Archive for October, 2014

WESELNE RÓŻNICE

October 6, 2014

Nie jestem i raczej nie będę ekspertką od wesel, ale oto co zauważyłam na moim drugim tutejszym:

 

  1. W Hiszpanii dużo łatwiej o wesela dwujęzyczne czy dwukulturowe – ludzie mają problemu ze zrozumieniem „hiszpańskiego” z Galicji czy Andaluzji, do tego dochodzi kataloński, baskijski itd. W tym przypadku panna młoda była z Katalonii, więc część przemów była dla połowy gości niezrozumiała, inne cierpliwi mówcy wygłaszali w dwóch wersjach. W listopadzie byłam z kolei na ślubie po baskijsku, na którym np. w środku ceremonii trzy osoby nagle wstały i ruszyły w stronę podwyższenia, i nie mieliśmy zielonego pojęcia, czy również mamy ustawiać się w kolejce (po świecką komunię?) czy nie.

 

  1. W kraju, w którym opustoszałe kamienne wioski na szczycie wzgórza kwituje się wzruszeniem ramion, dużo też łatwiej o piękną scenerię. „Nasze” wesele odbywało się w miasteczku Olot niedaleko Girony, które tylko w centrum ma dwa… wulkany. Niskie i nieczynne, ale i tak można sie zachłysnąć przy czytaniu ulotki z informacji turystycznej.

 

  1. Bogactwo bije po oczach. Wiem, że gdzieś tam, może na dalekim południu, kryją się ofiary wysokiego bezrobocia i ogólnej beznadziei, ale ja na swojej drodze napotykam głównie ludzi, którzy przeszli na emeryturę w szokująco młodym wieku i żyją sobie wygodnie z otrzymywanej renty, ewentualnie traktują bezrobocie jako coś w rodzaju przedłużonych wakacji, bo to przecież dwa lata z zagwarantowaną pełną pensją. Z jednej strony bardzo hojne i wykorzystywane do maksimum państwo, z drugiej zamożne od pokoleń rodziny chętnie utrzymujące poszukujących sensu trzydziestolatków.

 

  1. Wartym naśladowania pomysłem było zawarcie związku małżeńskiego w urzędzie w skromnym gronie i dzień wcześniej. Przy nas państwo młodzi tylko udawali, że składają przysięgę – za to mogli to zrobić w malowniczym ogrodzie. (Jedynym zgrzytem był prezent, a jakże, teściowej, która sprowadziła baskijskiego tancerza ludowego. Niby miły akcent, ale po co przerwał swoimi flecikami romantyczną piosenkę pop, którą młodzi na pewno starannie wybrali na przejście wzdłuż nawy ku wyjściu?)

 

  1. Największą atrakcją każdego hiszpańskiego wesela jest ponoć koktajl – godzinka czy dwie przed głównym posiłkiem z masą szampana i jak największą liczbą przystawek. Kompleks jadalny w stylu hightech czadowy (Les Cols w Olot, wygooglajcie), szaszłyczki z krewetek bomba, sushi twardawe, ale kurczę, sushi za darmo, łosoś wędzony super, sery owcze przygotowywane przy pomocy wody morskiej rewelacja, sok ze świeżych pomarańczy świetnie, sorbet cytrynowy… zaraz, sorbet cytrynowy? Po krewetkach i przed wędlinami? A tu już donoszą canelloni i mini-hamburgery. I kroją szynkę serrano. Tempura ze szparaga? Już jadłam, dziękuję. Ale ta jest czarna i z jakimś dipem. Zawrót głowy, przesyt, bezsens. Jak w antycznym Rzymie. Nie było czasu ani nacieszyć się każdym kęsem z osobna, ani porządnie porozmawiać, nie czekały na nas prócz tego wielkiego żarcia żadne rozrywki, a na myśl o tym, że zaraz mamy przecież siąść do późnego obiadu, przebiegały mnie ciarki, bo jak to tak zastawić wszystko na talerzu pod nosem gospodarzy.

Na polskich weselach też się je dużo, ale w jakiejś tam kolejności – posiłek, bufet dla głodomorów, barszczyk o północy…

 

  1. Brakowało mi troski o gości. Jeśli ktoś był na jakiejkolwiek diecie, nie miał do wyboru absolutnie nic co zawierałoby wyłącznie warzywa czy owoce. Żadnych gier, wygłupów, wężyków – jeden konkurs dla młodych, ale bez „jaja”, a muzyka taneczna wyłącznie umcy umcy, co wszystkim gościom powyżej czterdziestki (i jednej 34-latce) absolutnie odebrało chęć do zabawy. No, na osłodę mieliśmy dwa polaroidy, w których szybko zabrakło klisz.

 

  1. Polecam wszystkim nacjom branie przykładu z Anglosasów – gości należy wymieszać! Pary nie mogą siedzieć razem, podobnie rodziny – ja moich teściów, mojego chłopaka mam na co dzień, mogłabym ich też z łatwością odszukać i zagadać, a tak, uwięziona ze znajomymi twarzami przy jednym stole, nie miałam żadnego pretekstu do zawierania nowych znajomości, podczas gdy fascynujący goście z Madrytu (młodzi są oboje znanymi dziennikarzami w hiszpańskim radio) kisili się razem przy jednym stole. Cóż, taka różnica kulturowa – jedni chodzą na przyjęcia „to network”, a mój chłopak, jak zapraszam na urodziny koleżanki, dziwi się: „Przecież one się nie znają!”.

 

  1. Hiszpanie nie praktykują poprawin. Nasza strona rodziny mieszkała w tym samym hotelu, więc zobaczyliśmy się przy śniadaniu, ale straciliśmy kolejną szansę na poznanie kontyngentu Katalończyków, na podziękowanie za poprzedni dzień.

 

  1. I wreszcie koszta. Nie ma przyzwolenia na zwykłe prezenty (no chyba, że są to wakacje na Bali), koperta i tyle. Mi, jako widzianej raz wcześniej dziewczynie rzadko widywanego kuzyna przysługiwała stawka minimalna – 100 euro. Do tego 25 euro od łebka za benzynę. Gdyby hotel nie był gratis, zaczęlibyśmy się zastanawiać, czy w ogóle pojechać. Nawet w telewizyjnych skeczach śmieją się z osób, które rozpaczają widząc w poczcie kolejne zaproszenie, zwłaszcza, że w modzie są też drogie „wyjazdowe” wieczory panieńskie/kawalerskie – weekend w innym mieście czy nawet kraju, w obowiązkowych jednakowych uniformach.

 

  1. Wiem, że uwielbiam tu narzekać – nie, nie było aż tak źle. Wracaliśmy sześć godzin w dzikiej ulewie –ale w Kraju Basków powitało nas słońce! Na stacji benzynowej do jedzenia mieli wyłącznie smażone kiełbaski z różnymi zestawami – ale dzień wcześniej, dzięki portalowi Happy Cow, zjadłam super wegańskie śniadanie. A państwo młodzi w imieniu każdego z gości zakupili ileś tam szczepionek przeciw polio. Ktoś tam jednak jeszcze wierzy w szczepionki, uff!

10 POWODOW, DLA KTORYCH UWIELBIAM LAS LANDAS

October 6, 2014
  1. Garnki pełne małży w sosie z sera pleśniowego, najlepiej w ciepły wieczór na tarasie w Capbreton (Czy ktoś zna może jakiś wegański odpowiednik tej uczty, please?)

 

  1. Szerokie, puste, czyste plaże, a do tego morze z tak silnymi prądami, że nikt specjalnie nie namawia cię do pływania.

 

  1. Ludzie mówiący po francusku, napisy po francusku… (ale jeśli odezwiesz się po francusku, odpowiadają po hiszpańsku)

 

  1. Radio “Nostalgie”

 

  1. Campingi w lasach sosnowych (ale uwaga, tutejsze sosny mają szyszki z osiem razy większe od polskich)

 

  1. Kawiarnia Marimont w Biarritz (rok założenia 188) – muzyka klasyczna w tle, lustra na ścianach, widok na morze… Zgadzam się nawet na kosmiczne ceny, bo odzwierciedlają jakość. (Jeśli jednak macie ograniczony budżet, polecam czekoladowe mini gateaux basque za 2 euro w Maison Adam),

 

  1. Sklepy odzieżowe w Hossegor

 

  1. Białe wille obrośnięte hibiskusami, clematisami itp.

 

  1. Liczne ścieżki rowerowe (a jest płasko, płasko, płasko)

 

  1. I wszystko to godzinę-dwie drogi od miejsca, w którym mieszkam.