Archive for the ‘Funny’ Category

February 27, 2015

Ano mielismy dzis tzw. drugie USG (tak naprawde bylo piate) i swietujacy dzis zreszta swoje urodziny mlody tato doszedl wreszcie do wniosku, ze czas powaznie sie zastanowic, czy na pewno bedzie “Sebastian”. Imie wybiera mlody „aita”, zeby brzmialo dobrze tu na moiejscu – ja mam zatwierdzic wymawialnosc itp. w polskim i z grubsza na arenie miedzynarodowej.

Najlepsze byloby baskijskie, bo dzieciak i tak ma z lekka pod gorke, jako ze w domu nie mowimy w tym jezyku i nie mamy patriotycznych nazwisk. Dzis np. lekarz spytal mnie skad jestem (uzasadniona normalka), po czym spytal o to samo Rubena, ktory ponoc nie mowi z akcentem z naszej miniaturowej prowincji. Tak to juz jest, jak sie ma rodzicow z Navarry, a w pracy wszyscy sa z sasiedniej Bizkaia (ktorej stolica jest znienawidzone tu Bilbao).

Ale wrocmy do imion. Jeszcze w lipcu sporzadzilam sobie liste wszystkich, ktore nosza moi uczniowie i miejscowi znajomi, a takze jej polski odpowiednik. Chcialam sie przekonac, czy dobrze mi sie wydaje, ze w Kraju Baskow ma sie znacznie wieksze pole wyboru, przy czym nikt sie nie smieje, ze siegnelas po jakas tam rzadka „Genowefe” – wazne, ze nasza przykladowa „Genowefa” jest jakas tutejsza gora albo sanktuarium maryjnym. I rzeczywiscie, lacznie z wcale nie tak popularnymi imionami hiszpanskimi, jest ich tu w obiegu jakies trzy razy wiecej niz w Polsce. Gorzej, gdy biedna cudzoziemska matka zechce uniknac glupich skojarzen:

Julen – Moj faworyt: mozna wolac „Julek”, a dziecko jest lipcowe.

Aitor – Jak jakas egipska boginii. Albo „Thor”. Aitorku!

Oier – Jajka po niemiecku? Ojej.

Jon – Niby miedzynarodowe, ale nie jestem fanem imienia „Jan”. Sorry, dziadku.

David – „Dawidek” mi nie podchodzi. Poza tym oni to wymawiaja „da-BIW”.

Ander – Ujdzie. Brzmi troche skandynawsko i mozna wolac „Jedrus”.

Asier [as-JER] – Ujdzie, w koncu nie mam 15 lat i nie kojarzy mi sie z „ass”. Kojarzy mi sie za to z wojownikiem z czasow krucjat, o dziwo pozytywnie.

Ibai [i-BAJ] – Czyli „Rzeka”. Darujemy sobie, bo uzyla go moja znajoma Niemka (a raczej jej baskijski chlopak, bo jej sie kojarzylo z Turcja).

Iban – To moze od razu Iban Swift? Dla przyszlego bankiera? (Oczywiscie wymawiaja to „Iwan”, co mi rasistowsko nie pomaga).

Alex – Nigdy mi sie nie podobalo. Chyba kojarzy mi sie z psem Reksem.

Iñaki, Iñigo, Eñaut – Fajne, ale nie wiem, czy obciazac dziecko tilda.

Arkaitz, Ekaitz, Aritz [tz=c] – Zabojcze dla Anglikow, a Arkadiusz rani my poshness.

Fermin – Vermin. Ale lubie zdrobnienie Mintxo [Minczo]

Gonzalo, Rodrigo, Carlos – Jak z opery.

Mikel – Znosne, miedzynarodowe, ale nigdy za nim nie przepadalam.

Antxon, Andoni – Moja babcia opowiada od zawsze dowcipy z glupim Antkiem w roli glownej.

Iker – Hm, jak Ikar. Ujdzie.

Unai – Znosne, chociaz oznacza „pasterza krow”.

Xabi, Javier – Mam problemy z wymawianiem „Szavi” w odpowiedni sposob.

Manex – Jak jakas firma z lat 90-tych. Lub wybieg dla koni.

Imanol – Tutejsza wersja „Emanuela”. Brzmi troche jak nazwa leku.

Eneko – Ujdzie, choc brzmi jak nazwa firmy wspolczesnej.

Dani – Imie miejscowego Borysa Szyca.

Urko, Koldo, Borja – Jak jakies koboldy.

Josu – Ujdzie, choc dla Anglikow brzmi jak „tosser”.

Gorka – Czyli Jorge, czyli Jerzy. Calkiem fajne, ma swoj palac w Poznaniu (w hiszpanskim przewodniku nazywa sie „de los Gorka”).

Telmo – Znosne, choc sezamkowe. A najwieksze muzeum w miescie nazywa sie San Telmo.

Oscar, Victor, Erik – Taaa, i Kevinek.

Ignacio – Strasznie popularne, ale moze za bardzo katolickie (Loiola jest stad).

Pablo, Paúl – Ok, ale to moj byly.

Piter – Ok, ale to moj byly crush.

Jokin – r u jokin´?

Yago, Jagoba – „Waz: Jago. Maz: Ja go! Duszona: zona. Final: obsada kona”.

Beñat – Beniu kojarzy mi sie z kierowca ciezarowki. I´m such a snob!

Manu, Kepa – Ja juz sie przyzywczailam, ale chyba brzmia jakos tak za krotko. Ewentualnie jak „manure” i „kupa”.

Jose, Joseba [hose, joseba] – „Jozek” jest calkiem fajne, no i to imie mojego szefa.

Raul, Juan – Ujdzie.

Thoughts?

NAMES

November 3, 2014

Nie jest żadną tajemnicą, że zagraniczne imiona i nazwiska bywają dziwne, a nawet śmieszne. Weźmy np. jedną z moich grup: „Maddy” brzmi jak angielskie „muddy”, „Bego” jak „begging”, „Gonzalo” jak postać z kiepskiej opery, a baskijskiego „Goiatz” nie sposób poprawnie wymówić „na czuja”. Nie sztuka wejść na stronę „nombres vascos” (polecam) i zacząć się nabijać, chciałabym więc napisać dziś o tym, co wymaga odrobinkę wiedzy – o różnicach wykraczających poza fonotaktykę.

 

  1. Imiona żeńskie nie muszą kończyć się na „a” (i vice versa) – niby oczywistość, w końcu tak samo jest w angielskim, ale czasami polski mózg nadal się buntuje. Sprawdźcie sami swój poziom tolerancji (w spolszczonej pisowni): Amaiur, Laraic i Izaskun vs. Borha, Kepa i Gorka. Osobiście łykam jedno i drugie, bo imiona dziewczęce kojarzą mi się z „Lindsay” czy „Alison”, a chłopięce traktuję jak nazwiska.

 

  1. W Polsce większość osób ma w dokumentach dwa imiona, ale (poza kilkoma celebrytami) nikt nigdy ich nie używa –co najwyżej to drugie funkcjonuje jako pierwsze, bo pierwsze nam się nie podoba. W Hiszpanii twoje dwa imiona to właściwie jedno długie i niektórzy uczniowie wręcz się na mnie obrażają, gdy się zapomnę i wywołam „Marię” zamiast „Marii Eugenii”. Imiona „dwuczłonowe” mają także popularne (a mi nieznane) zdrobnienia: Maria Jesus do Mariaje, Jose Miguel – Josemi, Maria Isabel – Maribel. Mama mojego chłopaka to Asun czyli Maria Asuncion.

 

  1. No właśnie, „asuncion” – „wniebowstąpienie”. Hiszpanie nie tylko nadają swoim dzieciom imiona świętych, ale także przeróżnych religijnych atrybutów – stąd Dolores, Pilar, Esperanza, Encarnacion i inne kwiatki.

 

  1. Nie rażą one tak bardzo, jak raziłyby w języku polskim, bo hiszpańskie nazwiska nie rozwadniają się tak bardzo końcówkami. W Polsce, owszem, można natrafić na Lisa albo Kiełbasę, ale więcej jest Lisowskich i Kiełbaszewskich. Tutaj za to ludzie potrafią się nazywać bardzo dosłownie, w dodatku nazwiska mają zawsze dwa, więc łączą się w brzmiące jeszcze idiotycznej zbitki: „Rubio Casado” (blondyn żonaty) czy, jak mama mojego chłopaka, Caballero Aleman (jeździec niemiecki). Rodzice nie mają też żadnych skrupułów dodać do takiej kombinacji rewelacyjnego imienia, czego rezultatem może być, powiedzmy (otwieram gazetę), Mercedes Rojo Calvo („mercedes czerwony łysy”) albo Dolores Fuertes Cortado („bóle mocne pocięty”).

 

  1. Wracając do religijności, dopiero niedawno odkryłam imiona katolickie potajemnie – nie trzeba bowiem nazwać córki Maria Cośtam, bo do wyboru mamy też nazwy miejscowości – miejsc kultu maryjnego. Najsłynniejszym imieniem tego typu jest Lourdes (jak córka, nomen omen, Madonny), ale kto by pomyślał, że na liście znajdują się też superpopularne baskijskie Leire i Ainhoa, czy swojskie Montserrat.

 

  1. Emigranci mogą się czuć trochę przytłoczeni tym całym katolicyzmem, bombastycznymi zbitkami w rodzaju Juan Carlos Vailera de Flores i ewentualnym wybieraniem imienia dla swojego dwujęzycznego dziecka (Edurne? Iban? Madre mia!). Emigrantki tracą też w Hiszpanii coś bardzo, wydawałoby się, normalnego – możliwość przyjęcia nazwiska męża. Pytałam się swoich tutejszych uczennic, czy chciałyby zmienić nazwisko i żadnej nie wydawało się to ani odrobinę romantyczne. Pamiętajcie, że jeśli nowi hiszpańscy znajomi przedstawiają wam się jako Sara Fernandez Molina i Iker Fernandez Molina, to są rodzeństwem a nie małżeństwem!

 

A propos nazw, zachwycam się ostatnio idiotycznymi nazwami sklepów. Who needs Japlish, skoro Baskowie inspirują się angielskim z równym wdziękiem. „People” i „Friends” jeszcze rozumiem, ale „Snoby”? ‘Bully’? „Tudor”? „Went”? „They’s”?!

 

JUST A LITTLE RANT

May 25, 2014

Dear cyclists and pedestrians of SanSe,
I really don´t understand why you behave like this on cycle lanes only. Go on, move to the roads, nobody can take away your freedom!

1) Drive next to your friend´s car to be able to talk to them while driving. You can always go back to your lane if you see a car coming from the opposite direction.

2) Walk in the middle of the road, along the road, texting.

3) Drive with the hands off the wheel – after all you want to go straight ahead. It´s so useful – eg. you can make a ponytale while driving. Driving and crossing a crossroads.

4) While stopping at traffic lights, don´t stop behind the car in the front of you – stop next to it. Oh, the excitement of who´s going to cross the crossroads first and fit into the single lane!

5) If you need to check anything, just stop in the middle of the road. Take your time.

6) If a turning at straight angle seems like too much of a hassle, just drive across the pavement or the lawn. You´ll save lots of time.

7) Never indicate which way you want to turn. It´s obvious.

8) Roads are so much smoother if you are walking with a heavy suitcase. With two friends. Fully focused on your map.

9) Ignore red lights. You are in a car, you are fast enough to make it in time.

10) Switching on lights at night? What for? if someone can´t see you, they are clearly dumb.

DIVINITY

April 18, 2014

Przeprasza, ze wrzucam tyle list i filmow, ale to taki moj medialny pamietnik. Jestem teraz sama w domu, wiec namietnie ogladam Divinity, kanal telewizyjny dla kobiet, na ktorym mozna obejrzec najrozniejsze hiciory, od serialowych (takich jak “Castle” czy “Grey´s Anatomy”) po poradnikowe (ze szczegolnym naciskiem na remonty, sluby i cupcakes). Moglabym sie tu rozwodzic, jak to odrzucaja mnie napakowane chemia muffinki albo sztuczne, ultrablyskotliwe dialogi nadzianych idealow z “Gillmore Girls”, ale chce zapamietac, co w roku szkolnym 2013/2014 sprawialo mi przyjemnosc w porze posilkow, a zatem ponizej znajdziecie krotki przeglad moich ulubiencow:

 

1. O “Ghost Whisperer” juz pisalam – naprawde wzrusza, a Jennifer Love Hewitt zdetronizowala w moim prywatnym rankingu Jessice Biel (zone Justina Timberlake´a).

Gustowny striptease w porannym pasmie:

Sama piosenka:

 

2. Dzieki “Love it or list it” (kreconym w Toronto), czlowiek dziekuje Boginii za to, ze nie mieszka w kraju, w ktorym zima trwa pol roku, domy buduje sie z kartonu, dzieci musza miec osobny salon w piwnicy, a ludzie dojezdzaja dwie godziny do pracy. Do tego budowlaniec przypominajacy Bryana Browna i architektka przypominajaca Nat P. po 50tce. Swietne do nauki hiszpanskiego (“el sotano”), bo kazdy odcinek jest taki sam. Featuring gay couples and multi-racial couples, co im sie chwali.

 

3. Blizniaki z “Property Brothers” udaja posrednika nieruchomosci i szefa ekipy remontowej, ale tak naprawde od dziecinstwa probowali zostac aktorami i mieszkaja w Las Vegas (co przynajmniej wiadomo, bo sprobujcie dowiedziec sie cokowliek o dziecinstwie Rosie Pope czy Matthew Husseya – sa alienami czy agentami CIA?). Ogladam ich, dumajac o sztucznej, zunifikowanej wizji swiata sprzedawanej nam przez koncerny, zahipnotyzowana pasemkami Jonathana.

 

4. W “My Fair Wedding with David Tutera” oddajesz kontrole nad wlasnym slubem obcemu facetowi w zamian za, powiedzmy, dwanascie tysiecy roz do udekorowania sali balowej, ktore pewnie wyrzucili na smieci nastepnego dnia. Ale trzeba przyznac Davidowi, ze jest slodki w swojej egzaltowanej sztucznosci i wyglada o niebo lepiej niz jego konkurent z “Mody na sukces”. Ponizej odcinek z Azjata-Zydem i Bollywood bride:

 

5. I wreszcie same zajawki kanalu Divinity – zartobliwe i z najnowszymi przebojami w tle.

Faceci miesiaca:

http://www.divinity.es/divinity_tv/campanas/quien-dijo-que-rosa-es-un-color-de-chicas/cortinillas-television-Dani-Rovira-Divinity_2_1750380058.html

http://www.divinity.es/divinity_tv/cortinillas-television-Ruben-Cortada-Divinity_2_1739880096.html

Intrygujacy festiwal i wykonawcy dance po 60tce:

http://www.divinity.es/divinity_tv/Divinity-Jukebox-Enrique-Iglesias-Bailando_2_1779780082.html

 

Przy okazji mozna zarazic sie miejscowymi przebojami roku – znacie ktorys?:

– Malu (ktora uparcie myle z Rosario)

– Red Russian (hiszpanska Bjork?)

– “Sube adrenalina”

Ale co to jest reggaeton (jesli jeszcze nei wiecie), nie chcecie wiedziec.

TWORCZOSC POKONFERENCYJNA

March 23, 2014

W ramach prezentowania pomyslow z konfy na naszej wewnetrznej konfie stworzylam te oto dwa cuda (przy pierwszym musicie stworzyc konto, ale jesli uczycie, to moze warto):

http://www.zimmertwins.com/node/1450919

http://www.grapheine.com/bombaytv/studio-en-b8141495a3f7aeaefb60ec5f1e3c4f11.html

SZAFIARKI

February 15, 2014

Moge sobie sluchac Josefa Ulsamera, ale moj blog jakis specjalnie intelektualny ostatnio nie jest – niestety poddaje sie nieco medialnej modzie na komentowanie idiotycznych trendow w popkulturze. Mam nadzieje, ze staram sie jednak przy tym korzystac z nieco bardziej wyrafinowanego doswiadczenia zyciowego – poza tym na blogu glownie zrzedze, moge wiec sobie pozrzedzic na popkulture, zamiast obsmarowywac Trzeciego Wspollokatora za to, ze zajal mi regal (regal stal rok pusty, ale jak go umylam, nagle zrobil sie atrakcyjny dla swojego prawowitego posiadacza) :p

Mam przy tym nadzieje, ze swoja postawa nie przekazuje swoim (mlodocianym) uczniom, ze te wszystkie zjawiska to cos nieslychanie fascynujacego. Ostatnio nieco zbulwersowal mnie zawodowy blog kolegi, na ktorym komentuje ze swoimi podopiecznymi najnowsze skandale – tyle, ze wiekszosci z nich nie kojarze, bo to jakies gify i memy, wsrod ktorych wydarzeniem roku jest lizanie mlotka. Najwyrazniej, jak sie nie wie, kto w Stanach lizal mlotek i kto w Polsce to nasladuje, to juz sie nie da czytac ani Wprostu, ani Newsweeka.

Szafiarki. Gdy pierwszy raz uslyszalam to slowo (padlo z ust Agu), pomyslalam o frywolitkach i hafciarkach, i wymyslilam sobie, ze to jakis typ rekodziela, ktory nagle stal sie popularny wsrod mlodych dziewczat. Tymczasem chodzi o cos takiego:

Co mam im do zarzucania? Wlasciwie niewiele. Po prostu sie dziwuje. Taka, na przyklad, corka premiera ubiera sie przeslicznie, ale nie mam pojecia, skad przecietna osoba mialaby brac na taki styl pieniadze, o praktycznych szczegolach w rodzaju “co robi sie na deszczu w welnianym plaszczu” nie wspominajac. Nie mialabym nic przeciwko wygladaniu jak Audrey Hepburn, ale nigdy nie udalo mi sie znalezc miejsca w moim zyciu na regularne depilowanie brwi, prasowanie mnie przerasta, a makijaz schodzi mi po 3 minutach, bo zawsze ma katar i chusteczke do nosa pod reka:

http://www.makelifeeasier.pl/tag/stroj-dnia

Tworczyni nastepnego bloga nie tylko znajduje czas na dobieranie pod kolor blezerkow – chociaz pracuje na pelny etat w marketingu, jest na biezaca ze wszystkimi mozliwymi trendami w makijazu i dbaniu o stan skory na rynkach azjatyckich, co umozliwilo jej przeobrazenie sie z malomiasteczkowej Polki w koreanska slodzinke. Sadzac po komentarzach, w jej slady poszly setki dziewczyn:

http://azjatyckicukier.blogspot.com.es/2014/01/nietypowe-techniki-makijazu-inspiracje.html

I na koniec szafiarka, ktora bywa. Stylem moze razic (i wole sobie nie wyobrazac rozmiarow jej garderoby), ale wlasciwie milo, ze ktos ma odwage na te wszystkie kolory i ekstrawaganckie dodatki. Tylko ten glos! Mniejsza o kontrast pomiedzy egzotyczna uroda a bezblednym polskim akcentem – ale czy musi byc to ta nieszczesna intonacja, jakze charakterystyczna dla wspolczesnych dziewczyn – intonacja, jak dla mnie, zaniedbanej przez logopede, rozentuzjazmowanej 13-latki. Droga Tamaro, blagam, ogladaj wiecej filmow z lat 60-tych! (Obawiam sie, ze jak tak dalej pojdzie, nie bede rozumiec, co do mnie mowia moje wnuki).

http://www.macademiangirl.com/2014/02/youtube-vlog-5-pytan-do-macademian-girl.html

KOINCYDENCJE I KAZUALIDADY

February 15, 2014

Sledze i lubie, i moze dlatego Wspolmieszkaniec nazywa mnie czasem “Amelie” (choc tak wlasciwe powinien uzywac zbitki  Laurant-Jeunet, czy jakos tak).

Ide sobie np. ulica, a chlopak przede mna ma na sobie zielono-niebieskie adodasy, ktore wlasnie sobie kupil Ru, a w tym samy momencie w radio w sluchawkach anonsuja corke Johnnego Casha, a ja wlasnie wrzucilam jego piosenke na bloga, ktore prowadze dla moich uczniow (thefcteam.wordpress.com).

Albo wczoraj, otworzylam pewna powiesc i rozdzial nazywal sie “Friday, February 14”, a akcja tejze powiesci rozgrywa sie jakies dwie godziny jazdy stad.

O moim ulubionym zbiegu okolicznosci dowiedzialam sie od Iwony, ktora posiada dwie kolezanki:

a) Asie, ktora zna nieco szwedzki i cale zycie wielbila Skandynawie, ze szczegolnym uwzglednieniem Aarhus, ale obecnie mieszka z tubylcem w Kraju B.

b) Asie, ktora zna nieco baskijski i cale zycie uwielbiala Kraj B., ale obecnie mieszka z tubylcem pod Aarhus.

Obie prowadza blogi. Z pewnych wzgledow ujawnie jedynie adres jednego z nich:

http://kimsserver.dk/tymczasem/index.php?post/2014/02/14/The-giraffe-must-die-czyli-awantura-o-Mariusa 

ZABAWKI

November 7, 2013

Jak widac, ostatnio, zamiast do dziennika, wszystkie moje durnowate przemyslenia i listy laduja tutaj 🙂 Ale trzeb akorzystac z z ycia, bo zapisalam sie na kurs ICT Learning i niedlugo zacznie sie mlyn.

Wczoraj wpadl mi w rece grubasny katalog ToysRUs. Oczywiscie bardzo seksistowski, ale natrafilam i na kilka milych niespodzianek:

1. Lalke-lekarke, ktora wprawdzie wyglada jak rozowa 7-latka z wielka glowa, ale ma fartuch i instrumenta wszelakie zarowno dla siebie , jak i dla swojej wlascicielki/wlasciciela

2. Miniaturowe kolorowe kolo garncarskie (przy okazji rozbawilo mnie hiszpanskie slowko “alfareria”)

3. Interaktywny globus ze specjalnym pisakiem-wskaznikiem i zbiorem map w szufladkach

4. Mikroskop (ja kochalam swoj mikroskop straszliwie i zbieralam rozne rzeczy do ogladania, do poznego nastolectwa)

5. Zestaw maly chemik (zawsze chcialam miec cos takiego)

6. Kusze dla dziewczynek

7. Lalki-elfy, ktore (nie wiem jak) same fruwaja pod twoja magiczna rozdzka

8. Wielki zestaw sztuczek magicznych (ja mialam stosowna ksiazke, ale nigdy mi sie nie chcialo przygotowac czy wynalezc akcesoriow)

9. Zestaw “moja mala stajnia” z 4 konmi i roznymi narzedziami do utrzymywania ich i ich boksow w czystosci

10. Rodzinka krolweska swinki Peppy – sliczne figurki

O najgorszych zabawkach moze sie jeszcze rozpisze, na razie trzeba mi do pracy – na szczescie na dworze slonce i 21 stopni 🙂

GOOGLOWANIE

January 25, 2012

Wzorem Zamaskowanego Anglisty postanowiłam sprawdzić, co też wpisali w Googla ludzie, którzy wylądowali na mojej stronie, i wyniki są rzeczywiście fascynujące: “anegdoty o telefonach”, “nagie szczupłe panie”, “miłość w póżnym wieku u mężczyzn”, “zara home taca z macicą perłową”, “schody ruchome rozwiazania”, “elektryczna drapaczka do plecow” i mój faworyt: “gdzie kupic meduzy”!

CITY GAMES

January 6, 2012

Basque graffiti, the beach, meeting loads of new people and trying to spend my free time with them – all of this made me realise a couple of days ago that although most of my friends know SOME city games, few people seem to know ALL of those I know, and even fewer have actually tried them. And so I’ve decided to write this post – to teach you, to learn from you and to encourage you to go out and have fun doing something different.

“City games” is just a name I came up with – for some of them you don’t have to be in a city and others are not games as such at all. My list isn’t also perfectly logical – high-tech RPGs are narratives as well for example – nor is it finished. What I describe below are just my favourites accompanied by a few obvious examples that everyone has heard about. Do let me know if you’ve come across something else and generally any comments are welcomed.

1. Sports

a) parkour

Parkour, an extreme sport invented  in France in the 1990s, is basically about going from A to B in urban space without caring about obstacles and so, as you can imagine, it includes lots of climbing, jumping and trespassing.

http://en.wikipedia.org/wiki/Parkour

b) “city surfing”

‘City surfing” (“city snowboarding”), one of my favourite pastimes since I was a kid, is simply about standing in means of public transport (buses or older types of trams) with your hands in the air. It’s great because buses in trams have their routes, so after some time you learn the degree of difficulty of each route and you can practice a particularly tricky turn or something – those of you who live in my hometown – check out ulica Gwarna! And if it gets really rough, just try jumping up and down as often as you can 🙂

My nicest memory connected with city surfing is surfing with Nat and Mat on a bus in Bydgoszcz, all of us still wearing stage make-up after a show.

2. Art

a) altering a graffiti

Change the spelling of a graffiti (using bluetacked pieces of paper, your bodies or… black panty liners), so that it says something else. Here in Donostia I’m thinking of changing some of the “gora” ones (e.g. “Gora Euskal Herria” – “gora” means “up” in Basque) into Polish “górą” (“górą Kraj Basków”), which – surprise, surprise – as a phrase means exactly the same!

b) “beach circles”

Go to the beach at night. Make a huge shape in the sand. Come back in the morning (when you’re sober?) to see the result. Remember that some beaches are raked in the mornings.

c) “the wall”

Make a long line out of pebbles, shells or any other available material (on a Baltic beach I make lines that join the dunes/cliff with the water). Beware of German tourists, who tend to stop at your line and ask if they can cross it.

3. Narratives

a) pretending to be tourists in a shitty place

To the amazement of local population. Sometimes you do discover lovely, little-known places – happened with me and Trollhättan, where I went on purpose for a week, not really sure if I’m not crazy. My next destination –Irun 😉

You can also visit some really dull places (the Concrete Museum, anyone?) and make the best of it 😀

b) pretending to be tourists in a place you know nothing about

Also happens if you’re visited by a particularly talkative guest – you’re the host but they do all the talking about the tourist attractions you’re showing them.

c) pretending to be a tourist guide or the owner of the place in a large building

If you’ve visited a palace (or something similar) with me, you might remember me pretending to be a duchess, waving my fan and explaining to you how we’ve refurbished the dining room 🙂

d) changing a space into your flat or bedroom

Useful if you’re stuck in a queue – just imagine how you’d adapt a given space to suit your needs. Dunno, might not be as exciting for someone who didn’t plan to study archutecture…

4. Puzzles

a) treasure hunt

http://en.wikipedia.org/wiki/Treasure_hunt_(game)

b) paper chase

http://en.wikipedia.org/wiki/Paper_Chase_(game)

c) Fort Boyard

Requires lots of effort and preparation but is doable – done it once (in a flat) for my little cousin (children are easier to impress).

http://en.wikipedia.org/wiki/Fort_Boyard_(TV_series)

5. Collecting things

a) scavenger hunt

Most entertaining in a large shared flat or halls of residence (oh, UWIC Cyncoed Campus…)

http://en.wikipedia.org/wiki/Scavenger_hunt

b) photo safari

My favourite subjects are “England in x” an “Japan in x” – take a photo in Wrocław and tell everyone it’s Oxford.

c) supermarket hunt

Go to a supermarket and buy five weirdest things you can find that you wouldn’t normally buy. Particularly rewarding in a foreign country where you don’t understand the labels and you end up using pea soup as bread spread.

6. High-tech games

http://en.wikipedia.org/wiki/Location-based_game

FIN

“Let’s go outside
In the sunshine
I know you want to
But you can’t say yes
Let’s go outside
In the moonshine
Take me to the places that I love best”