Archive for the ‘British engineering’ Category

ARNEDILLO

April 22, 2013

Ostatnio bywam znienacka wywożona – zmiana dekoracji to nowe wrażenia i odkrycia, a zatem i nowe spostrzeżenia kulturowe. Choćby to, że kiedy ja myślę: “Ale wąskie mają tu te rzeki”, Ru stwierdza, że rzeka jest szeroka. Ja: “Nareszcie jakiś normalny dom”, a on na głos: “Ale dziwny dom!”. Bloki na wsiach mają loggie służące wyłącznie do składowania szczotek, a na parterach, zamiast sklepów czy mieszkań, są garaże z brzydkimi blaszanymi bramami, jak gdyby wszyscy mieszkali w przerobionych hurtowniach. Czasami żałuję, że nie mam kamery: w ciągu trzech minut mijamy panią w sukience flamenco, kowboja na koniu i maratończyka.

Niektóre niespodzianki bardzo miłe. “Duży wiejski dom znajomych” nie jest rozbudowanym w przypływach rodzinnego szaleństwa pastelowym koszmarkiem przy szosie tylko 200-letnią byłą plebanią z pokojami po 30 metrów kwadratowych. Niespodzianki mniej sympatyczne są całkiem swojskie i biorą się raczej z tego, że spędziłam lata w specyficznym środowisku, gdzie np. piekło się razem muffinki, a nie grillowało (przewidując pół kilo mięsa na łebka).

Oczywiście wszystko, co przeżywam, jest bardzo subiektywne – rwę się do wysuwania wniosków na temat, powiedzmy, poziomu majętności Basków, ale co ja tam wiem… Załóżmy więc, że to tylko interesująca anegdota. Otóż w zeszły piątek wywieziono mnie do prowincji La Rioja, gdzie rodzice Ru pomieszkują w weekendy. Myślałam, że odziedziczyli jakiś domek po sędziwej ciotce. Jakież było moje zdumienie, kiedy zaprowadzono mnie do 6-letniego 4-pokojowego mieszkania wyposażonego w garaż, plazmę, DVD, frytkownicę i zmywarkę. Z oknem i w kuchni, i w łazienkach. Z widokiem na góry. I gorące źródła w pobliskiej rzece. Okej, powiedzmy, że to nie tak, że tutejsze małżeństwo nauczycieli stać na takie kaprysy – może wygrali w totka (mają jeszcze willę we Francji). Ale sądzę, że w Polsce, dysponując podobnymi kwotami, rodzice kupiliby w pierwszej kolejności mieszkania dla dzieci, a nie daczę, w której jedno z dzieci było dopiero trzeci raz w życiu.

Czułam się w tym mieszkaniu trochę jak podczas lektury felietonów Mayim Bialik, która w LA chadza sobie do specjalistycznych sklepów z koszernymi słodyczami dla żydów-wegan. Życie niektórych ludzi wydaje się wręcz perwersyjnie proste. Uogólniam, ale jednak…

Nie wiem, czy to te okno w kuchni, czy gorące źródła, w każdym razie w sobotę czułam się jak na jakichś dobrych dragach. Gorące źródła są za darmo, obok na działkach rosną granaty i karczochy. Potem spacer: drzewa oliwne, rozmaryn, tymianek. Śmieją się ze mnie, bo nic nie kojarzy mi się z Hiszpanią: suche góry to dla mnie Meksyk, cyprysy to Toskania. O tym, że życie jest/było tu jednak trudne świadczy tylko to, że zbocza WSZYSTKICH okolicznych gór to kamieniste tarasy a la Machu Picchu.

Po obiedzie odwiedzamy autem trzy miejsca, w których zachowały się skamieniałe w błocie ślady dinozaurów, a na koniec opuszczoną wioskę. Ru każe mi powiedzieć coś na głos po polsku, bo może jestem pierwszą (i ostatnią) osobą, która to tu zrobi. Uwielbiam jego dziecięcą poetyckość.

Wieczorem rezygnuję z drugiej rundki źródeł, żeby sobie w spokoju poczytać. Trochę za dużo wrażeń jak na mnie – i jak zwykle za dużo jedzenia! Ale wątróbki jagnięce mniam. I ogórecznik. I pudding ryżowy domowej roboty. Moi gospodarze za to nic NIGDY nie podjadają, więc muszę “kraść” przekąski przy śniadaniu czy deserze. Śniadania mnie nadal rozbrajają: po co robić tosty, skoro potem macza się je w kakao? Po co słodzić kakao, skoro je się do niego ciastka i marmoladę?

W niedzielę miejscowa Arizona czyli Bardenas Reales, przemierzana autem przy wtórze Boba Marleya 🙂 Tak mnie zafascynowały błędy w ich angielskiej ulotce, że zostawiłam swoją butelkę wody w toalecie (kolejny akcent czytelniczy: co robię w toalecie). A w drodze powrotnej disneyowskie Olite – szary zamek, różowe kwiecie i hotel w co drugim budynku. Zupełnie już straciłam wenę i zasypiam po odmrażanym bigosie, więc idę spać :p

Ostatnia niespodzianka z ostatniego miesiąca to wiszący most w Portugalete, który tak naprawdę jest gigantyczną szyną do podwieszanego promu, a nie mostem. Ale poczułam się brunelowsko, a wcześniej przejechałam metrem 🙂

WANNABE

June 25, 2012

In 1865, when St Pancras was still under construction, its owner, the Midland Railway Company, commissioned George Gilbert Scott, the designer of several British cathedrals (and Albert Memorial) to build the station hotel, known later as Midland Grand Hotel.

Completed in 1876, the impressive Gothic Revival building (the tallest in the United Kingdom until 1911) not only embodied Victorian sumptuousness but also featured several cutting edge facilities. The guests had a choice between climbing up the famous three-storey staircase decorated with 2300 fleurs-de-lis and using two hydraulic “ascending chambers”, the first lifts in London. The 300 bedrooms, each with gold leaf walls and a fireplace, didn’t have adjoining bathrooms, but innovative 22-inch thick concrete floors made the whole construction fireproof and one could call for a tub to be brought in using a unique system of electric bells or, even better, flush one’s own toilet (which was almost unheard of in a hotel at this time). In 1899 revolving door was supplied by its very inventor, Theophilus Van Kannel, and in the same year electric lifts were introduced. Finally and most interestingly, the hotel’s smoking room came to be called The Ladies’ Smoking Room because it was the first place in Europe in which ladies could smoke publicly.

I’m trying to think of contemporary parallels of all those and my mind boggles. Something beyond the creepy, Big Brother style, iPad-operated resorts, though…