NJUSY Z D… DONOSTII

Z głośnika Suita D-mol Haendla z Marą Galassi na walijskiej harfie – idealny Muzak, a i płyta sama w sobie o wiele ładniejsza niż pierwsza brzegu Hildegarda von Bingen: bladoróżowa, z fioletowymi literami i delikatnym rysunkiem wachlarza. Nie ma to jak kartonowe płyty z muzyką poważną! Gdyby komuś mało było wrażeń, biblioteka, z której je biorę, pięknie w środku pachnie, a nazywa się romantycznie i tajemniczo „Koldo Mitxelena”.

Ostatnio się trochę dopieszczam intelektualnie – nawet The Economist zapronumerowalam, ale pierwszy numer spoznia sie juz trzy tygodnie, co mnie absolutnie nie dziwi, bo tutejsze uslugi pocztowe wolaja o pomste do nieba. Poprzednim razem ktos nakleil naklejke z kodem kreskowym na adres na paczce od mamy. Naklejke odkleili, ale razem z tuszem dlugopisu. Wprawdzie wystarczylo zajrzec na spod naklejki, zeby zobaczyc adres w lustrzanym odbiciu, ale na to juz nikt nie wpadl.

Poki co dopieszczam sie wiec muzyka barokowa i Murakamim po hiszpansku – „Baila, baila, baila” (tytul oryginalny „Dansu, dansu, dansu”). Nie wiem, jakie byly zamierzenia autora, ale dla mnie to studium ciagat czy tez neuroz mezczyzn w wieku srednim (na szczescie nieco subtelniejsze niz „Dzienniki” Mrozka) oraz rozbuchanego kapitalizmu, w ktorym bez mrugniecia okiem mozna jesc na miescie trzy razy dziennie, obkupujac sie w plyty i czasopisma. Przywodzi mi to teraz na mysl bohaterow trylogii „Millenium”, ktorzy po kilku drinkach, zamiast wrocic taksowka do domu, zostawali na noc w czterogwiazdkowym hotelu, a rano kupowali sobie bielizne i ubranie na zmiane.

Murakami juz skonczony, wiec czas na „Camino” Josemarii Escrivy. Jakby ktos nie wiedzial, to zalozyciel Opus Dei. 82. wydanie w jezyku hiszpanskim podarowala mi ciocia Carmen z Pamplony, ktora nawrocila sie niespodziewanie w czasach studenckich, w wyniku czego nie moge w jej domu dzielic sypialni z jej bratankiem.

Ostatnio jakos czesto mysle o religii, glownie chyba dlatego, ze podczytuje zydowski portal Kveller. O ile wiara jest dla mi czyms zupelnie obcym, nie obwinialabym religii za spory odsetek konfliktow na swiecie. Ludzie lubia sie nienawidziec i zapewne znalezliby sobie jakis inny powod. Mimo staran patrona mojego liceum, nadal przeciez wielu wierzy, ze Bog jest panem z broda. Jak powiedzial William Vanstone: „Kosciol jest jak miejski basen – najglosniej jest tam, gdzie najplyciej”.

PS. Opus poszlo w odstawke, bo pozeram “the Help”.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: