Archive for the ‘Puns’ Category

Filuś i Ziutka (2)

January 8, 2009

Ziutka domagała się bajki. I to wcale nie na dobranoc. Lubiła wysłuchać bajki tuż po przebudzeniu, bo przecież historyjka mogła być straszna i wywołać nocne koszmary. Ziutka nigdy jeszcze nie miała koszmaru, ale nasłuchała się jak żali się na nie ciocia Lusia. Koszmary cioci nie były byle jakie, ale wojskowe. Ciocia narzekała zawsze, że są bardzo głośne i że się w końcu przez nie wyprowadzi, takie to były koszmary wojskowe, pewnie pełne wybuchów i strzelanin. Ale Ziutka, jeśli i ją dopadłyby takie złe sny, była zbyt mała, żeby się ot tak wyprowadzić, dlatego dbała bardzo o to, aby nic zakłóciło jej nocnego wypoczynku. I domagała się bajek rano.

   – Opowiedz mi jakąś dobradzienkę Filusiu, proooooszę.

   – Dobrze, ale mi nie przerywaj. – łaskawie zgodził się Filuś. – Dawno, dawno temu, w zeszłą sobotę, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, Staszek Dzierlatka został zmuszony do rodzinnego wyjścia do ogrodu zoologicznego. Zmuszony, ponieważ był środek lata, a Stach bardzo nie lubił się opalać i, jak to u osób unikających słońca bywa, był bardzo blady. Na szczęście, w połowie spaceru rodzinka Stacha, złożona z mamusi, tatusia i siedmiu siostrzyczek, postanowiła spożyć zabrane z domu bułeczki i przysiadła nad stawem. Stach nareszcie mógł schronić się w cieniu. Traf chciał, że w tym samym cieniu, pod okazałym platanem, znajdowała się malutka wioska, wioska tak tycia, że skrytej w cieniu można było w ogóle nie zauważyć. I tak blady Stach padł na wioskę.       

   – Czy to już wszystko?

   – Oczywiście, że nie. Mówiłem ci, żebyś mi nie przerywała. Staszek zerwał się natychmiast na równe nogi, a …

   – Jakie nogi?

   – Równe. Proste. Jak się kładziesz, to przecież zginasz nogi.

   – A z czego się zerwał. To on wszedł na to drzewo ?

   – On się poderwał, a nie urwał. Urwać to się można z choinki, a nie z platanu. A Stach się zerwał, czyli wstał raptownie i wydał z siebie donośny okrzyk. Tylko nie pytaj się w jakim wydawnictwie go wydał. Okrzyk popędził na falach dźwiękowych w stronę sióstr Stacha i, jak na donośny okrzyk przystało, doniósł im, że Stach potrzebuje pomocy, z którą natychmiast mu pospieszyły. I one nie dostrzegły wioski, doszły więc do wniosku, a zajęło im to zaledwie minutkę, albowiem wniosek ten leżał niedaleko, że ich ukochany brat doznał porażenia słonecznego. Odtąd już nikt nie zmuszał Staszka Dzierlatki do przebywania na słońcu. Postanowiono jednak, dla zachowania równowagi, zachęcić go do przebywania na Księżycu i wysłano do szkoły dla kosmonautów. Ale to już zupełnie inna historia.        

Advertisements

Filuś i Ziutka (1)

January 8, 2009

Filuś i Ziutka postanowili napisać o sobie książkę.

   – To, że nie potrafimy jeszcze pisać wcale nie stoi  nam na przeszkodzie. – oznajmił Filuś przejętej Ziutce pewnego zimowego poranka. – My sobie tę książkę po prostu zapamiętamy, wymyślimy ją i nauczymy się jej na pamięć, a potem będziemy przekazywać ustnie następnym pokoleniom.

   – Ale ja nie znam żadnego pokolenia. – przestraszyła się Ziutka, która wyobraziła sobie jak stojąc na chwiejnym taborecie wchuchuje groźnie wyglądającemu pokoleniowi ich książkę do buzi, a następny w kolejce pokoleń krzyczy na nią, że ma wchuchiwać staranniej, bo przekazywanie książki to ważna rzecz.

   – Bo one się dopiero muszą pojawić. Najpierw my pobędziemy sobie pokoleniem, a dopiero potem przyjdzie następne. A my przekażemy im naszą książkę, żeby o nas pamiętali. – głos Filusia był pełen dumy, jak przystało na głos człowieka, który wie, że przejdzie do historii.

   – To ja też jestem pokoleniem? – Ziutka nie wiedziała czy się cieszyć czy smucić. Jeśli i ona była pokoleniem, to te następne nie musiały być wcale takie groźne. Ale dlaczego miała być pokoleniem? – Przecież nie leżę cały dzień na tapczanie, prawda? Nie jestem bezrobotna?

   – Ojej, pokolenie nie znaczy to samo co lenie. – zdenerwował się Filuś  – A bezrobotna jesteś, bo nie chodzisz do pracy. Nie zarabiasz pieniędzy. No, ale ty jeszcze nie musisz, więc nikt się tym nie przejmuje. Jak ktoś jest już duży i bezrobotny, to wtedy dopiero jest bardzo smutno.

   – A Ujek, jak mówił, że jest bezrobotny, to leżał cały dzień na tapczanie. – powiedziała przekornie Ziutka, która zrozumiała już, że bezrobotny to nie to samo co leniwy, ale chciała się jeszcze trochę podrażnić.

   – Bo Ujek był w depresji. Depresja to takie miejsce, które leży niżej niż morze, więc trudno się z niej wygrzebać. A Ujek miał depresję w głowie, więc nikt nie mógł mu pomóc wyjść z takiego dołka, bo przecież nie można wejść komuś do głowy.

   – To dlatego Ujek pracuje teraz w wieżowcu? Żeby pokazać depresji, że może leżeć wyżej? – Ziutce bardzo spodobało się takie rozwiązanie.  Miała tylko nadzieję, że sama nie ma w głowie dołka, do którego mogłaby przypadkiem wpaść, bo musiałaby się wtedy pewnie przeprowadzić na dziesiąte piętro do Moniki Karłowicz, której bardzo nie lubiła.

   – Nie, to nie tak. – westchnął Filuś. – Za mała jesteś, żeby to wszystko zrozumieć. – I postanowił poczekać z pisaniem książki do czasu, kiedy Ziutka zrozumie, że, żeby przejść do historii, nie wystarczy przejść się wokół kamieniczek na rynku.