Archive for the ‘Music’ Category

THE LIBRARY-READY BODY CHALLENGE DOES YOGA (1)

July 24, 2016

The easiest asana in the world if you can sit straight. Well, I can’t, as the doctor who needed several attempts to put in my epidural can confirm. But I like the way in which words flow out of this nice yogini’s mouth. Recommended with some Gamelan Degung on Spotify in the background – and raw satay spring rolls in your stomach.

 

PŁOTECZKI MUZYCZNE (2)

September 19, 2014

Kategoria drugiego tygodnia to nieznane B-side’y, co oznacza również, że wszystkie piosenki będą pochodziły z czasów, kiedy królowały jeszcze winyle. Fani mieli wtedy co spamiętywać – co wyszło na ilu calach, co było na drugiej stronie… (jeszcze w 1996 roku szykowałam sobie prymitywne testy komputerowe z pytaniami tego typu). Czasami na B-side’ach kryje się cały album, którego zdecydowano się jednak nie wydawać – ponoć jest tak w przypadku „Joshua Tree”. Wydawano też mini-albumy. „Love comes tumbling” U2 znajdziecie na „Wide Awake in America” z 1985 (ja mam go na CD, ale przynajmniej kupiłam go tyle lat temu, że musiałam pojechać po niego do Anglii, bo Internet był jeszcze w powijakach).

Pora na klasycznego B-side’a, na winylu i z epoki. Myślicie, że po latach przy 88.4FM, a może i nawet uczestnictwa w autentycznych kolacjach z tatarem i grzankami (lub ewentualnie tańcowania w „piekiełku” ośrodka wczasowego w Mierzynie) znacie wszystkie warte zapamiętania piosenki Boney M.? Komentarz zawodowy: „Nightflight to Venus” można wykorzystać nie tylko do wygibasów na wrotkach, ale i do małego „listening comprehension” (=co mowia w kokpicie)

Kolejne „listening comprehension” oparte na dialogu wplecionym w piosenkę oferuje perełka ze strony B debiutanckiego albumu Seala (albumu o bardzo skomplikowanej nazwie, której celowo tu nie podam, co byście sobie nad nią łamali głowy). Utwór nazywa się „Violet”. Jeśli ktoś chce się pobawić w Sherlocka, może wyszukać, z jakiego filmu pochodzą skrawki dźwiękowe, a jeśli ma doktorat z literatury – skąd wziął się tytuł (bo chyba nie o siostrę Hiacynty chodzi :p).
„Violet” to jedna z nielicznych piosenek, które (podobnie jak „Missing” Everything but the Girl) nieodparcie (i nie wiedzieć czemu) kojarzą mi się z Londynem.

“Oh Father” Madonny bylo czwartym singlem z “Like a Prayer”, ale nie sadze, zebyscie w 1989 roku kupowali amerykanskie single – dla mnie pozostanie utworem ze strony B. Madonna to nie tylko taka pani, co to kopiuje najgoretsze rytmy roku, a to posilkujac sie Abba, a to udajac, ze jest japonska wersja Björk. To nie tylko taka pani, co to szokuje latajac w biustonoszu – a raczej szokowala, bo dzis bez biustonosza ani rusz w szolbiznesie, biustonosz wiec pozostal, a szok powoduje raczej wiek jego nosicielki, prezentujacej swoje wdzieki na Inscie. Kiedys (ach, kiedys, bo ja taka stara juz jestem) probowala ciezszych tematow, takich jak zmierzenie sie ze smiercia wlasnej matki, ktora zmarla na raka piersi, gdy M. miala piec lat. Taki odpowiednik “Lemon” U2, tyle ze z lepszym wideoklipem, nominowanym do Grammy.

Jakieś takie smutnawe te moje B-side’y, wiec na sobotę wybrałam coś pogodnego. Jamiroquai kojarzy się z wyrazistymi rytmami w stylu funk, do których można prowadzić jedno z szybkich aut z kolekcji ukaranego odebraniem prawa jazdy Jay Kaya (dzieci, nie mylić z Jay Z). To raczej muzyką aktywnych wieczorów niż leniwych poranków. A tu, na pewnej stronie B, niespodzianka: rozkołysany hamak, rozkołysane palmy, rozkołysani my. Po prostu “Morning Glory”.

Dawno dawno temu, kiedy napady nieśmiałości mogłam jeszcze tłumaczyć młodym wiekiem, spodobał mi się dwa promowane w stacjach muzycznych duety, wybrałam się więc do kultowego sklepu Rock-long-luck celem zakupienia stosownej płyty. “Duets poproszę” wydukałam do sprzedawcy onieśmielona jego ramoneską/tatuażami/dreadami (czy co tam miał). “Sinatry czy Eltona Johna?”. Nie wiedziałam, że są dwa. Zaniemówiłam. “Eee, to może pierwszy album The Cranberries?” (o tytule chyba najdłuższym w historii rocka). Słuchałam go na okrągło na Erasmusie – z perspektywy czasu, nie było to chyba zbyt zdrowe i potrzebowałam Prozacu albo terapii. Ale “Sunday” do dziś mnie zachwyca. Sunday, melancholic Sunday.

Piosenka jest mroczna, album jest mroczny, grupa też zrobiła się mroczna po odrzuceniu dyskotekowych rytmów pana z Erasure i Yazoo. To wprawdzie nie “Black celebration”, ale okładka ciemna jak noc i oczywiście zaprojektowana przez Antona Corbijna (czego ten człowiek się nie chwytał, poświęcę mu kategorię). Muzyka, według mnie, ponadczasowa. “The Sweetest Perfection”Depeche Mode – jeśli utożsamiacie się z tekstem, to pędem na kozetkę albo do biblioteki po Johna Graya.

MUZYCZNE PŁOTECZKI (1)

September 15, 2014

To taka moja nowa inicjatywa facebookowa: “jedna okołowzrockowa piosenka dziennie skomentowana raczej w sposób spersonalizowany (spiosenkowany?) niż wikipedyjny. Każdy tydzień to osobna kategoria”.

Kategoria na pierwszy tydzień: piosenki, które brzmią, jakby były z innej dekady. Przynajmniej moim skromnym zdaniem. Na przykład takie “Homesick”Kings of Convenience- KOC – norweskiego duetu, który, jak chce, brzmi zupełnie jak Simon & Garfunkel, czego jest zresztą w pełni świadomy. Hołd to, nawiązanie, kopiowanie czy parodia? Ja wolę myśleć, że hołd, a wręcz taka mała reinkarnacja A zaczynam od KOC, bo odkryłam ich właśnie na FB, poprzez post kolegi. Spokojnie, o polskim KOCu też będzie

Podczas gdy chłopców z Kings of Convenience- KOC można spokojnie słuchać przyglądając się Benowi i Elaine w autobusie, ich gość z płyty „Riot on an empty street”, Feist, świetnie wpasowuje się w klimaty późniejsze o dekadę. „Let it die” kupiłam w ciemno zauroczona jej głosem i przyznaję ze wstydem, że przesłuchując go po raz pierwszy byłam przekonana, że to kolekcja coverów. Takie „One evening” na przykład brzmi zupełnie jak Marvin Gaye. Drugi nieoczekiwany plus: perfekcyjny francuski akcent. Ach, te Kanadyjki!

Ok, wspomniałam lata sześćdziesiąte, lata siedemdziesiąte, co z osiemdziesiątymi? Nie znam niestety zbyt wielu piosenek, które starają się naśladować to, co najlepsze, w moim ulubionym muzycznym dziesięcioleciu, a co dopiero takie, które robią to dobrze. Większość artystów zdaje się uważać, że wystarczy pożyczyć jakiś charakterystyczny sample. Oczywiście nie znam wszystkich sampli świata, ale nie zamierzam sprawdzać każdej piosenki w Wikipedii – wystarczy, że brzmi świeżo, jak jakaś nieodkryta perełka sprzed trzydziestu lat. Tak jak „Sprawl II” Arcade Fire.

Większość lubianych przeze mnie piosenek nawiązujących do poprzednich dekad czerpie inspiracje z lat sześćdziesiątych. Można to zrobić na trzy sposoby: komponując utwór, który absolutnie niczym nie zdradza się ze swoim późniejszym pochodzeniem, używając sampli czy coveru do stworzenia czegoś nowoczesnego, ale o sprawdzonej chwytliwości, albo zaskakując słuchacza współczesnym brzmieniem w samym środku piosenki udającej dużo starszą, tak jak to zrobił Beck w „New Pollution”. Szkoda, że scjentolog.

I kolejna wariacja na temat zapozyczen z innych dekad – a takze kolejny (swietny) album, ktory brzmi jak kolekcja coverow: “Memphis circa 3am” John Paul Keitha z 2013r. Nie wiem, czy facet sam sobie zmienil imiona i nazwisko czy tez mial rodzicow-fanatykow, w kazdym razie juz na pierwszy rzut oka widac, czym sie inspiruje. Kazda piosenka z plyty prowokuje do zadania sobie pytania w stylu “To to nie Orbison?” albo “To nie lecialo w Pulp Fiction?”. Przy “Almost you”, na przyklad, az sie prosi, zeby spiewal inny John, choc rownie chuderlawy…

Na koniec dwa odstepstwa od kategorii tygodnia, ale cos, co mi sie z nia skojarzylo.Na pierwszy ogien niech pojdzie zespol, ktory, czego nigdy bym sie o nim nie spodziewala, doskonale nasladuje gigantow z Pink Floyd, a dokladniej “Division Bell” z 1994 roku. “Jest super” T-love jest tylko 3 lata starsze, ale warte wyroznienia.

I wreszcie, w ostatnim wpisie pierwszej kategorii, chciałabym odwrócić ją do góry nogami – istnieją przecież piosenki-prokursorki, wyprzedające dany nurt czasem i o dziesięciolecia. Nie mam dostatecznej wiedzy na ten temat (polecam stary serial dokumentalny „Dancing in the street”), ale sama odkryłam jeden taki utwór – “Cow cow boogie” Elli Fitzgerald z 1943 roku, który przywodzi mi na myśl klasycznego Elvisa Presleya.

 

 

 

NJUSY Z D… DONOSTII

July 21, 2014

Z głośnika Suita D-mol Haendla z Marą Galassi na walijskiej harfie – idealny Muzak, a i płyta sama w sobie o wiele ładniejsza niż pierwsza brzegu Hildegarda von Bingen: bladoróżowa, z fioletowymi literami i delikatnym rysunkiem wachlarza. Nie ma to jak kartonowe płyty z muzyką poważną! Gdyby komuś mało było wrażeń, biblioteka, z której je biorę, pięknie w środku pachnie, a nazywa się romantycznie i tajemniczo „Koldo Mitxelena”.

Ostatnio się trochę dopieszczam intelektualnie – nawet The Economist zapronumerowalam, ale pierwszy numer spoznia sie juz trzy tygodnie, co mnie absolutnie nie dziwi, bo tutejsze uslugi pocztowe wolaja o pomste do nieba. Poprzednim razem ktos nakleil naklejke z kodem kreskowym na adres na paczce od mamy. Naklejke odkleili, ale razem z tuszem dlugopisu. Wprawdzie wystarczylo zajrzec na spod naklejki, zeby zobaczyc adres w lustrzanym odbiciu, ale na to juz nikt nie wpadl.

Poki co dopieszczam sie wiec muzyka barokowa i Murakamim po hiszpansku – „Baila, baila, baila” (tytul oryginalny „Dansu, dansu, dansu”). Nie wiem, jakie byly zamierzenia autora, ale dla mnie to studium ciagat czy tez neuroz mezczyzn w wieku srednim (na szczescie nieco subtelniejsze niz „Dzienniki” Mrozka) oraz rozbuchanego kapitalizmu, w ktorym bez mrugniecia okiem mozna jesc na miescie trzy razy dziennie, obkupujac sie w plyty i czasopisma. Przywodzi mi to teraz na mysl bohaterow trylogii „Millenium”, ktorzy po kilku drinkach, zamiast wrocic taksowka do domu, zostawali na noc w czterogwiazdkowym hotelu, a rano kupowali sobie bielizne i ubranie na zmiane.

Murakami juz skonczony, wiec czas na „Camino” Josemarii Escrivy. Jakby ktos nie wiedzial, to zalozyciel Opus Dei. 82. wydanie w jezyku hiszpanskim podarowala mi ciocia Carmen z Pamplony, ktora nawrocila sie niespodziewanie w czasach studenckich, w wyniku czego nie moge w jej domu dzielic sypialni z jej bratankiem.

Ostatnio jakos czesto mysle o religii, glownie chyba dlatego, ze podczytuje zydowski portal Kveller. O ile wiara jest dla mi czyms zupelnie obcym, nie obwinialabym religii za spory odsetek konfliktow na swiecie. Ludzie lubia sie nienawidziec i zapewne znalezliby sobie jakis inny powod. Mimo staran patrona mojego liceum, nadal przeciez wielu wierzy, ze Bog jest panem z broda. Jak powiedzial William Vanstone: „Kosciol jest jak miejski basen – najglosniej jest tam, gdzie najplyciej”.

PS. Opus poszlo w odstawke, bo pozeram “the Help”.

TOP 10 SEXY SONGS – FOR WOMEN

May 30, 2014

Yesterday I discovered a Youtube channel called WatchMojo.com – I wanted to see the video to “Ice Ice Baby” (strictly for the sake of my recent “Sample” post) and came across their amusing Top 10 lists of ridiculous videos from the 90s and 80s. What happened later is easy to predict – instead of dusting the flat, I kept browsing and clicked on yet another compilation, this time of Top 10 Sexiest Music Videos.

Was I disgusted or something? No, but I should have expected this – they were all for boys! (Except one – or two, if you are into Thicke´s suits) So I started thinking – what would my private list be like? Are there any music videos from the early 90s featuring bare-chested Kevin Costner? Did Barbra Streisand´s first husband embarked on a music career?

First thoughts – in general, male musicians are not as sexy as, say, rugby players. Have you seen David Gahan in the lasts seconds of “I feel you”? Oh, come on, man, go to the gym! 😉 Of course, what might work for you is, dunno, Lenny Kravitz, but, personally, I don´t seem to label vocalists as sexy, as readily as I do it with their female counterparts.

Another issue is what sexiness is. For me. For women. I don´t need a skimpily clad Calvin Klein model to call a song sexy. It´s the song itself might be steamy, or the singer´s voice. Also, unlike most men, I do find some women attractive, although I have an impression that I perceive them as beautiful objects rather than as possible sexual partners.

Here is my private list then – naturally, totally biased. I´m not inserting links so that you could see the videos from the very beginning.

 

10. Robbie Williams “Millenium”

When I look at this face, despite the impish smile, I see a drug addict and an alcoholic, but I wouldn´t mind limiting this video to the scenes with Robbie in the dressing gown and Robbie on the boat. (Robbie does appear stark naked in a few clips but they are so bereft of any sparkle that I give them a miss).

 

9. Janet Jackson “Someday is tonight”

I´ve just realised this is not a video! Ha, ha, I must be a really imaginative person then. Well, anyway, this is a typical example of what in Polish is called a “between-the-sheets song” (“poscielowa”) – a song you can make love to (or rather, indulge in foreplay to), featuring R&B rhythms, whispers, rain, sax and Janet Jackson going Meg Ryan (I would skip that part if I were you though).

 

8. Prince “When the doves cry”

While it is true that Prince is even skinnier than David Gahan, honestly, how many music videos do you know with straight men emerging slowly from bathtubs and walking slowly on all fours? Among flowers? I admit to a penchant for black leather, too.

 

7. Tina Turner and Barry White (not Antonio Banderas, please!) “In your Wildest Dreams”

I´ll give you the link this time because this one is difficult to find. Not only a perfect “between-the-sheets” song, but sheer pleasure to watch Tina and her tastefully moving dancers (mind how relatively small their boob are!).

 

6. David Bowie “Modern Love”

Just the first seconds. I don´t care what he´s murmuring about, but it makes you want to be his little China girl :p

 

5. Chris Isaac “Wicked Game”

A classic. Beautiful black and white shots, everything very tasteful and romantic. Chris is very cute too and the wrinkles on his forehead remind me of another heartthrob, Luke Perry.

 

4. Tangerine Dream “Love on a Real Train”

I´m not a fan of scientology but ever since Robin Hood met Clannad I melt to most of electronic music. Warning: they are having sex indeed!

 

3. Kylie Minogue ” Slow” (Chemical Brothers Remix)

a) Over 7 minutes of Chemical Brothers genius while b) Kylie c) (in a wetsuit) has a fit d) in slow motion e) surrounded by male models in trunks f) at a swimming pool in Barcelona

 

2. U2 “With or WithoutYou”

A skimpily clad, muscular rockstar singing about sexual intercourse in a voice the texture of milk chocolate… (Now you know who I had a cruch on back in secondary school). PS. Short men age mercilessly…

 

1.  U2 “Red Hill Mining Town”

A skimpily clad, muscular rockstar singing about miners? Yes, because he got very very sweaty down the mine, and let his hair down too.

 

Very subjective as you can see. What about your suggestions?

SAMPLE

May 11, 2014

Prywatnego notatnika ciag dalszy.

Czasami denerwuje mnie, ze ludzie zachwycaja sie jakas piosenka, nie wiedzac, ze to cover albo ze zawiera “sampla” z wczesniejszego hitu. Poniewaz odkrylam dzis pochodzenie jednego z takich sampli, postanowilam zamiescic tu wiecej takich par.

 

1. Dzisiejsze odkrycie (via miejscowe rock efe eme), czyli Ru nie moze uwierzyc, czego to ludzie nie przerobia na techno. Ja, jako child of the 90s, wole jednak przerobke :p

 

2. A propos przerabiania na techno: ponizsza piosenka stala sie tak popularna w wersji Balearic, ze za Chiny nie mozna znalezc starej krotszej wersji akustycznej w Internecie – nawet tam, gdzie niby jest album w calosci (Last FM), w miejscu lirycznego oryginalu jest remix umpa umpa. Doszlo do tego, ze sama piosenkarka imituje ow remix na swoich koncertach, tyle ze w wersji unplugged. Aaaagh!

 

3. Ok, przechodze do klasykow. Przejdzcie do koncowek obu utworow:

 

4. A mysleliscie, ze ten Will to taki utalentowany… (bywa, bywa)

(odkrylam oryginal ogladajac po latach “Duzego” z Tomem Hanksem)

 

5. Will zreszta lubi podkradac, w koncu jest raperem.

(fajne efekty wizualne, ale po co dwa razy “Asian” w jednej linijce?)

 

6. Raperzy potrafia jednak coverowac z wiekszym wdziekiem (chociaz cycki are a must:

 

7. Ale da sie i bez cyckow:

 

8.. O tym wszyscy wiedza, ale obie piosenki fajne

 

I tak w nieskonczonosc…

Czasami tez nie chodzi o sample, ale o podobne wykorzystanie instrumentow (a moze i zapatrzenie). Np. posluchajcie poczatkow obu ponizszych piosenek (by the way, od piatej minuty Rea szaleje jak Jamiroquai 🙂

Albo z rodzinnego podworka:

NORTHERN EXPOSURE CREDIT SONGS

April 19, 2014

When I was a teenager I imagined I was employed by Maurice after becoming an architect and winning an EU Young Talents Competition – but then Bono made me come back to Europe 😉

 

Season 2 Episode 5

 

Season 4 Episode 18

 

Season 6 Episode 15

 

Season 6 Last episode ever

 

(to be continued)

1989-1994

April 16, 2014

Mialam pojechac na 5-10 dni do Fontainebleau, mekki boulder climbing pod Paryzem, ale przeziebienie i mieszkanie w namiocie nie ida ze soba w parze, wiec zostalam w domu. Mam nadzieje wydobrzec do wtorku (w planach Segovia i Toledo), a w miedzyczasie pisac, planowac, gotowac i ogladac “Przystanki Alaska” z polskim lektorem 🙂

Pierwsza “Alaske” wyemitowano w roku 1990 – w Polsce sadze, ze 3 lata pozniej. Pamietam, ze wyszlam wczesniej z balu osmioklasisty, zeby jak co piatek obejrzec kolejny odcinek.

Przy okazji chcialam przypomniec kilka piosenek, ktore przenosza mnie w tamte czasy, od nagrywanych przez nas na wideo teledyskow anonsowanych przez Marka Niedzwieckiego (1989), po samobojstwo K.C. (1994), o ktorym poinformowala mnie w sklepie na Keplera niejaka Asia Kalek, obecnie specjalistka Kruka od diamentow. Tylko dlaczego we wtorek nie bylam w szkole? A, bo to Wielkanoc byla. Potem ogladalam pol dnia MTV News ubrana w czarne body mojej mamy.

Moglabym tu oczywiscie umiescic “Wicked Game” czy “Come as you are”, ale chcialam Was troszeczke zaskoczyc. Still, it´s all so early 90s! 🙂

 

1. Wiekszosc piosenek Martiki brzmi zupelnie jak rownolegle albumy Madonny, ale ta ma swoj wdziek (1991):

 

2. Poprzedniczka Natalii P. w roku 1993:

 

3. Album “Like a Prayer” mialam na kasecie (jeszcze czarnej, a nie przezroczystej), ktorej okladke sama narysowalam pisakami. Czy ktorekolwiek z Was przesluchalo go w calosci? Jest naprawde swietny i miejscami mocno wzruszajacy. Madonna i Sean Penn rozwiedli sie wlasnie w roku 1989. (BTW, jesli kogos kreci Penn, to polecam teledysk do “This is not America” Bowiego i Metheny´ego, ale to inna epoka)

 

4. Jako nastolatka mialam bzika na punkcie Irlandii – byl to bzik absolutnie niezwiazany z rzeczywistoscia, jak to z nastolatkami bywa (patrz uwielbienie dla sredniowiecza a la fantasy np.). Nie pamietam od czego sie to zaczelo, bo na pewno ani od U2, ani od Roddy´ego Doyla, ktorych odkrylam znacznie pozniej (tzn. w 1995). Czyzby az tak oczarowal mnie niebieski przewodnik Let´s Go? Wytropie to kiedys, tak jak udalo mi sie wytropic moje uwielbienie do roslych ninja bawiacych sie mieczami 🙂 Wracajac do naszego utworu, niby klasyk, ale nigdy nie slyszalam lepszej jego wersji. Na okrase, w tle slychac typowo kejtbuszowski basik, chociaz sama Kate Bush w swojej interpretacji polegla.

 

5. Za pierwszym razem tylko posluchajcie z zamknietymi oczami i jesli nie znacie tej mrocznej piosenki, to zgadnijcie ku swojej uciesze, kto spiewa od 1:20. (1989)

 

6. Enya meets a guy with an axe in a motel diner. Niezapomniany roleplay u Hani A. (Keplera 3) z udzialem zaslon, ciemnych okularow i kapeluszy. Przeczytalam kilka dni temu, ze dla wielu osob wlasnie od tego zaczela sie w Polsce nowoczesna telewizja – tylko dlaczego rodzice pozwalali mi to ogladac? ;P Rodzice, dziekuje! (1989)

 

7. Moja lista nie bylaby kompletna bez house´u. Stare dobre czasy, kiedy dziewczyna spiewajaca disco mogla miec na sobie elegancki kostium zamiast siatkowego bikini. (1993)

 

8. Czas na chill-out? Przeniesmy sie to the chilly north. Nie, nie, nie zaserwuje wam ani Roxette, ani Ace of Base 😉 Kolejna kaseta i mysle, ze ciekawa lekcja tolerancji for w tweenie I was back in 1990.

 

9. Polski ambitniejszy pop z tamtych czasow to dla mnie saksofony (czyzby sciagniete z Wong Kar Waia?) i pierwsze grafomanskie teksty z linijkami konczacymi sie slowami “bardzo tak” lub “to”. Album “Kochac inaczej” De Mono zna chyba kazdy (choc jego tytul to raczej tylko uczestnicy “Jaka to melodia”), wrzucam wiec cos innego – film zignorujcie (poza “Slodka noca” grupy Rezerwat), najlepsze saksofony od 01:13:22 (boze, jaka ja mam dobra pamiec). (1989)

A jesli zastanawiacie sie, skad znacie ten instrumental, to ze slowami macie go tu:

 

10. Na koniec z przytupem. Polski rock nie musial byc smutny. (1989)

 

To juz 25 lat!

 

Nic to, this is ladies´night – ide ogladac na kablowce Grey´s Anatomy.

THE LOST COLLECTION

April 4, 2014

Chcialam sie pozalic w najnowszym poscie na “Brooklyn” Colma Toibina, ale liczne 2-gwiazdkowe recenzje na Amazonie zawieraja juz wszystkie moje uwagi. Jako ze niedawno natknelam sie na kilka tytulow slynnych autorow, ktore wydaja sie nudne i przewidywalne, by pod koniec zaskoczyc czytelnika swoja przenikliwoscia (“Success” Amisa, “On Chesil Beach” McEwana), dalam tej wychwalanej pod niebiosa przez krytykow powiesci szanse, ale pod koniec nuda i rozczarowanie przeszly w niesmak. Moze jednak jest tam podwojne dno i cala ksiazka to jedno wielkie niedopowiedzenie? Bezplciowa Gillmore Girl ma nam pomoc zrozumiec, skad wziely sie te wszystkie zimne, niewierne, bezwolne zony w amerykanskich powiesciach z lat 60tych? Jesli ktos czytal Toibina, chetnie wdam sie w dyskusje.

A tak z innej beczki, dzieki Spotify moge wrocic do zawartosci pewnej gornej szuflady pod pewna sliczna lampa. Rimbaud w interpretacji Zazou nadal trzeba youtubowac, ale voila:

1.  “Lambarena: Bach to Africa” [cos dla Marceliny?]

2. “Music of the Spanish Renaissance” by Shirley Rumsey [do nauki hiszpanskiego :p]

3. “Travel-Log” by J.J. Cale [road blues dla opornych]

4. “It´ll End in Tears” [Agu?]

5. The Alan Parson´s Project “Tales of Mystery and Imagination” [Edgar Allan Poe meets 80s electro]

(…)

Nic to, trzeba mi robic zakupy przed praca i weekendowym wyjazdem do Arnedillo – zabieram siate zarcia, co by sie nie skusic na jagniecine gospodarzy.

KROLOWA PANTALYKOW

February 21, 2014

Czyli jak nauczyc dziecko slow w rodzaju “powabna” i delikatnego obchodzenia sie z winylami, a przy okazji rozkochac w muzyce klasycznej. Z serii “wspomnienia” zainspirowanej przez Iw M-G. (Emocje siegaja zenitu i nie wiem, jak pojde popoludniu do pracy, majac te skarby znowu pod reka)

http://w748.wrzuta.pl/audio/9JDlyhMPK8K/alicja_w_krainie_czarow

http://w961.wrzuta.pl/audio/8d1mZvVEfBN/bajki-grajki_nr_48_-_osla_skorka

http://maqtka.wrzuta.pl/audio/7BJiYSczPdQ/pan_ropuch_-_sluchowisko_dla_dzieci

http://www.youtube.com/watch?v=RKSp-EcY3Wk

PS. Mamo, czy ja jeszcze czegos sluchalam po 50x, bo nie pamietam?