Archive for February, 2014

ZUPA (Z NIEMIECKIM AKCENTEM)

February 21, 2014

Jak co roku w lutym na drzewach pojawiaja sie mandarynki oraz kwitna bratki i magnolie (mamy tutaj co najmniej trzy aleje magnoliowe).

W sobote umowilam sie z kilkorgiem znajomych na “herbate”, ktora przedluzyla sie do kolacji. Ru byl bardzo zadziwiony, ze chce spotkac sie na raz z kilkoma osobami, ktore sie za dobrze nie znaja, nawet jak juz skojarzyl (po prezentach), ze to z okazji moich urodzin! Stawily sie: Wloszka Cristina (i jej baskijski chlopak Iker), Niemka Lisa (i jej baskijski maz Eky) i Szwedka Thereze – Angielka Carmen i Wegierka Johanna niestety nie dotarly. Ze wzgledu na malego Ibaia (wychowywanego w czterech jezykach) oraz (rewelacja) obecnosc stolow i krzesel, wybralam bar, na ktory ja mowie ” ten bialy bar, gdzie bylismy w karnawale”, bo nie jestem w stanie zapamietac nazwy… no wlasnie, co to bylo? Przed chwila sprawdzalam na Google Maps! No to jeszcze raz – aha, Txandorra.

Musialam byc bardzo podekscytowana milym towarzystwem, prezentami, przekaskami i godzinnym oczekiwaniem na papryke z wolowym ogonem, bo dopiero, kiedy zauwazono, ze dygocze, dotarlo do mnie, ze siedze w zimnie i przeciagu ūüôā Oprocz Bardzo Powaznej Ksiazki Wloskiego Autora (juz zagladalam i jest tak poetycka, ze nic nie kumam, i to nie przez braki w hiszpanskim) dostalam kominek do olejkow z Body Shopu, w ktorym zamierzam podrzewac suszone wlasnorecznie skorki mandarynki – taki eksperyment.

W poniedzialek z kolei zaprosilam na wieczor cala rodzine Ru: mieszkajacych z nami Alberta i Eider oraz rodzicow, Pedra i Asun (Asun = Maria Asuncion, tak jak Mariaje = Maria Jesus – klasyczne imiona dla pan po 50tce). Z poczatku planowalam dipy z surowymi warzywami i curry, ale potem stwierdzilam, ze dla Baskow to wszystko troche zbyt egzotyczne, wiec Ru doradzil mi klopsiki z ryby “rape” i “langostinos” w sosie szafranowym, a na pierwsze danie zupe rybna. W sklepie (nie byl to moj pierwszy sklep rybny, ale pierwszy, w ktorym niektore rzeczy na ladzie sie ruszaly, i to nie za szybka akwarium) nie mieli “rape”, a “langostinos” porazily mnie cena 30 euro za kilo, ale sprzedawczynie polecily mi na zupe mniejsza wersje “rape” o nazwie “sapo” (koniecznie wygooglujcie zdjecia obu tych paskudztw), a zamiast pulpetow, wysokiej jakosci swiezutkiego dorsza atlantyckiego (“bacalao”).

Przez te zupe troche sie zdenerwowalam. Tzn. zdenerwowalam sie, bo sie pewnie stresowalam gotowaniem, ale przynajmniej poczynilam nowe obserwacje. Roznice kulturowe maja juz to do siebie, ze zaskakuja – np. w Polsce “wakacje” kojarza sie zazwyczaj z plaza (Tunezja, Egipt), ewentualnie zwiedzaniem jakiegos miasta (Barcelona, Londyn), podczas gdy wsrod Baskow z klasy (nizszej) sredniej idealem jest zwiedzanie pomnikow przyrody, czyli trzy tygodnie we wlasnej furgonetce na kempingach Szwajcarii albo w furgonetce wynajetej w Australii. Coz, zapewne w ten sposob daje sie unikac tych okropnych zagranicznych potraw! ūüėČ

Wydawac by sie moglo, ze to cos uniwersalnego – zupa to mieszanka warzyw, najczesciej z dodatkiem miesa, ktore podgrzewac nalezy jak najdelikatniej, zeby wydobyc z niego jak najwiecej smaku. Tymczasem tutaj wyglada to tak – gotujemy w szybkowarze kilogram porow albo ogorecznika, a potem, po odcedzeniu jarzyn… ¬†jemy te goraca, niedoprawiona wode! Jako zupe!¬†

Osobiscie kojarzy mi sie to z czasem wojny i glodu.

Podczas gotowania “mojej” zupy, Ru doprowadzil mnie wiec niemal do szalu swoimi pytaniami i komentarzami:

РA co ty tam wsypalas?  Pietruszka zabije smak ryby!

– Zupa z gotowana marchewka?!

– A ile to sie jeszcze bedzie gotowac?

To ostatnie pytanie zostalo mi zadane z cztery razy – aaaaargh! Myslalam, ze wzielo sie z tego, ze Ru nie zna sie na gotowaniu zup i domaga sie “czasu z przepisu”, zeby dokladnie po 25 minutach zgasic gaz pod garnkiem. Ale potem o tym, jak dlugo gotowala sie zupa, dowiedzial sie jego tata – kucharz doswiadczony – i wydawal sie byc w szoku. Okazalo sie, ze on by te wszystkie szkielety i resztki, ktore dostalam gratis w rybnym, gotowalby gora 10 minut!

Na szczescie wszystko ponoc smakowalo.

Tak wygladala przystawka:

2014-02-17 21.21.54

A tak prezentowaly sie wszystkie moje prezenty: 

2014-02-17 21.22.29

Al i Ei kupili mi (nie wiedzac o tym) moje trzy ulubione herbaty: japonska zielona, roiboosa i czarna z indyjskimi przyprawami. Nastepnego dnia pojechalam na rowerze do tego samego sklepiku (swiecilo slonce i czulam sie bardzo francusko) kupic sobie stosownej wielkosci kubek z zaparzaczem-kulka:

Mug Montorcier 26

Herbaty trzymam w sypialni, bo pokoj cudownie nimi pachnie – na pewno jeszcze wiec wroce do tego miejsca, ktore od dawna kusilo mnie swoja wystawa:

http://gourmet12.blogspot.com.es/

Advertisements

KROLOWA PANTALYKOW

February 21, 2014

Czyli jak nauczyc dziecko slow w rodzaju “powabna” i delikatnego obchodzenia sie z winylami, a przy okazji rozkochac w muzyce klasycznej. Z serii “wspomnienia” zainspirowanej przez Iw M-G. (Emocje siegaja zenitu i nie wiem, jak pojde popoludniu do pracy, majac te skarby znowu pod reka)

http://w748.wrzuta.pl/audio/9JDlyhMPK8K/alicja_w_krainie_czarow

http://w961.wrzuta.pl/audio/8d1mZvVEfBN/bajki-grajki_nr_48_-_osla_skorka

http://maqtka.wrzuta.pl/audio/7BJiYSczPdQ/pan_ropuch_-_sluchowisko_dla_dzieci

http://www.youtube.com/watch?v=RKSp-EcY3Wk

PS. Mamo, czy ja jeszcze czegos sluchalam po 50x, bo nie pamietam?

 

ANKIETA :)

February 19, 2014

 

PS. Przepraszam za bledy w przypadkach, ale ankiety nie da sie zredagowac po zapisaniu ūüė¶

VEGE EATERIES IN SAN SEBASTIAN

February 17, 2014

(Gracias a Lide de Askekintza Liberacción Animalista)

1-  Landare (en la calle Trueba, en el barrio de Gros) que es 100% vegano, es un restaurante que sólo dan los mediodías de martes a sábado y los viernes a la noche.
http://www.landarevegan.com/1.html

2- Green Break, que es un take away vegano que está en la parte vieja de Donosti en la calle Narrika. Tiene platos para llevar a casa. También tiene mesas abajo para comer sentado.https://www.facebook.com/GreenBreakVeganTakeAway

3-¬†Garraxi¬†(Calle Tejer√≠a, barrio de Egia) que es vegetariano y tiene opci√≥n vegana. El men√ļ del d√≠a esta muy bien de precio y se come muy bien.¬† Es el restaurante vegetariano m√°s antiguo de Donosti.http://www.ddonosti.com/comercio/garraxi-restaurante-vegetariano

4- Warung (en Sag√ľes, Gros) que tienen la mayor√≠a de la carta vegetariana, alg√ļn plato de pescado y alg√ļn plato vegano. Se come bien.
http://www.ddonosti.com/comercio/bar-warung

5-Tedone (en Gros, en la calle Korta) que tiene opci√≥n vegetariana y macrobi√≥tica. Con men√ļ del d√≠a con alg√ļn plato vegetariano/vegano.
http://donostia-san-sebastian.salir.com/tedone_jatetxea

6- El restaurante macrobiótico del barrio de Intxaurrondo llamado Elkarte Markrobiotikoa que está en la calle Intxaurrondo, 52 y 53. Se come bien y barato. Sólo hay un plato para elegir pero es biológico y 100% vegetariano.
https://www.facebook.com/makrobiotikaelkartea

7- Rekalde (calle Aldamar, Parte Vieja) tiene hamburguesas veganas y vegetarianas adem√°s del men√ļ “tradicional” y alguna cosa para picar.

8- Botanika Kaf√© es un restaurante con opci√≥n vegana y vegetariana. Yo no he ido nunca pero me han dicho que se come muy bien. Est√° en el Paseo del √Ārbol de Genrika. Aqu√≠ el link:¬†http://www.sistersandthecity.com/2013/07/botanika-una-preciosa-terraza-jardin-en.html

9-También tienes platos veganos en el restaurante Kaskazuri, que es un restaurante bastante elegante, está en la calle Salamanca 14, cerca de la parte vieja.

SOCZYSTY KURCZAK

February 17, 2014

Na jedna osobe: 1 pojedyncza piers kurczaka, 1 pomidor, olej z oliwek, suszona pietruszka, suszony czosnek

Rozgrzewamy olej z przyprawami. Obsmazamy pokrojona w kosteczke piers z jednej strony (pod przykrywka), troszke z drugiej, dodajemy pokrojonego w kostke pomidora i dusimy do miekkosci. Lunch w 10 minut ūüôā

LIFE HACKS

February 15, 2014

Kiedys to sie nazywalo “porady babuni”, ale babuni juz sie tak nie szanuje i doradzac moze kazdy, np. ta pani, ktora uswiadomila mi, ze nie jestem sama na swiecie, i ktora ma naprawde fajne pomysly (i gigantyczne usta):

Oto moja ulubiona dziesiatka:

1. LISTA ZAKUPOW

Wlasny patent: wyobrazamy sobie, ze prostokat naszej karteczki to plan supermarketu i zapisujemy produkty tam, gdzie sie w sklepie znajduja (na przyklad jesli wybieramy sie po ryby do P&P na Promienistej, to “pasta z makreli” laduje w gornym prawym rogu naszej karteczki).

2. TERMOFOR

A jeszcze lepiej dwa. Bardzo mnie relaksuja i pomagaja zasnac (szkoda tylko, ze nie ma mi kto ich podgrzac w srodku nocy).

3. SZKLANKI NA MAKIJAZ

W mojej lazienkowej szafce trzymam cztery przezroczyste szklanki: na produkty do ust, do oczu, do twarzy i ostre (nozyczki, pilnik, golarka, pensetka).

4. ZDROWE SERCE PLUS

Dla wszystkich hipochondrykow: olej rybi (DHA i EPA), koenzym Q10, ekstrakt z czerwonego wina, kwas foliowy, chrom oraz witaminy E, B6, B12 i A

5. RENU LIP AND EYE ACTIVE LIFT

Byc moze to zbieg okolicznosci, ale jak na razie wierze, ze jest to jedyny znany mi srodek na cienie pod oczami.

6. CHOCOLATE CHIPS

Nie wiem czemu, ale zjedzenia paczki chocolate chips (http://en.wikipedia.org/wiki/Chocolate_chip) zabiera mi znacznie wiecej czasu niz zjedzenie tabliczki czekolady.

7. SWIECZKI

W lazience, w sypialni Рrelaksuja, usypiaja i pozwalaja oszczedzac prad. Ponizsza jest stosunkowo tania i pieknie pachnie (tzn. nie tylko sama w sobie, ale i w caly pomieszczeniu), a napis na szklanym opakowaniu slicznie sie podswietla: 

http://www.yves-rocher.pl/wyszukaj?q=%C5%9Awieczka+zapachowa+Z%C5%82ota+Wanilia 

8. ZIARNA SLONECZNIKA

Dosypywac do wszystkiego.

9. DOBRY DENTYSTA

Taki,  ktory pracuje sam, wiec nie moze zwalac na nikogo winy. Z nowoczesnym rentgenem, asystentka, siatkami na wlosy dla siebie i pacjeta, ceratka izolujaca pole zabiegu, mikrokamerkami i mikroskopem. I dobra muzyka zamiast ekranu z reklamami. Warto. (Tak na marginesie, moj jest Francuzem, wiec mnie caluje na powitanie i pozegnanie).

10. KALENDARZ CHODAKOWSKIEJ

Do sportu moze nie zacheci, ale pomaga sledzic wlasne nawyki zywieniowe, nastroj i aktywnosc.

SZAFIARKI

February 15, 2014

Moge sobie sluchac Josefa Ulsamera, ale moj blog jakis specjalnie intelektualny ostatnio nie jest – niestety poddaje sie nieco medialnej modzie na komentowanie idiotycznych trendow w popkulturze. Mam nadzieje, ze staram sie jednak przy tym korzystac z nieco bardziej wyrafinowanego doswiadczenia zyciowego – poza tym na blogu glownie zrzedze, moge wiec sobie pozrzedzic na popkulture, zamiast obsmarowywac Trzeciego Wspollokatora za to, ze zajal mi regal (regal stal rok pusty, ale jak go umylam, nagle zrobil sie atrakcyjny dla swojego prawowitego posiadacza) :p

Mam przy tym nadzieje, ze swoja postawa nie przekazuje swoim (mlodocianym) uczniom, ze te wszystkie zjawiska to cos nieslychanie fascynujacego. Ostatnio nieco zbulwersowal mnie zawodowy blog kolegi, na ktorym komentuje ze swoimi podopiecznymi najnowsze skandale – tyle, ze wiekszosci z nich nie kojarze, bo to jakies gify i memy, wsrod ktorych wydarzeniem roku jest lizanie mlotka. Najwyrazniej, jak sie nie wie, kto w Stanach lizal mlotek i kto w Polsce to nasladuje, to juz sie nie da czytac ani Wprostu, ani Newsweeka.

Szafiarki. Gdy pierwszy raz uslyszalam to slowo (padlo z ust Agu), pomyslalam o frywolitkach i hafciarkach, i wymyslilam sobie, ze to jakis typ rekodziela, ktory nagle stal sie popularny wsrod mlodych dziewczat. Tymczasem chodzi o cos takiego:

Co mam im do zarzucania? Wlasciwie niewiele. Po prostu sie dziwuje. Taka, na przyklad, corka premiera ubiera sie przeslicznie, ale nie mam pojecia, skad przecietna osoba mialaby brac na taki styl pieniadze, o praktycznych szczegolach w rodzaju “co robi sie na deszczu w welnianym plaszczu” nie wspominajac. Nie mialabym nic przeciwko wygladaniu jak Audrey Hepburn, ale nigdy nie udalo mi sie znalezc miejsca w moim zyciu na regularne depilowanie brwi, prasowanie mnie przerasta, a makijaz schodzi mi po 3 minutach, bo zawsze ma katar i chusteczke do nosa pod reka:

http://www.makelifeeasier.pl/tag/stroj-dnia

Tworczyni nastepnego bloga nie tylko znajduje czas na dobieranie pod kolor blezerkow – chociaz pracuje na pelny etat w marketingu, jest na biezaca ze wszystkimi mozliwymi trendami w makijazu i dbaniu o stan skory na rynkach azjatyckich, co umozliwilo jej przeobrazenie sie z malomiasteczkowej Polki w koreanska slodzinke. Sadzac po komentarzach, w jej slady poszly setki dziewczyn:

http://azjatyckicukier.blogspot.com.es/2014/01/nietypowe-techniki-makijazu-inspiracje.html

I na koniec szafiarka, ktora bywa. Stylem moze razic (i wole sobie nie wyobrazac rozmiarow jej garderoby), ale wlasciwie milo, ze ktos ma odwage na te wszystkie kolory i ekstrawaganckie dodatki. Tylko ten glos! Mniejsza o kontrast pomiedzy egzotyczna uroda a bezblednym polskim akcentem – ale czy musi byc to ta nieszczesna intonacja, jakze charakterystyczna dla wspolczesnych dziewczyn – intonacja, jak dla mnie, zaniedbanej przez logopede, rozentuzjazmowanej 13-latki. Droga Tamaro, blagam, ogladaj wiecej filmow z lat 60-tych! (Obawiam sie, ze jak tak dalej pojdzie, nie bede rozumiec, co do mnie mowia moje wnuki).

http://www.macademiangirl.com/2014/02/youtube-vlog-5-pytan-do-macademian-girl.html

KOINCYDENCJE I KAZUALIDADY

February 15, 2014

Sledze i lubie, i moze dlatego Wspolmieszkaniec nazywa mnie czasem “Amelie” (choc tak wlasciwe powinien uzywac zbitki¬†¬†Laurant-Jeunet, czy jakos tak).

Ide sobie np. ulica, a chlopak przede mna ma na sobie zielono-niebieskie adodasy, ktore wlasnie sobie kupil Ru, a w tym samy momencie w radio w sluchawkach anonsuja corke Johnnego Casha, a ja wlasnie wrzucilam jego piosenke na bloga, ktore prowadze dla moich uczniow (thefcteam.wordpress.com).

Albo wczoraj, otworzylam pewna powiesc i rozdzial nazywal sie “Friday, February 14”, a akcja tejze powiesci rozgrywa sie jakies dwie godziny jazdy stad.

O moim ulubionym zbiegu okolicznosci dowiedzialam sie od Iwony, ktora posiada dwie kolezanki:

a) Asie, ktora zna nieco szwedzki i cale zycie wielbila Skandynawie, ze szczegolnym uwzglednieniem Aarhus, ale obecnie mieszka z tubylcem w Kraju B.

b) Asie, ktora zna nieco baskijski i cale zycie uwielbiala Kraj B., ale obecnie mieszka z tubylcem pod Aarhus.

Obie prowadza blogi. Z pewnych wzgledow ujawnie jedynie adres jednego z nich:

http://kimsserver.dk/tymczasem/index.php?post/2014/02/14/The-giraffe-must-die-czyli-awantura-o-Mariusa 

EKORREN MED DEN VACKRA SVANSEN

February 1, 2014

Leje, ale cieplo. Drugi Domownik wlasnie zabral sie do przygotowywania canelloni z porami, a Trzeci i Czwarta przyszli mu kibicowac z domu rodzicow (dwie klatki obok), gdzie zmuszeni sa nocowac po tym, jak Miau po raz kolejny obsikal im lozko. Wina jest ponoc nasza, bo “zamknelismy sie w kuchni”, sadze jednak, ze skoro kot na co dzien uwielbia sie do kuchni dobijac stajac na tylnich lapkach i halasujac, ulzyl sobie w miekkiej poscieli z wlasnej nieprzymuszonej woli. Ktos tam sie lepiej zna na czworonogach? Musze przyznac, ze przyjmuje takie wiadomosci nie bez wstydliwej satysfakcji – macie za swoje trzymanie brudnych ubran w pralce i suchych talerzy na suszarce do naczyn.

Aha, spiesze doniesc, ze wpadlam na pomysl, jak polaczyc rozne swoje, nazwijmy to, pasje: od nauki jezykow obcych poczynajac, poprzez design, az po promowanie rzeczy ekologicznych i estetycznych. Teraz musze pogrzebac w internecie, zeby dowiedziec sie, czy ma to wszystko rece i nogi, ale jako ze nie dysponuje silna wola, byc moze cala koncepcja przegra w starciu z bezsensownym snuciem sie po internecie. No, nie calkiem takim bezsensownym – chce np. (ramach trzeciego modulu moodlowskiego kursu Classroom ICT) zalozyc bloga dla moich nastolatkow, zachecajac ich do stosowania quizletu, wishingwalla, korpusow itp. Musze tez zorganizowac swoj pobyt konferencyjny w Madrycie w taki sposob, zeby nie obrazic kolezanki z pracy, ktora sie tam ze mna (przypadkowo) wybiera – nie mam bowiem ochoty ani na rezerwacje last minute, ani na balowanie w centrum, ani na eksperymentowanie z noclegiem. Jest to osoba przemila, ale odrobinke nawiedzona – napisalam jej dzis, ze zamierzam w ten weekend milczec (bo boli mnie krtan, o czym dobrze wie), na co odpisala mi, ze to cudowne zajrzec wglab siebie i popracowac nad swoja duchowoscia. Coz, kazdy ma swoje skojarzenia ūüôā

Ale do rzeczy – chcialam dzis napisac o dwoch ciekawych postaciach z showbiznesu, Mayim Bialik i Leslie Feist.

Mayim byla ostatnio moja najwieksza idolka. Kobita:

1. Mimo ze urodzila sie w LA i w nastolectwie grala w popularnym serialu, nie tylko nie brala przy okazji uzywek, ale w wieku lat osiemnastu grzecznie poszla na studia i zrobila doktorat z neuro-costam

2. Jest weganka

3. Promuje karmienie piersia, spanie z dziecmi, nie krzyczenie na dzieci, nie pozwalanie dzieciom na ogladanie telewizji – ale w wywazony sposob, bez wymadrzania sie i narzucania swojej wizji swiata

4. Bardzo kulturalnie sie rozwiodla

5. Nie pokazuje publicznie pach, ud itp. zakamarkow (ba, nawet po plazy paraduje w piance do surfingu), co takze pozwala jej sie nie golic (i nikt jej nie podskoczy, bo na swoje wytlumaczenie ma to, ze jest wierzaca zydowka). W dodatku ubiera sie tak “fatalnie”, ze az zrobiono z niej ofiare programu “What not to wear” (gdybyscie nie wiedzieli, ubierac nalezy sie tak jak pani prezenterka, czyli 10cm szpilki plus 10cm kolczyki):

Nie bylabym jednak soba, gdybym sie jej nie czepiala (Mayim, nie prezenterki Рprezenterka  nie jest godna mojej uwagi):

1. Doktorat sie kurzy, bo Mayim znowu gra w serialu i ¬†to “dziwadlo”, czyli prawie ze siebie sama (rozumiem, dzieki temu ma wiecej czasu dla dzieci, a serial jest hitem)

2. Weganizm a la LA to weganskie sklepy ze slodyczami i weganskie sklepy wysylkowe z weganskimi niebieskimi mini-hamburgerami w ksztalcie menory grajacymi melodyjki klezmerskie (przesadzam, ale prawie ze)

3. Pierwszymi programami, ktore pozwolila zobaczyc starszemu synowi w telewizorze to domowy porod (jak dla mnie troche za mocne, jak na pierwsze zetkniecie z tak poteznym medium) i relacje z olimpiady (nie cierpie profesjonelnego sportu)

i wreszcie (i tym mi “podpadla”)

4-5. Po rozwodzie chyba postanowila sobie cos udowodnic, bo zaczela chadzac i stroic sie na hollywoodzkie gale, rozpisywac o kilkutygodniowych przygotowaniach na Emmy-sremy i akceptowac zaproszenia do sesji zdjeciowych, na ktorych lezy omdlala na sofach,  prawie siebie nie przypominajac z powodu kilogramu fotoshopu. Wiem, ze to CBS  (=pracodawca) ja wywiozlo na dwa (dwa!) dni do Paryza, gdzie mogla do woli wpedzac przecietne czytelniczki w kompleksy jakze praktycznymi kreacjami od Diora Vintage na tle wnetrz hotelu-palacu, ale swoich felietonow na kvellerze chyba nie musi ilustrowac wlasna podobizna z puklami wymagajacymi dwugodzinnych przygotowan. Zbladzilas, siostro!

Ale ze mnie wrednizna.

Leslie Feist zalatwiam linkami. Wlasnie odkrylam ten ponizszy i urzekl mnie cytat o rowerze:

http://www.spin.com/articles/bed-feist/

A tu troche muzyki:

Cover Bee Geesow, bardzo francuski od strony wizualnej

Wlasna tworczosc, choc dalabym glowe, ze to Marvin Gaye