LAS REGATAS

Chcecie przyjechac do Kraju Baskow i doswiadczyc na wlasnej skorze jednej ze slynnych fiest, ale bez cen i smrodu San Fermines czy zimowego deszczu Santo Tomas i dnia San Sebastian? Polecam wrześniowe regaty.

W Kraju Basków istnieje liga łodzi zwanych „traineras” – tych samych, którymi niegdyś tutejsi wielorybnicy podpływali do swoich ofiar. Najważniejszym wydarzeniem roku jest w tym sporcie wyścig o banderę La Conchy, głównej plaży/zatoki w SanSe. Zawody są oczywiście rozgrywane na wodach zatoki, ale także na pełnym morzu zaraz za zamykającą naszą „muszlę” wyspą św. Klary, można więc je obserwować z plaży, z portu czy z górującej nad Starówką góry Urgull. Leniwi zostają w domach przed telewizorem, spragnieni – w licznych barach z transmisją na żywo, a nieliczni szczęśliwcy podpływają pod trasę swoimi jachtami.

Plusy fiesty są więc takie, że jest co robić – można zatrzymać się w mieście na kilkanaście dni i śledzić wszystkie pomniejsze rozgrywki, przyjechać tydzień przed finałem na pierwszy wyścig, albo zobaczyć finał w trzecią niedzielę września w samo południe. Startuje osiem drużyn, po cztery na raz, w tym zawsze sansebastiańska, chociaż są beznadziejni. W tym roku wyjątkowo zakwalifikował się ktoś z dalekiej Galicji (nie, nie z Krakowa, tylko z okolic Santiago de Compostela), ale miejscowych znanych drużyn jest właśnie osiem: SanSe, Bermeo, Hondarribi, Pasajes San Pedro, Pasajes San Juan, Portugalete, Orio i Kaiku. Wszystkie te nazwy to baskijskie miejscowości nadmorskie, z wyjątkiem Kaiku, które jest marką produkującą mleko („kaiku” to w euskera drewniane naczynie na mleko, którego polską nazwę mam na końcu języka). Są też drużyny kobiece, ale ich wyścig jest wcześnie rano i większość widzów go niestety ignoruje. Panie mają też do pokonania krótszy dystans.

Typowa niedziela zaczyna się od zawiazania na szyi chusteczki w odpowiednim kolorze (np. Orio to zolty) i zajęcia pozycji (np. z lornetką), a potem już tradycyjnie – szwendanie się od baru do baru (czy raczej od uliczki przed barem do uliczki przed kolejnym barem) ze znajomymi i kieliszkiem w dłoni. Ja ostatnio odpadłam o osiemnastej (zaledwie siedem godzin stania, picia i wydawania pieniędzy), więc jestem cieniasem.

Pamiętajcie o wybraniu uliczki stosownie do wieku. Nastolatki i studenci gromadzą się na lewo od ruin kościoła, tam też pod nogami wala się najwięcej śmieci. Zamożni oblegają Fermin Calberton, dzieciaci Bulevard i okolice placu San Telmo (dużo miejsca na wózki), a ubodzy trzydziestolatkowie udają się do barów Iguana i Eiger na mojito za 3 euro.

Advertisements

Tags: , , , , , , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: