oczy od czasu, kiedy wujek Marek przestal przywozic ciuchy z Holandii:

1465197_441152359318678_545930767_n

Aaaaa! Zabawne jest hipsterstwo, ktore nie wymaga juz ani buszowania po second handach, ani wypadow do Nowego Jorku. Przypomina mi to troche skomercjalizowany grunge – plecaki-cegly sprzedawane z gotowymi naszywkami, pinami i napisami zrobionymi “dlugopisem”.

Na Starowce postanowilismy zjesc ostatnie w tym roku lody. Zeby nie zmarznac, poprosilam Drugiego Domownika o mala porcje, ale wyjasnil mi, ze dwie kulki wielkosci czterech polskich, to wlasnie miejscowa najmniejsza porcja. Aha. W takim razie postanowilam zamienic konsumpcje w mala gre i poprosilam, zeby wybral za mnie smaki, jakies lokalne i oryginalne, a ja postaram sie zgadnac, co to. I nie zgadlam.  Kombinacja smaczna, ale, jak dla nas, egzotyczna: “dulce de leche” (czyli, poniekad, kajmak: http://gotujebolubi.pl/dulce-de-leche-a-moze-kajmak/) oraz “leche marengada” (zbezowane? http://www.odzywianie.info.pl/kuchnia-i-przepisy/napoje/art,Leche-merengada.html).

Na kolacje udalo mi sie przemycic warzywa: zupe z dyni i smazone zielone papryczki. Przy okazji uslyszalam komentarz, ze ja zawsze dosypuje te swoje przyprawy (tu uzywa sie przypraw sprzed czasow kolonialnych), a Drugi Domownik i tak nie czuje roznicy, na co wytlumaczylam mu, ze kurczak byl z bazylia i oregano, a zupa z curry i galka muszkatalowa, wiec sorry Jerry, ale roznica jest spora 😉 A potem obejrzelismy film o Stevie Jobsie z hiszpanskim dubbingiem, ktory na koncowych napisach, nie wiem czemu, przeszedl w rosyjski 🙂

Advertisements

POLAND

November 22, 2013

A student of mine has asked me to give him some tips aboout travelling around Poland and I think it´s going to be great fun trying to come up with a few ideas 🙂 Mind you, I´ll try not to be too predictible – after all, anyone can browse at Tripsadvisor.

If you do think the opinions of one person are not enough, let me recommend you another website instead – at Inyourpocket you can download dozens of exciting city guides ranging from Amsterdam to Zadar. Another option is just finding a free copy of the guide on your arrival – they are available at many hostels and cafes.

Finally, here is my itinerary for a 10-day trip:

Days 1&2 – Poznan (the 2nd capital of Poland)

A good place to start as the airport is not as hectic and the city not as overwhelming as Warsaw and its skyscrapers. Take the bus from the airport to the city centre – taxi drivers might try to cheat you.  The best place to stay is probably Melody Hostel, right in the Old Part and owned by a friend of a friend.

Poznan is a great place for long walk in one of its maaany parks. It´s best to visit it in June, when the 100,000 university students are still there crowding the pubs and sending thousands of hot-air lanterns into the sky on Midsummer Night.

Places to see: the Old Part with its narrow streets and colourful townhall (wait there until noon for an extra surprise); open-air market at Plac Wielkopolski, Stary Browar shopping centre with its impressive architecture and works of art everywhere; the surroundings of the opera house; the urban lake of Malta with its ski slope and a huuuge zoo (with white tigers and lots of elephants)

Other things to do: visit the Lech brewery and Kinepolis Cinema City with its 18 screening rooms and a climbing gym (“rocodromo”) and take a tram to Sobieskiego to see how many high-rise block of flats can be build in one place

Where to eat: traditional Polish food in Wiejskie Jadlo, Pod Koziolkami or Elite; Indian food by the Malta lake, Indonesian food in Warung Bali

Where to drink:  hot chocolate with alcohol in Cacao Republika, cherry vodka in Dragon, blueberry beer in Za Kulisami.

 

Days 3&4&5&6 – Krakow (Cracow, Cracovia – the 3rd capital of Poland) 

That´s a 6-hour train journey from Poznan but trains in Poland are much more exciting than in your country, especially if you venture into the restaurant car or choose a sleeper (think bunk beds, free cosmetic kit and you rown butler).

Places to see: the Old Part packed with Japanese tourists; the ex-Jewish neighbourhood of Kazimierz; socialist architecture in Nowa Huta; Skalka cemetery; Auschwitz (a train trip); salt mines in Wieliczka (another train trip). The guided tours both in Wieliczka and Auschwitz are available in many languages.

Other things to do: go to Ars cinema (I´m not sure if they still have the old-fashioned projector in their smallest room the size of your living room but the bigger casino-like rooms are cool enough)

Where to eat: traditional Polish food in Polakowski, vegetarian food in Chimera, Jewish food and “zapiekanki” in the Kazimierz disctrict, Thai food in Samui, Georgian food in Chaczapuri in Sienna street (choose the back room for its amazing views over the St Mary´s church)

Where to drink: beer in Pierwszy Lokal na Stolarskiej, cocktails in Budda (a string of fantastic patios)

 

Day 7&8 – Warszawa (Warsaw, Varsovia – the 4th and present capital of Poland)

I don´t know much about Warsaw but I guess if someone comes to Poland, they want to see the capital.

Places to see: the skyscrapers surrounding the biggest square in Europe;  the city panorama from the old NYC-style skyscraper called Palac Kultury; the interactive museum of the second world war (Muzeum Powstania Warszawskiego); the garden on the roof of the University Library; the little 16th century town of Kazimierz Dolny

Other things to do: buy souvenirs in Kazimierz Dolny

Where to eat: Vietnamese food as there is a large Vietnamese minority here, cakes in Blikle, chocolate and hot chocolate in Cafe Faktoria in Kazimierz Dolny

 

Day 9&10 Poznan

To relax before your flight take a stream train to Szreniawa and then walk through the forests of the local national park to Mosina. Or have a swim and a sauna session at Termy Maltanskie. Or enjoy one of the many street performances during the Malta Theatre Festival in June.

 

Optional: a 2-day trip to Kolobrzeg

If you like winter, check the weather forecast and come to the bilingual (Polish-German) town of Kolobrzeg when the sea is frozen to see green icebergs and beaches merging with ice caps under the snow.

GLOSSYBOX

November 22, 2013

Za oknem pogoda na czapke, a w domu nie ma wlaczonego ogrzewania – witajcie w Kraju Baskow, zwanym tez Krajem Pojedynczych Szyb 😉 Pocieszam sie rozowymi pudeleczkami, ktore, na moje szczescie, nie sa pelne czekoladek. Mowa o Glossybox.

Prenumeraty probkowe istnieja juz od kilku lat, ale ja dowiedzialam sie o nich dopiero niedawno. Na Spotify zaatakowala mnie reklama Birchbox, na ktora weszlam przyciagnieta ciekawym opakowaniem, z kolei o Glossbox przeczytalam na… Pudelku, bo jedna z edycji specjalnych skompletowala znienawidzona przez ten serwis plotkarski Kasia Tusk.

Uznalam, ze to cos dla mnie, z kilku powodow:

1) Mialam ochote pobawic sie troche w dziewczyne…

2) … ale nudna to zabawa, jesli byle blyszczyk zuzywa sie cztery lata…

3) … a z ta swiadomoscia troche boje sie wydac te kilkadziesiat zlotych na nowy produkt…

4) … ktory byc moze wcale nie przypadnie mi do gustu.

5) Poza tym przed zakupem wypadaloby poczytac recenzje w internecie, a mi sie nie chce.

6) Kolejny powod byl taki, ze bardzo lubie ladne pudelka, a w tej prenumeracie dostaje sie dwa takowe miesiecznie (teraz trzymam w nich a to lekarstwa, a to kable).

7) No i wreszcie, kiedy dostaje cos poczta, zwlaszcza regularnie, ciesze sie jak dziecko…

8) … i wydaje mi sie, ze wcale za to nie zaplacilam – ze to prezent (mialam tak nawet z zakupami z Piotra i Pawla).

Funkcjonuje to tak: wykupujemy prenumerate tak samo jak w przypadku czasopisma (w moim przypadku na szesc miesiecy, ale mozna po prostu kupic pojedynczy egzemplarz), a nastepnie co miesiac dostajemy poczta piec probek kosmetykow zapakowanych w sliczne podwojne rozowe pudeleczko z kokardkami i czarnym “siankiem”. Probki wybierane sa zgodnie z wypelniona przez ciebie ankieta zawierajaca dane na temat twojego typu cery, upodoban itp. Niektorzy powiedza, ze czterdziesci zlotych miesiecznie to duzo jak za piec probek, ale wiekszosc z nich wyglada jak pelnowymiarowe produkty. Jesli chodzi o marki, trafiaja sie zarowno te znane i ekskluzywne zarazem (Roc, Elizabeth Arden), jak i bardziej egzotyczne (np. australijskie ModelCo).

W listopadowej paczuszce otrzymalam:

– 100 ml aloesu z konserwantami firmy Babe

– 15 ml kremu Retin-Ox Correxion firmy Roc

– 50 ml odzywki AgeDefy marki Pantene

– 10 ml (dwie aplikacje) wisnowej maseczki Redumodel z miodem, Q10 i kwasem hialurynowym

– metaliczny cien do powiek (ktory dalam w prezencie mojej wspollokatorce Eider – wiedzialam, ze przy okazji prenumeraty bede mogla sprawiac innym takie prezenty)

ZABAWKI

November 7, 2013

Jak widac, ostatnio, zamiast do dziennika, wszystkie moje durnowate przemyslenia i listy laduja tutaj 🙂 Ale trzeb akorzystac z z ycia, bo zapisalam sie na kurs ICT Learning i niedlugo zacznie sie mlyn.

Wczoraj wpadl mi w rece grubasny katalog ToysRUs. Oczywiscie bardzo seksistowski, ale natrafilam i na kilka milych niespodzianek:

1. Lalke-lekarke, ktora wprawdzie wyglada jak rozowa 7-latka z wielka glowa, ale ma fartuch i instrumenta wszelakie zarowno dla siebie , jak i dla swojej wlascicielki/wlasciciela

2. Miniaturowe kolorowe kolo garncarskie (przy okazji rozbawilo mnie hiszpanskie slowko “alfareria”)

3. Interaktywny globus ze specjalnym pisakiem-wskaznikiem i zbiorem map w szufladkach

4. Mikroskop (ja kochalam swoj mikroskop straszliwie i zbieralam rozne rzeczy do ogladania, do poznego nastolectwa)

5. Zestaw maly chemik (zawsze chcialam miec cos takiego)

6. Kusze dla dziewczynek

7. Lalki-elfy, ktore (nie wiem jak) same fruwaja pod twoja magiczna rozdzka

8. Wielki zestaw sztuczek magicznych (ja mialam stosowna ksiazke, ale nigdy mi sie nie chcialo przygotowac czy wynalezc akcesoriow)

9. Zestaw “moja mala stajnia” z 4 konmi i roznymi narzedziami do utrzymywania ich i ich boksow w czystosci

10. Rodzinka krolweska swinki Peppy – sliczne figurki

O najgorszych zabawkach moze sie jeszcze rozpisze, na razie trzeba mi do pracy – na szczescie na dworze slonce i 21 stopni 🙂

SPORT

November 4, 2013

Mam z nim problem od zawsze. Uprawiac, wiadomo, trzeba – bo zdrowo, bo na stres, bo z innymi ludzmi. Wiec chcialabym sie wreszcie do cholerstwa przekonac.

Wszystko musialo sie zaczac jeszcze przed pojsciem do szkoly. W przedszkolu sportu nie bylo, rodzice ze mna na tym etapie sportow nie uprawiali, a ja przed osmym rokiem zycia raczej siedzialam w domu niz bawilam sie na podworku.

W szkole przyszedl czas na WF i jak przystalo na rasowego (eks) mola ksiazkowego od zawsze stawalam na glowie, zeby sie z cwiczen wykrecic. Bardzo milo wspominam wiec siedzenie w schowku na skrzyniach i koniach, tudziez skakanie przez rozbieg do skoku w dal, udajac z O.H., ze jestesmy w zamku Ronji, corki zbojnika. Reszta byla mordega:

1. SZATNIA – Bardzo nie lubie sie spieszyc, a na przebranie sie zawsze mielismy malo czasu.  Plus oczywiscie nie bylo mowy o prysznicu.

2. INSTRUKCJE – Nie na darmo jestem na autism spectrum, wszak m.in. odkad pamietam, mam problemy ze zrozumieniem instrukcji i powtarzaniem ruchow (czy to w tancu, czy przy robieniu na drutach). W rezultacie, za Chiny nie rozumiem, jak sie oddycha w jodze, a jak przed studniowka uczyli nas tanczyc, musialam wyjsc na korytarz i odtwarzac kroki walca “na czuja”, podobnie jak sie czasem odtwarza zapomniany PIN do komorki.

3. LECACA PILKA – Jedna z moich fobii (byc moze wziela sie stad, ze kiedys dostalam pilka w twarz, majac zalozone okulary). Jesli leci na mnie pilka, instynktownie rzucam sie do ucieczki i to w panice, wiec “cztery ognie” to dla mnie tortury. Ewentualnie nieruchomieje (podobnie reguje na nadjezdzajace auta i wole zastygnac na pasach niz przyspieszyc kroku).

4. WYGRANA – Nigdy nie zalezalo mi na wygranej mojej druzyny. Jaki sens ma zdobycie kolejnego punktu? Dlaczego mam kolowac przeciwnika? Nawet w szachach dopiero po tygodniu dotarlo do mnie, ze celem jest zwyciestwo, a mialam juz grubo ponad 20 lat!

5. POZIOM/MOTYWACJA – Nikt ci nie tlumaczy, jak grac, jak sie rozgrzac, nikt cie nie trenuje, zebys po pol roku zobaczyla postepy w biegach na 100 metrow. Ot, dwa biegi na krzyz, troja i do widzenia. Albo jeszcze gorzej – mostek. W czwartej licealnej w koncu odmowilam jego wykonania – najpierw moze tak kilka miesiecy jogi, rozciagania? Hello?

Na tym etapie wlaczyla sie moja mama, ktora dzielnie ciagala mnie na basen i na lodowisko. Na basenie czekaly mnie takie atrakcje jak grzybica, mokre skarpetki, rozczesywanie dlugich wlosow w czasach przed odzywkami (najlepiej przez zniecierpliwiona rodzicielke), akrobatyka pod-recznikowa (mam nadzieje, ze teraz ludzie juz sie normalnie rozbieraja), no i przede wszystkim paralizujaca nuda kolejnych powtorzen. Nie jestem chomikiem. Z plywania najbardziej lubie zjezdzalnie i surfing w miejscu na piankowej desce. (Gdy mialam 6 lat, chodzilam tez przez rok na kurs plywania – nie mam zielonego pojecia, dlaczego nawet nie udalo im sie nauczyc mnie plywania pod woda bez zatykania nosa. Coz, mam wrazenie, ze czesto wymykalam sie do toalety). Co do lodowiska, tu klania sie moja druga fobia – lek przed poslizgnieciem sie, do czego dorzucala swoje dwa grosze wybujala wyobraznia, bo przeciez jak juz sie czlowiek poslizgnie, to na pewno ktos z tlumu przejedzie mu po palcach, prawda? Nie przemawiaja tez do mnie sporty, w ktorych, zeby cokolwiek osiagnac, trzeba sie najpierw setki razy przewrocic.  Patrz nie tylko lyzwy, ale i rolki, karate czy aikido.

Bardzo lubie badmintona i marzylyby mi sie regularne treningi na prawdziwym krytym korcie, na ktory zalapalam sie kilka razy w Cardiff. Niestety, w realnym swiecie zbyt czesto pada i/lub wieje, no i zaskakujaco malo osob gra dobrze w badmintona. Pogoda (i lenistwo, rzecz jasna) nie pozwala mi rowniez na regularne uprawianie slackline.

Joga? Jak juz wspominalam, nie rozumiem za bardzo instrukcji, a poza tym, nawet gdyby jakis instruktor zainteresowal sie tez potrzebami mojego nietypowego kregoslupa (co sie jeszcze nie zdarzylo), dlonie tak bardzo mi sie poca, ze rozjezdzam sie na macie (O.H., obecnie O.W., swiadkiem).

Aerobik, zumba, spinning? Nie wytrzymuje tempa i uszy mi wiedna od serwowanej muzyki.

Tai-chi albo nordic walking? Wydaja mi sie zbyt lajtowe – ja chce miesni! Dodatkowo, najwieksza znana mi fanka tego typu gimnastyki wierzy w zywienie sie swiatlem i walczy ze szczepionkami, a ja nie mam ochote na gotowanie sie od srodka podczas dyskusji w szatni.

Alez ja wybredna jestem! Dobrze, ze chodziaz do pracy jezdze na rowerze! (No, dzisiaj juz chyba zaczal sie tutejszy monsun, sie zobaczy).

Ostatnio probuje biegac, ha ha ha. Uwazam, ze i tak jestem bardzo dzielna, bo po kazdym joggingu w Polsce (zaledwie 400 metrow) mialam objawy podobne do… porodu – nudnosci, biegunke i dziwne skurcze (nie wnikam, czy jelit, czy macicy). Bomba. Tutaj czasami zatykaja mi sie uszy albo zaczyna bolec obojczyk (wnosze, ze od kregoslupa, wiec tak wlasciwie to nie biegam, tylko uprawiam chod sportowy, zeby nie narazac, i tak juz obciazonych, stawow biodrowych). Ale najwiekszym wyzwaniem jest to, ze wystarcza 10 minut (jako ze uprawiam chod, rowna sie to jednemu kilometrowi), a juz spodnia koszulka lepi mi sie od potu, twarz robi sie purpurowa, no i po prostu wiecej nie moge. Tzn. moge dowlec sie pod prysznic. Jak ludzie moga biegac tuz przed praca, nie mam pojecia.

Zastanawialam sie ostatnio, czy jest jakikolwiek sport, ktory moglby przypasc mi do gustu. Narty – za daleko, za drogo, nieekologicznie. Tenis – zly na stawy. Moze taniec brzucha? Poki co w suche dni bede od czasu do czasu biegac, a w inne (jesli przelamie lenistwo) gimnastykowac sie na karimacie, choc miejsca mam stanowczo za malo. Marzy mi sie jakas nowa Ewa Ch, ale taka, co to kiedys miala nadwage, przewlekle zapalenie cewki i doktorat z literatury. Albo po prostu sekcja badmintona.

PS. O wspinaczce nie pisze ze wzgledu na slabe serce mojej mamy.

ONLY ON BASQUE TV

November 3, 2013

Basque traditions amaze me with their exoticism. I know I have written on this blog about most of them but “one picture bla bla bla…

1. Olentzero, local version of Father Christmas:

2. Tamborrada or “people dressed up as chefs making a loooot of noise for 24h late in January”:

3. Caldereros or a curiously racist tradition connected to the carnival:

4. One of the national sports – climbing and chopping wood at the same time:

5. Another lovely sport:

6. Chupinazo, the beginning of San Fermines in Pamplona seems more important than the New Year´s Eve:

7. And then every day for 9 days you get up early to watch the “encierro” (bull running):

8. Unless you are really young, in which case you watch “gigantes”:

9. “Abordaje” in August – some kids don´t need to dream of becoming pirates:

10. And another pretext to drink all day in late August – traineras fighting for “bandera de La Concha”:

Let me know if i should describe something in more detail. Ale nie ma to jak Andrzejki 😉

LEEK BROTH

November 2, 2013

Have you ever wondered what to do with the green parts of leaks after you have used the white parts? Here is a solution.

You will need:
– 3 chicken drumsticks
– the green part of 3 leeks
– 1-2 carrots
– 2-3 cups cooked/tinned chickpeas
– seasoning (in my case 1/2 teaspoon white pepper, 1 tablespoon basil, 1 tablespoon oregano, 1 teaspoon coarse salt but you could add bay leaf or nutmeg, too)

Place the drumsticks in a large pot. Cover with water, add the leeks and put to boil with the tap on. Cut up the carrots and add to the pot. Check 3 essays… Well, that´s what I would do – hm, how much can that take? 15-20 minutes? When the chicken and the carrots seem almost ready (just take a drumstick out and taste it), add the chickpeas and the seasoning, bring everything to the boil and wait for 3 more minutes.

(SUPPOSEDLY) HEALTHY PIZZA

November 2, 2013

I was genuinely surprised when a friend told me yesterday that most people consider making their own pizza dough a challenge and resort to buying ready-made one (or just a frozen pizza for that matter). It´s very easy, it´s highly enjoyable as the dough can smell so nice and most importantly, you know exactly what the ingredients are and so can control the amount of salt, fat etc. that goes into it.

I think what scares many people is the lack of precision when it comes to proportions. I have no idea how much of flour or water I use – I just know what the result should look like. I´ll try to work that out though.

I take:
– 1-2 tablespoons yeast powder
– some water from the hot tap
– some ordinary wheat flour (without the self-rising factor!)
– some organic wholemeal rye flour
– 1 tablespoon basil
– 1 tablespoon oregano
– 1 teaspoon coarse salt (mine includes herbs sush as rosemary)

Put the yeast in a large (preferably wooden) bowl. Add 2-3 tablespoons of water from the hot tap. Mix in some wheat flour so that the results looks like thick mud. Cover with a cloth and leave for an hour, preferably in a relatively warm place (over 20 degrees Celsius but still room temperature).

Now it´s time to prepare the dressing. I skip stuff like bacon and limit the cheese to two slices per person. My favourite dressing includes:
– tomato and onion souce (less than a cup – just enough to spread on the dough)
– one chopped courgette (minus the skin and the seedy core)
– one small tin of tuna (minus the olive oil)
– some chopped broccoli
– some sliced tomato

After an hour the contents of your bowl should smell nicely of yeast (or beer) and should have increased slightly in size. Start heating up the oven (in mine I set Mark 7 – out of 10). Gradually add more flour (both kinds), more water and the seasoning – first stiring and chopping the dough with a wooden spoon and later kneading it with at least one hand (I do it with one hand only in case I need to answet the phone etc.). For two people I end up with a ball of dough the size of grapefruit. Roll it out until 5mm thin. Transfer to a baking tray lined with baking paper – it should transfer easily, without tearing or crumbling. (Actually, instead of a baking tray, I use a lage ceramic tile laid on a roasting rack).

Spread the sauce, spread chunks of courgette and broccoli, fill in the spaces between them with tuna, cover with slices of tomato and cheese (you can add those two ingredients 10 minutes into baking). Bake for 25-30 minutes.

WOODBLOCK PRINTING

November 2, 2013

Enjoy the ride 🙂
http://www.hiroshige.org.uk