SOBOTA

Postanowilam opisac tutaj jeden dzien, tak na pamiatke i zeby przy okazji poruszyc kilka innych spraw.

Rano do pracy. Ostatnio niestety pada i nie moge dojezdzac rowerem, co wole, bo zabiera to mniej czasu, a i skupiona na jezdzie nie nudze sie tak bardzo powtarzalnoscia trasy. Na poczatku pory monsunowej dzielnie spowijalam sie w peleryne, ale zapominalam o dloniach, i efekt jest taki, ze od deszczu i wilgoci nabawilam sie nekajacych mnie od paru lat zmian na palcach. To znaczy nadal nie wiem, czy istnieje jakasc zaleznosc miedzy tymi dolegliwosciami a pogoda, ale orzekla tak miejscowa rodzinna, podczas gdy lekarze w Polsce nie mieli pojecia, od czego to, lacznie z  dermatologami i reumatologami.

Sobotnie lekcje trwaja az trzy godziny, ale na szczescie uczniowie glownie pisali swoj gigantyczny test, ktory ma ich chyba przygotowac fizyznie do cambridgowskiego maratonu. To okropne, ze koszty zwyciezaja ze zdrowym rozsadkiem i wszystkie komponenty sprawdza sie jednego dnia, w dodatku w hali na dwiescie osob, w ktorej zawsze jest albo za zimno albo za duszno. Egzamin, ktory zafundowalam uczniom, byl moze i krotszy, ale np. nie wiem czemu, sprawdzal slownictwo nie tylko z czytanek czy cwiczen leksykalnych, ale i… nagran. A szefowie nie chca egzaminu zmienic, bo dostaja go gotowego z podrecznikiem, a napisanie naszego wewnetrznego egzaminu zajmuje im, nie wiedziec czemu, szesc miesiecy. Nic to, czegos tam sie ucza. A ja w miedzyczasie sprawdzalam stare wypracowania i czytalam (bedacego jak zwykle w swietnej formie) George´a Mikesa, tym razem o Japonii. Mamy w szkole regal, na ktorym ludzie zostawiaja stare ksiazki, i czasami trafiaja sie prawdziwe perelki.

W domu pustawo, bo Trzeci Domownik sie wspina, a Czwarta Domowniczka pojechala do rodzicow. Drugi Domownik, przerazony chyba wizja polskiego obiadu (pieczony kurczak, pieczone ziemniaki, modra kapusta), wymknal sie na zakupy, zeby chociaz “pierwsze danie” bylo normalne. Przypominam, ze tutaj na pierwsze danie je sie gore warzyw (np. kilogram soczewicy), a na drugie kawalek miesa czy ryby – i nic wiecej! Oba dania zagryza sie bagietka. No i jako ze modra kapusta jest czyms egzotycznym, a zjedzenie jej pelnego talerza nawet dla mnie byloby niezlym wyzwaniem, Drugi Domownik wrocil z siatka karczochow, ale tych wielkich, swiezych, po ktorych widac, ze sa zielonymi kwiatami i ktore dlugo obiera sie z miesistych platkow. I chociaz kurczak byl gotowy, trzeba bylo zaczekac, az sie talatajstwo ugotuje w szybkowarze, bo pierwsze danie musi byc pierwsze, koniec kropka 🙂

Czekajac na karczochy, ogladalam w internecie ceny mieszkan. Wzdluz wybrzeza kosztuja mniej wiecej tyle samo, nawet na zadupiu – trzypokojowe tak od 220,000 euro w gore. W glebi ladu, ale z dobrym dojazdem, nieco lepiej – “jedynie” 170,000. Zarabia sie wiec mniej wiecej dwa razy tyle co w Polsce, ale ceny nieruchomosci trzy-cztery razy wyzsze.

Z trzema domownikami mieszka mi sie calkiem dobrze, nie musze wyprowadzac sie za wszelka cene, ale pozwole sobie tu wytknac najdotkliwsze roznice kulturowe – kulturowe (sprawdzone takze w innych domach), so that´s nothing personal:

1. Wiara w to, ze wedliny musza “schnac”, a wiec nie wolno trzymac ich w lodowce. Tak, moi mili, ale w tym klimacie nic nie schnie – musielibyscie miec specjalna piwniczke, jak wasza prababcia. A juz na pewno nic nie schnie owiniete w folie aluminiowa. Oni jednak twierdza, ze nawet ich babcia miala splesniala szynke i splesniale salami, i po prostu wycierala ta plesn i ona na pewno nie przenika do srodka. Przypominam, ze tutaj szynke je sie w ilosciach hurtowych, na Boze Narodzenie kupia cala pieciokilowa noge. Wiec na blacie w kuchni zawsze paleta sie jakis pergamin czy siatka pelna zaplesnialego miecha cuchnacego jak mokry pies.

2. Udawanie, ze klimat jest wszedzie taki jak w Andaluzji.  Wiec w przedpokoju nie potrzebujemy stojakow na parasole, stojakow na buty, w niektorych rodzinach nawet wieszak na plaszcze jest rzecza wstydliwa. Mokre obuwie nalezy trzymac na balkonie, ewentualnie na kafelkach w kuchni. Parasole takze, bo lazienki to swiete krowy, w  ktorych nie ma ani pralki, ani sznurka na pranie, ani pojemnika na brudna bielizne.

3. Udawanie, ze klimat jest wszedzie taki jak w Andaluzji, wiec w starszych domach nie ma centralnego (ani piecow), szyby pojedyncze, a miejscowi maja chyba jakis odmienny metabolizm, bo sie dziwia, ze mi w domu zimno, kiedy za oknem pogoda na welniana czapke. No coz, aktualnie za oknem mam tez kilka tysiecy maratonczykow. A Drugi Domownik wlaczyl wlasnie z litosci gazowe.

4. Pokoje wewnetrzne. Kto to wymyslil? Czy to sie bierze z tego, ze kiedys w takich pokojach spaly sluzace i sluzace pracowaly w kuchniach, wiec i tam okna sa rzadkoscia? Nawet jesli pozbyc sie zaklejonych witrazykami szyb, to za oknem ma sie tylko maciupka studnie patio pelna suszacych sie cudzych przescieradel, nigdy nie skladanych, wiec zwieszajacych sie po 2-3 metry w dol.

Po obiedzie i obowiazkowej sobotniej sjescie poszlismy do centrum na zakupy. Drugi Domownik kupil sobie dlugie kalesonki w stylu “dziadek z Dzikiego Zachodu”, w razie gdyby zima w Polsce dala mu sie we znaki. Ja z kolei zafundowalam sobie fajna pizame w sklepie Oysho, w ktorym, gdyby nie normy spoleczne, kupowalabym WSZYSTKIE swoje ubrania. Ponizej kilka probek. Mojej pizamy jakos nie umiem w necie znalezc, a szkoda, bo gora jest granatowa z wielkim ksiezycem, ktory swieci w ciemnosciach.

http://www.oysho.com/webapp/wcs/stores/servlet/CategoryPage?catalogId=60359602&langId=-5&categoryId=795519&storeId=64009600

2558571527_1_1_3 0361542803_1_1_3

1120531803_1_1_3

1121531802_1_1_3 1135637700_1_1_3 2044634250_1_1_3

Marka Oysho jest juz ponoc obecna w Polsce. Inna siecia, ktora przykula moja uwage jest Imaginarium, sklep z zabawkami, ktory oprocz normalnego wejscia ma zawsze malutkie drzwiczki dla dzieci. Niestety, zawartosc plastikowo-komercyjna. Interesujacy przybytkiem jest tez Geronimo, sklep dla hipsterow, w ktorym mozna kupic drogasne trampki w 400 odmianach, plecaki udajace przedwojenne, torby udajace Adidasa z lat siedemdziesiatych i ubrania-koszmarki, ktorych nie widzialam na oczy od czasu, kiedy wujek Marek przestal przywozic ciuchy z Holandii:

1465197_441152359318678_545930767_n

Aaaaa! Zabawne jest hipsterstwo, ktore nie wymaga juz ani buszowania po second handach, ani wypadow do Nowego Jorku. Przypomina mi to troche skomercjalizowany grunge – plecaki-cegly sprzedawane z gotowymi naszywkami, pinami i napisami zrobionymi “dlugopisem”.

Na Starowce postanowilismy zjesc ostatnie w tym roku lody. Zeby nie zmarznac, poprosilam Drugiego Domownika o mala porcje, ale wyjasnil mi, ze dwie kulki wielkosci czterech polskich, to wlasnie miejscowa najmniejsza porcja. Aha. W takim razie postanowilam zamienic konsumpcje w mala gre i poprosilam, zeby wybral za mnie smaki, jakies lokalne i oryginalne, a ja postaram sie zgadnac, co to. I nie zgadlam.  Kombinacja smaczna, ale, jak dla nas, egzotyczna: “dulce de leche” (czyli, poniekad, kajmak: http://gotujebolubi.pl/dulce-de-leche-a-moze-kajmak/) oraz “leche marengada” (zbezowane? http://www.odzywianie.info.pl/kuchnia-i-przepisy/napoje/art,Leche-merengada.html).

Na kolacje udalo mi sie przemycic warzywa: zupe z dyni i smazone zielone papryczki. Przy okazji uslyszalam komentarz, ze ja zawsze dosypuje te swoje przyprawy (tu uzywa sie przypraw sprzed czasow kolonialnych), a Drugi Domownik i tak nie czuje roznicy, na co wytlumaczylam mu, ze kurczak byl z bazylia i oregano, a zupa z curry i galka muszkatalowa, wiec sorry Jerry, ale roznica jest spora 😉 A potem obejrzelismy film o Stevie Jobsie z hiszpanskim dubbingiem, ktory na koncowych napisach, nie wiem czemu, przeszedl w rosyjski 🙂

Advertisements

2 Responses to “SOBOTA”

  1. sulthien Says:

    http://www.oysho.com/webapp/wcs/stores/servlet/ProductPage?storeId=64009600&langId=-5&catalogId=60359602&categoryId=741505&productId=2993033&typeCategory=795514

  2. Natalia Peek-Poźniak Says:

    Uuuh, uwielbiam Oyosho! Sama dostałam już co nie co z bielizny i piżamę z Dzwoneczkiem 🙂 Też bym najchętniej stroiła się tylko w ich ciuchy. A nauszniki z uszkami są przecudne 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: