Posts Tagged ‘San Sebastian’

THE LIBRARY-READY BODY CHALLENGE

July 24, 2016

Five years in the gourmet capital of Europe, my pregnancy and a year of intensive, almost attachment-style parenting left me with a new body – seven kilos heavier, with a deeper stoop, greying hair and other exciting details, which you only mention if you are a famous youtuber. Only that most female youtubers seem to be superwomen, who film instructions on how to groom your eyebrows with Dior over your home-made vegan breakfast after a 20k run and it’s only 7 in the morning.

These posts are meant for a completely different audience – people like me, who can’t afford Dior, nor fancy yoga clothes, who struggle to be vegan in a world of hostile carnivores (and emotional eating, and sheer laziness). People who have always chosen a good book over a run, or tried yoga only to find out their hands sweat too much to support them in the dog asana. Girls who don’t want a bikini-ready body because they would rather be in a library than sizzling in the sun.

Expect links to easy yoga videos, vegan recipes, creative mindfulness and me giving it all up in a matter of days. Enjoy the ride!

 

Advertisements

BASKIJSKA MODA

June 17, 2015

Oczywiscie wiekszosc przechodniow ubiera sie tu normalnie, ale dosc czesto natrafia sie na obrazek w Polsce nie az tak popularny, a nawet niespotykany. Ponizsze osoby mozna jednak napotkac i w innych krajach, od Francji po Japonie. Sa to:

– odstrzelone panie po 50-tce (skorzana kurteczka, drogasna torebka, szpilki), takie jak dziennikarka EITB Patricia Gaztañaga:

– zadbane starsze w perelkach i Chanel, przesiadujace stadami w kawiarniach (takie jak Doña Pilar):

– panowie w srednim wieku w polo od Lacoste, rozowym pulowerku narzuconym na ramiona i zoltych spodniach

– starsi panowie w koszuli i berecie

– nastolatki w mundurkach o krotkich spodniczkach

– oraz dzieci w niedzielnych strojach a la lata 50-te (zwykle z bogatych rodzin posiadajacych 3-4 pociech – rodzice w srednim wieku ubrani jak wyzej)

Ja chcialabym jednak opisac styl na tyle baskijski, ze parodiowany – np. w kinowym hicie “Ocho apellidos vascos” czy programie komediowym “Vaya semanita”. Osobiscie nazywam go pirackim, a tutaj uznawany jest za hippisowski, chociaz z prawdziwymi hippisami czesto nie ma nic wspolnego. Musze przyznac, ze trudno mi bylo znalezc odpowiednie zdjecia: probowalam roznych baskijskich imion i slow (nauczyciel, dziewczyny, chlopaki, przyjaciele, w gorach) i baskijskiego rozszerzenia stron internetowych (.eus, czasami uzywaja tez .eu, zeby nie uzywac hiszpanskiego .es).

Po piracku nosza sie zwykle ludzie w wieku 20-47 lat mieszkajacy poza najwiekszymi aglomeracjami. W domu mowia po baskijsku, a w czasie wolnym uprawiaja sport, chodza po gorach lub urzadzaja manifestacje. Na wakacje jezdza furgonetkami i kamperami, ewentualnie na plaze do Tajlandii. Napatrzylam sie na nich uczac nauczycieli w Zwiazku Szkol Baskijskich, np. na Jona, dyrektora szkoly w Bera, zawsze w skorzanej kurtce i z jakims wielkim etnicznym wisiorem.

Wyznaczniki stylu – u panow: czesto ubieranie sie na czarno, odziez gorska (traperki, specjalne spodnie, marki typu North Face), bluzy w pasy, arafatki, w uszach kola lub cos czarnego, fryzura na kierowce z NRD, niechlujny zarost, tatuaze, etniczne wisiory i bransoletki, u pan – podobnie, z tym ze niechlujny zarost zastepuja niechlujne, superkrotkie grzywki, czesto pasemka dreadow, do tego ciuchy z Nepalu lub Desigual, bardzo szerokie opaski do wlosow i etniczne szale szczelnie zaslaniajace szyje. Styl bardzo wygodny, mozna by rzec, feministyczny.

A oto i probka:

https://picasaweb.google.com/101020698408842936852/StylBaskijski?authkey=Gv1sRgCLbtr_7PzKCHNg

10 RZECZY, KTÓRE WARTO WIEDZIEĆ O MENU W KRAJU BASKÓW

September 25, 2014

Rozmówki i internetowe słowniki to nie wszystko, w niektórych przypadkach pomaga tylko znajomość różnic kulturowych:

  1. Nie proście kelnera o „menu”, bo dostaniecie „zestaw obiadowy dnia”. Karta dań to po prostu „carta”. Wiele barów ma też osobne menu kanapkowe, „de las bocatas” – pamiętajcie, że tutejsze kanapki to długaśne bagietki: pół kilo chleba z różnorodnymi, ale nierzadko nie pokrojonymi składnikami typu plaster szynki serrano czy cały grzyb. Przydają się ostre zęby i stare ubrania, których nie żal poplamić.

 

  1. Niech nie podnieca Was słowo „vegetal”. Nie oznacza one czegoś wegetariańskiego, tylko „z warzywami i szynką/kurczakiem”. Wegetarianie mogą zamówić sobie omlecik albo porcję grzybów – albo poradzić się portalu Happy Cow.

 

  1. No właśnie, „tortilla” to tutaj oczywiście gruby omlet, a nie rodzaj naleśnika.

 

  1. Słowo „tomates” w opisie kanapki lub dania oznacza często keczup lub sos pomidorowy.

 

  1. Podobnie „patatas” to frytki lub chrupki zemniaczane. Znalezienie ziemniaków w innej formie graniczy z cudem.

 

  1. Do każdego dania (z wyjątkiem kanapek, dzięki Bogu) serwowane są kawałki bagietki czyli miejscowy chleb. Czasami doliczą ci za to 1 euro. Miejscowi odkładają chleb na stół, namiętnie kruszą i obowiązkowo oczyszczają talerze z resztek sosów i oliwy.

 

  1. Hiszpanie nie jedzą zupy i drugiego dania. Pierwsze danie to same warzywa lub makaron z sosem. Drugie danie to samo mięso/ryba, ewentualnie z frytkami. Można też zamówić „plato combinado”, czyli jakąś szaloną kombinację, zwykle zawierającą hamurgera (tzn. sam kotlecik) i jajko sadzone. Np. dwa hamburgery, frytki, spaghetti i dwa krokiety. Jak macie szczęście, to odrobinę sałaty. Surówki są nieznane. Ludzie na diecie ratują się sałatami i „raciones”, czyli „porcjami” np. duszonej papryki albo grzybów.

 

  1. Zimne przystawki (tapas/pintxos) wystawione są na barze (tak, można je dotykać do woli i siadają na nich muchy), ciepłe czasem są na barze, ale zwykle ich opisy znajdziemy na jakiejś czarnej tablicy (albo w menu) i trzeba je zamowic. Jeśli chcemy zjeść kilka pintxos, prosimy o talerzyk, nakładamy i oddalamy się. Obsługa ufa, że potem opiszemy, co zjedliśmy (a może jest nadludzko spostrzegawcza, kto wie).

 

  1. Męczyliście się kiedyś zamawiając kawę zagranicą? W Kraju Basków mają też specjalne określenia na piwa. Duże to (piszę tak, jak się wymawia) „kania”, z sokiem cytrynowym „lehija” („wybielacz”), piwo jasne jest blond („rubia”), a małe to „zurito” (jego wymiary wahają się od 2cm do całkiem przyzwoitej „kanii”). Piwo jest zwykle droższe od wina, tak jak kawa jest tańsza od herbaty (i herbat ziołowych, „infusiones”).
  2. W barach płaci się na samym końcu, po iluś tam kolejkach. Podchodzimy do baru (bo przecież staliśmy w mżawce na ulicy) i pytamy: „Me cobras? Eran…” i tu wyliczamy, co skonsumowaliśmy. Kelner albo nam wierzy na słowo, albo po naszej litanii zidentyfikuje karteczkę z naszymi zamówieniami. „Por favor” i napiwków się raczej nie stosuje. Aha, kelner w pierwszej kolejności obsługuje zamawiających, więc czeka się długo, dostając cholery.

 

LAS REGATAS

September 25, 2014

Chcecie przyjechac do Kraju Baskow i doswiadczyc na wlasnej skorze jednej ze slynnych fiest, ale bez cen i smrodu San Fermines czy zimowego deszczu Santo Tomas i dnia San Sebastian? Polecam wrześniowe regaty.

W Kraju Basków istnieje liga łodzi zwanych „traineras” – tych samych, którymi niegdyś tutejsi wielorybnicy podpływali do swoich ofiar. Najważniejszym wydarzeniem roku jest w tym sporcie wyścig o banderę La Conchy, głównej plaży/zatoki w SanSe. Zawody są oczywiście rozgrywane na wodach zatoki, ale także na pełnym morzu zaraz za zamykającą naszą „muszlę” wyspą św. Klary, można więc je obserwować z plaży, z portu czy z górującej nad Starówką góry Urgull. Leniwi zostają w domach przed telewizorem, spragnieni – w licznych barach z transmisją na żywo, a nieliczni szczęśliwcy podpływają pod trasę swoimi jachtami.

Plusy fiesty są więc takie, że jest co robić – można zatrzymać się w mieście na kilkanaście dni i śledzić wszystkie pomniejsze rozgrywki, przyjechać tydzień przed finałem na pierwszy wyścig, albo zobaczyć finał w trzecią niedzielę września w samo południe. Startuje osiem drużyn, po cztery na raz, w tym zawsze sansebastiańska, chociaż są beznadziejni. W tym roku wyjątkowo zakwalifikował się ktoś z dalekiej Galicji (nie, nie z Krakowa, tylko z okolic Santiago de Compostela), ale miejscowych znanych drużyn jest właśnie osiem: SanSe, Bermeo, Hondarribi, Pasajes San Pedro, Pasajes San Juan, Portugalete, Orio i Kaiku. Wszystkie te nazwy to baskijskie miejscowości nadmorskie, z wyjątkiem Kaiku, które jest marką produkującą mleko („kaiku” to w euskera drewniane naczynie na mleko, którego polską nazwę mam na końcu języka). Są też drużyny kobiece, ale ich wyścig jest wcześnie rano i większość widzów go niestety ignoruje. Panie mają też do pokonania krótszy dystans.

Typowa niedziela zaczyna się od zawiazania na szyi chusteczki w odpowiednim kolorze (np. Orio to zolty) i zajęcia pozycji (np. z lornetką), a potem już tradycyjnie – szwendanie się od baru do baru (czy raczej od uliczki przed barem do uliczki przed kolejnym barem) ze znajomymi i kieliszkiem w dłoni. Ja ostatnio odpadłam o osiemnastej (zaledwie siedem godzin stania, picia i wydawania pieniędzy), więc jestem cieniasem.

Pamiętajcie o wybraniu uliczki stosownie do wieku. Nastolatki i studenci gromadzą się na lewo od ruin kościoła, tam też pod nogami wala się najwięcej śmieci. Zamożni oblegają Fermin Calberton, dzieciaci Bulevard i okolice placu San Telmo (dużo miejsca na wózki), a ubodzy trzydziestolatkowie udają się do barów Iguana i Eiger na mojito za 3 euro.

SCHAB AND NEWTON DO SANSE

June 28, 2014

Trasa na bardzo krotki pobyt, koniecznie czwartkowo-piatkowy i z dobra pogoda (bo dzis juz wialo strasznie, a teraz leje):

CZWARTKOWE POPOLUDNIE

z dworca autobusowego ruszamy przez centrum w strone starowki – delikatesy Don Serafio (zeby wiedziec, gdzie sie ewentualnie pozniej zaopatrzec w pamiatkowy sloik gindillas) – bulwar nadbrzezny imienia Drzewa z Gerniki – Plaza Bilbao – katedra Buen Pastor – Plaza Guipuzkoa – park Alderdi Eder – port – gora Urgull (niestety, Jezus bedzie juz zamkniety o tej godzinie) – pintxos w Munto na ulicy Fermin Calberton (kula z sera idiazabal z orzechami wloskimi plus sosik z slodkiej galaretki z pigwy, kula z czterech rodzajow grzybow, szparag z szynka serrano w sosie z roqueforta, podgardla rybie w zupce, a do picia male piwka czyli zurito) – pintxo pote w Gros czyli tlumy pijace na ulicach i odstawiajace kieliszki na dachy aut (chipirones w barze Gora Bera przy calle Bermingham – nie wiem, skad ta literowka, za to wiem, ze “gora bera” znaczy “gora dol”, bo bar ma dwa poziomy) – powrot na starowke i kolacja w barze Ordizia przy San Lorenzo (m.in. gigantyczne kanapki z kozim serem, pomidorem, cukinia i boczniakami oraz zestaw krokietow)

PIATKOWE PRZEDPOLUDNIE

miejsce noclegu – podnoze gory Igeldo (fajnie tam dojsc wzgorzami, zaczynajac od Plaza Easo i San Roque, a konczac przy palacyki Miramar, ale my podjechalismy autobusem – wystarczy zlapac dowolny pod hotelem Londres i wysiasc na drugim przystanku) – kolejka na gore – widoki, Casa de Terror i inne atrakcje – spacer wzdluz dwoch plaz na Starowke – obiad w Atari (swietna nazwa) przy calle Mayor (trzy ogromne raciones: ryba bonito z anchois, gindillas i oliwkami, ryz dnia – nasz byl tajski z “langustynkami”, policzki wolowe z sosem pieczeniowym i puree ziemniaczanym)

OPCJE NA POPOLUDNIE

– cmentarz w dzielnicy Egia

– autobusem do miasteczka Hondarribia

– zakupy w sklepach Super Amara, Don Serafio, Pyc, Kukuxumusu

https://www.google.es/search?q=kukuxumusu&rlz=1C1GGGE_esES486ES533&espv=2&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=AQOvU47MDMeo0wXHqYGICA&ved=0CAYQ_AUoAQ&biw=1280&bih=845

 

LA LARGA MARCHA

June 14, 2014

A nice clip about the summer in Donostia San Sebastian, Iruña Pamplona and other towns (featuring great music by what sounds like God is the Astronaut).

Watch out for:

– lots of boats and rafts together (that´s “piratas” I have written about, here in August)

– a guy dressed up as a woman (by far the most popular costume for guys round here, be it for the carnival or a stag night)

– La Concha beach by night (several times)

– the typical white SanSe railing by night

– and the merry-go-round next to the townhall

A COOL SHORT FILM ABOUT VISITING SAN SE

April 20, 2014

DLA GABRIELI

April 17, 2014

Uswiadomilam sobie wlasnie, ze nigdy nie zamiescilam tutaj filmikow, ktore wyslalam Gabrieli na urodziny, co by sobie troche potesknila (plus kilka swiezych znalezisk).

 

1. Znajoma nauczycielka francuskiego Widad m.in. w jednej z moich ulubionych knajpek, Koh Tao.

 

2. Jeden z moich ulubionych barow z przekaskami (“pintxos”) – wszystkie sa do siebie podobne, co widac po dalszych klipach tej playlist.

 

3. Typowy filmik promocyjny, ale od 07:40 pokazuja moj ulubiony “parador” w pobliskim Hondarribia.

 

4. Slodkie widoczki z weekendowych wypadow do Francji

 

5. Ten sklepik miesci sie (co widac) tuz kolo glownego budynku mojej szkoly.

 

6. Urocza probka baskijskiego

CATCHING UP

April 13, 2014

Przed feriami postanowilam spotkac sie po kolei ze wszystkimi swoimi przyjaciolkami (Szwedka Thereze, Wloszka Cristina, Angielka Carmen i Niemka Lisa), by byc moze nie zobaczymy sie az do polowy maja. Oto, jakie fajne miejsca odkrylysmy/reaktywowalysmy przy okazji w naszym miescie:

 

1. http://www.happycow.net/reviews/green-break-vegan-take-away-san-sebastian-43886

Wiedzialam, ze na ulicy Narrika jest cos nowego weganskiego, ale nie wiedzialam gdzie – na szczescie nazwa lokalu mowi sama za siebie. To jedno z nielicznych miejsc wSanSe, gdzie mozna skosztowac sok pomidorowy :p Do tego owsiany hamburger wielkosci mojej glowy z ogorkami kiszonymi (kolejny rarytas), pieczarkami, salata, pomidorem i boginii wie, czym jeszcze. Czekalysmy na niego wprawdzie godzine, ale czas umilalo nam nastawione w tle:

 

2. http://www.kissfm.es/player/kissplayer/index.php

Miejscowe stacje puszczaja zazwyczaj albo rock albo “piosenki, ktore znam wylacznie z przymierzalni w Pimkie”, a tu, niespodzianka: “Hungry eyes” z “Dirty dancing”, a zaraz potem “Joyride” Roxette. Czyzby playlist “Asia ma 11 lat?”. Zdradzilam Thereze, ze moi rodzice sa nadal w posiadaniu tasmy VHS z moich 12tych imienin, na ktorym gromadka dziewczyn w paziach i legginsach tanczy do “Joyride” wlasnie i do “Losing my religion” R.E.M. Oczywiscie kilka minut pozniej w radio puscili to drugie. Zabawne. Hiciory z mojego pozniego dziecinstwa przeplataja nowszymi, ale rownie przeze mnie lubianymi sofciakami w rodzaju “Big Girls Don´t Cry”. Idealna muzyka do windy.

 

3. http://www.youtube.com/watch?v=3pcEQ-e08Lw

Altxerri to klub jazzowy i znana galeria sztuki wspolczesnej polozone przy samym Boulevard. Piwo, owszem, za cztery euro, ale za to Leffe, a do tego niesamowita muzyka na zywo. Na koncercie z linku bylam z Gabriela.

 

4. http://tedone.eu/

Jedno z nielicznych, jesli nie jedyne miejsce w Donosti, gdzie mozna posluchac Bregovica i dostac miske kaszy (i to z grzybami i ajvarem). Tylko te 7 euro za miske kaszy troche boli. Jesli ktos chce mi wyslac na pocieszenie sloik ajvaru albo kilka torebek sody oczyszczonej (albo wie, gdzie to cholerstwo tu mozna dostac), nie krepujcie sie!

 

5. http://www.bculinary.com/es/home

Wymarzone studia (czekam na sponsora) i bardzo przyzwoita architektura. Uczylam tam w zeszlym roku, ale studenci woleli chodzic na warsztaty o winie niz do mnie.

 

6. http://www.youtube.com/watch?v=md_0MCspPwI

W pobliskim Muzeum Nauki (takim dla dzieci) mozna sobie za darmo obejrzec miniatury zabytkow z regionu, a potem pobuszowac po wielkim parku z amfiteatrem i mostem nad wawozem.

 

7. http://www.youtube.com/watch?v=G86xQuxiYz4

A wszystko to w dzielnicy Miramon, czyli parku technologicznym, ktory przypomina mi Bielefeld, polozonym na wzgorzach nad miastem. Sliczne widoki i fajna architektura.

 

Dzisiaj sloneczniej, wiec zamierzam do Miramonu wrocic, ale najpierw kawa w Koh Tao.

VEGE EATERIES IN SAN SEBASTIAN

February 17, 2014

(Gracias a Lide de Askekintza Liberacción Animalista)

1-  Landare (en la calle Trueba, en el barrio de Gros) que es 100% vegano, es un restaurante que sólo dan los mediodías de martes a sábado y los viernes a la noche.
http://www.landarevegan.com/1.html

2- Green Break, que es un take away vegano que está en la parte vieja de Donosti en la calle Narrika. Tiene platos para llevar a casa. También tiene mesas abajo para comer sentado.https://www.facebook.com/GreenBreakVeganTakeAway

3- Garraxi (Calle Tejería, barrio de Egia) que es vegetariano y tiene opción vegana. El menú del día esta muy bien de precio y se come muy bien.  Es el restaurante vegetariano más antiguo de Donosti.http://www.ddonosti.com/comercio/garraxi-restaurante-vegetariano

4- Warung (en Sagües, Gros) que tienen la mayoría de la carta vegetariana, algún plato de pescado y algún plato vegano. Se come bien.
http://www.ddonosti.com/comercio/bar-warung

5-Tedone (en Gros, en la calle Korta) que tiene opción vegetariana y macrobiótica. Con menú del día con algún plato vegetariano/vegano.
http://donostia-san-sebastian.salir.com/tedone_jatetxea

6- El restaurante macrobiótico del barrio de Intxaurrondo llamado Elkarte Markrobiotikoa que está en la calle Intxaurrondo, 52 y 53. Se come bien y barato. Sólo hay un plato para elegir pero es biológico y 100% vegetariano.
https://www.facebook.com/makrobiotikaelkartea

7- Rekalde (calle Aldamar, Parte Vieja) tiene hamburguesas veganas y vegetarianas además del menú “tradicional” y alguna cosa para picar.

8- Botanika Kafé es un restaurante con opción vegana y vegetariana. Yo no he ido nunca pero me han dicho que se come muy bien. Está en el Paseo del Árbol de Genrika. Aquí el link: http://www.sistersandthecity.com/2013/07/botanika-una-preciosa-terraza-jardin-en.html

9-También tienes platos veganos en el restaurante Kaskazuri, que es un restaurante bastante elegante, está en la calle Salamanca 14, cerca de la parte vieja.