LA RIOJA

W piatek zabrano mnie spod pracy do prowincji La Rioja, co brzmi moze romantycznie, ale wymagalo kilku godzin dzielenia auta z przyglucha sasiadka rodzicow Ru, ktora uparcie nazywa mnie Oiana. Jest to wscibska osobka, ktora wprasza sie na wszystkie nasze imprezy rodzinne i traktuje tate Ru jak darmowa taksowke, czemu ten sie wcale nie sprzeciwia, co doprowadza jego zone do bialej goraczki. Wesole towarzystwo, nie ma co. Na domiar zlego, okazalo sie, ze Pedro (ktory nigdy wczesniej nie byl moim kierowca) ma w zwyczaju spogladac co kilka sekund na swojego rozmowce, zjezdzajac przy tym furgonetka na biala linie pobocza. I w takich oto warunkach, w ciemnosciach, napatoczylismy sie na wywrocone do gory nogami auto, a zaraz potem na drugie, czarne, ktore na szczescie w pore zauwazylismy. Nikomu sie nic nie stalo, ba, wlasciciele auta, ktore dachowalo, zwiali na pola, pozostawiajac w swoim pojezdzie wlaczona muzyke techno. Spedzilam dobre pol godziny w ciemnosciach pilnujac naszej furgonetki i sluchajac techno, podczas gdy Ru w fluorescencyjnej kamizelce i z latarka w reku probowal ostrzec nadjedzajace (na szczescie nieliczne) samochody.

Weekend spedzilam glownie w pseudomeksykanskiej (z mojego punktu widzenia) wiosce o nazwie Arnedillo, wykradajac chwile na czytanie pierwszego tomu trylogii Millenium. Tlumacz (z szwedzkiego na angielski) troche mnie denerwowal: a to wyjasnial zbyt wiele nazywajac Slussen “sluzami Slussen” (w zamku Castle?), a to, zamiast przetlumaczyc zdania w dialekcie zostawil je w oryginale (hello?), a to z dwoch tytulow Astrid Lindgren zrobil jeden (ewentualnie byla to wpadka z kursywa). Ale ksiazka swietna i szwedzka wersja filmu tez mi sie podobala.

W sobote highlightem miala byc wizyta w goracych zrodlach, ale musze przyznac, ze o ile w zeszlym roku byla to dla mnie jakas tam ekscytujaca nowosc, teraz raczej wzbudzaja we mnie obrzydzenie. Niestety, gorace zrodla to nie basen czy jacuzzi, ktore mozna porzadnie wymyc i wydezynfekowac, i przed ktorymi ludzie biora prysznic. W dodatku woda w plytkich kamiennych zbiornikach moze i sie jakos tam wymienia (hm, pradu tam nie ma), ale te wszystkie kamyczki i wodorosty – strach pomyslec, co sie na nich osadza. Coz, moze jestem przewrazliwiona. Wieksza przyjemnosci sprawily mi zakupy w legendarnej Mercadonie oraz w argentynskim sklepie z pamiatkami, ktory ujal mnie szeroka gama dzemikow (sliwkowy z mieta? figi w brandy?) i pierwszym albumem Kate Bush w tle.

W niedziele zgodzilam sie  z glupoty wejsc na najblizsza gore, chociaz nie cierpie upalu, wysilku w upale i stromizm. Ru dzielnie przetrzymal moje przeplatane przeprosinami narzekania i przed samym szczytem pokazywal gdzie stawiac stopy. Nadal wierzy, ze to tylko kwestia przyzwyczajenia. Moze i mozna sie przyzwyczaic do wizji koziolkowania po zboczu, ale po co? Podobne pytania spedzaja mi sen z powiek przed ewentualnym 10-dniowym pobytem na kempingu w Fontainebleau – do namiotu w kwietniu tez sie mozna przyzwyczaic, ale czy nie ma ciekawszych zajec?

W drodze powrotnej zajrzelismy do gadatliwej sasiadki w miasteczku Los Arcos i do opuszczonego kamiennego domu po dziadkach w niemalze opuszczonej wiosce o nazwie Piedramillera. Chyba nigdy w zyciu nie bylam w wiejskim domu (moi dziadkowie sa z miasta), a w opuszczonym wiejskim domu to juz na pewno, mozecie wiec sobie wyobrazic moj entuzjazm przy zwiedzaniu zrujnowanej krolikarni w piwnicy czy wyobrazaniu sobie zycia w domu, w ktorym nie ma ogrzewania, i gdzie do poznych lat 80-tych prano w rzece, ktora bynajmniej nie przeplywa przez wioske. Tak, przyznaje ze wstydem, ze czulam sie jak w “Boracie”. Nie zapominajmy tez, ze jestem fanka decluttering, wiec kiedy mama Ru znalazla w nieuzywanej od 12 lat przyczepie kempingowej sweter Ru z dziecinstwa, to mialam ochote sie przezegnac.

Jak widac lubie sobie ponarzekac, ale nie bylo tak zle. Egzotyczne otoczenie pozwolilo mi sie oderwac od rzeczywistosci. Czerwone skaly, kwitnace na niebiesko rozmaryny, dziki tymianek, migdalowce, drzewa oliwne, swiezy bob z dzialki, kosy, buszowanie po sklepie pelnym drobiazgow z drewna bukszpanowego…

Poza tym, jak sie ma zly humor, zawsze mozna wygooglac:

https://www.google.es/search?q=dachshund+toy&rlz=1C1GGGE_esES486ES533&espv=210&es_sm=93&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=J5ZFU4_WD-HK0QWBzICgDw&ved=0CCgQsAQ&biw=1280&bih=845#q=owl+stuffed+toy&tbm=isch&tbs=ic:specific%2Cisc:gray

 

 

"Na sprzedaz - dzialka z 100 drzew oliwnych we wsi Herce w La Rioja"

“Na sprzedaz – dzialka z 100 drzew oliwnych we wsi Herce w La Rioja”

Dolina rzeki Cidacos zachwyca subtelnymi kolorami, gajami oliwnymi i migdalowcami

Dolina rzeki Cidacos zachwyca subtelnymi kolorami, gajami oliwnymi i migdalowcami

Herce, wioska w La Rioja

Herce, wioska w La Rioja

Advertisements

Tags: , , , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: