BISCARROSSE

W weekend pojechalismy do moich ukochanych Las Landas, czyli na surferskie wybrzeze Francji ciagnace sie w nieskonczonosc od Bayonne az po Bordeaux. Jak juz pisalam, to taki podrasowany Baltyk: sosny, wydmy, kiczowate stragany i Carrefoury – wszystko jak trzeba, ale domy wypieszczone, otoczone  palmami i kwitnacymi pnaczami, a w morzu duzo silniejsze fale i prady, i duzo wyzsze zasolenie, czyli wchodzisz po kolana, fala zbija cie z nog, a woda, ktora dostala sie do twojego gardla, pali jak ogien. Nic dziwnego, ze wybralismy aquapark!

Mielismy duze szczescie, bo takie parki atrakcji to zwykle prazenie sie na sloncu w dlugasnych kolejkach, ale ze zapowiadano burze, slonce czasami zakrywaly chmury, czasami mzylo (co nam, polnagim, nie przeszkadzalo), odstraszonych turystow nie bylo znowu az tak duzo, a nawet jesli “nie tak duzo” oznaczalo czekanie po 20 minut, bylo nas dwanascioro, wiec moglismy nadrabiac towarzyskie zaleglosci: jeden z kolegow wybiera sie np. rowerem na Madagaskar tzn. planuje rozebrac rower na czesci i nadac go w bagazu. Chlopak ma juz na swoim koncie wyprawe konno przez Mongolie i wspinaczke w Chinach, wiec chyba i tym razem sobie poradzi.

Zabawnie spedzic pol dnia bez niczego – bez kieszeni, butow, recznika – wszystko bylo w szafce albo porzucone na trawniku. Zachlystujac sie wolnoscia, zaliczylismy kilkanascie  atrakcji polegajacych glownie na zjezdzaniu rurami na dwuosobowych pontonach – jak dla mnie sam zjazd byl wystarczajaca rozrywka, ale chlopcy oczywiscie probowali swoje pontony wywracac, na spadkach podskakiwac jak najwyzej itp. Naprawde nie rozumiem dlaczego niektorzy ludzie zrobia wszystko, zeby zwichnac sobie noge – ale ten sam ped stoi zapewne za kopalniami zlota, podbojem Ameryk i innymi dokonaniami ludzkosci.

Mi najbardziej podobala sie “The wave”, gdzie po prostu zeslizguja cie w przepasc z wysokosci 15 metrow (filmik z siostrzanego parku):

 

Kolacje zjedlismy w Biscarrosse Plage, ktore goraca polecam, bo przy samej plazy ma “irlandzko” zielone wzgorza, a z typowych promenad ze straganami mozna uciec na ryneczek z tajskim barem, ekologiczna nalesnikarnia i przybytkiem serwujacym chrupkie gofry z marmolada truskawkowa. Idac z auta do restauracji minelismy tez wiecej miejsc z muzyka na zywa niz w naszym 300tys SanSe – bar z reggae, bar z gitarami akustycznymi, scene z dzieciecym wystepem break dance (skonczyl sie o h23!), a na plazy scene z miniaturowym ravem.

Niestety, kolo naszego kempingu tez odbywal sie rave, tylko ze pelnowymiarowy. Umcy umcy wylaczyli podobno dopiero okolo osmej rano, a zablakani raverzy gadali, smiali sie, nawolywali, nawolywali sie klaksonami i doprowadzili toalety do takiego stanu, ze nawet sie do nich nie wybralam. Ru zaklina sie, ze rano widzial ludzi wciagajacych kokaine, a kolo naszego obozowiska jakas samotna dziewczyna po prostu lezala polprzytomna na kocu przed swoim otwartym na osciez samochodem (znajomi musieli ja pozniej obudzic, zeby jej nie przejechac).

Kiedy jechalismy tamtedy kilka godzin pozniej, zarowno wjazd, jak i wyjazd na kemping (i do znajdujacej sie blizej plazy dyskoteki, ktorej na oczy nie widzialam, tylko ja slychac bylo) zablokowala policja. Ups.

Ostatnim punktem programu przed zwyklym plazowaniem w Biscarrosse byla wydma Pyla/Pilat (tak, tak, wydma biblijnego Pilata), przy wysokosci 110 metrow najwieksza w Europie. Na przyzwyczajonych do Leby Polakach moze nie robi az tak wielkiego wrazenia, ale widoki sa na pewno ladniejsze, bo prady morskie utworzyly wzdluz brzegu piaskowe wyspy, a kolor oceanu zmienia sie zaleznie od glebokosci wody. Lydki bola mnie do dzis :p

Takie atrakcje tylko 2,5 drogi od domu 🙂 Do tego w 6 godzin mozna dojechac nad Morze Srodziemne albo na nieznane mi jeszcze plaze Asturii. Nie przepadam za samym plazowaniem, ale lepsze to niz wspinanie sie na cos zimnego i stromego w Pirenejach 3 godziny stad. Szkoda tylko, ze malzy juz nie jem – przynajmniej teoretycznie.

PS. Najwieksza frajde sprawila mi jednak chyba mimo wszystko niespodziewana poniedzialkowa wizyta na Cementerio Polloe, gdzie mozni z SanSe stawiaja swoim zmarlym miniatury oksfordzkich kolegiow. Googlnijcie sobie grafike, a ja obiecuje wybrac sie tam raz jeszcze i spisac te wszystkei dziwaczne imiona i nazwiska typu “Adoracion del Rio Delgado”. Raj dla filologa.

Advertisements

Tags: , , , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: